2012-09-11 - Amputacje

J-Korwin-M pisze/mówi, że odczuwa dyskomfort estetyczny, gdy w TV (musi?) oglądać niepełnosprawnych, bez rąk, nóg, z różnymi dysfunkcjami i obrzydliwymi skazami ciała. "Niechże sobie grają, ale na bocznych boiskach, nie w świetle stadionów, a już broń Boże na tej tzw. paraolimpiadzie.

Otóż ja myślę, że pan JKM może na swoim bocznym boisku (blogu) uprawiać co tam chce, ale dla mnie jego popisy w świetle kamer studia TV są mało estetyczne i ja tego oglądać nie chcę. Ponieważ ma wysoce nieestetczną skazę umysłu. Podejrzewam nawet amputację.

IKONKI_!1.jpg dla pani K-nomen omen Korwin-P. za udział w programie T. Lisa.

2012-09-08 - Mariacka, Koszutka i okolice 7. "W Palestynie same świnie"

IKONKI_DOMKI.jpg

Jakoś tak pokrzykiwali do Marka Sobelmana z Sosnowca chłopcy na podwórku, a był rok 1968. Cóż więc zrobił Marek i parę tysięcy młodych chłopaków i dziewcząt, ich rodziców i znajomych? Wyjechał z Polski, jako bezpaństwowiec, bo na pożegnanie zabierano polskim Żydom nie tylko mieszkania, także polskie obywatelstwo.
Krążył wtedy taki dowcip (szmonces): kto zostanie w Polsce, gdy otworzą granice i wszyscy będą mogli wyjechać? Polscy Żydzi, którzy będą chcieli udowodnić, że nie są Żydami...
"Syjon z kropką". 
Syjoniści do Syjamu. 
Na Olimpiadzie w Meksyku młoda, ale doskonała i już sławna sportsmenka Irena K. biegnąc w sztafecie 4 x 100 m upuściła pałeczkę. Sztafetę zdyskwalifikowano, a na Irenę K. rzucono stek wyzwisk i niewybrednych oskarżeń o zdradę narodu polskiego. 

O tych paskudnych czasach mówiono na spotkaniu "Utracone nadzieje", zorganizowanym 6 września w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, gdzie trafiłem dzięki zaproszeniu Jacka Schatza, socjologa, konsultanta, emigranta z Katowic, obecnie mieszkającego na południu Szwecji. Którego poznałem parę miesięcy temu i z którym postanowiliśmy przyczynić się wspólnie (tak trzeba) do należytego wspomnienia Marca 68 (niebawem 45. rocznica).

DSC00133.JPG

 

 Z Jackiem Schatzem i panią prokurator z IPN.

 

 

 

Ada Wolfstein podpisuje swoją i Eloe Laiken książkę Scenariusz pisany życiem, wyd. MG w Bytomiu oraz IPN w K-cach:

DSC001351.JPG

Po II wojnie światowej z 3,5-milionowej populacji pozostało przy życiu ok. 150 tys. polskich Żydów. Niebawem z Rosji radzieckiej przybyło kolejne 100 tysięcy; szacuje się więc, że nową rzeczywistość rozpoczęło w nowych granicach i nowej rzeczywistości 250 tys. Żydów. Po pogromie kieleckim i innych wydarzeniach końca lat 40., po rozluźnieniu granic i eksodusie 56. roku, po wyjazdach na poczatku lat 60. w Polsce 1967/68 zostało raptem 25 tys. osób, które przyznawały się do pochodzenia żydowskiego. Po wydarzeniach marcowych ("Wiesław jak Faraon popędził nas precz") zostało ich 5 tysięcy, może mniej.

To co działo się po wojnie sześciodniowej, gdzie "nasi Żydzi" pędzili kota "ich Arabom" (tak mówiła polska ulica), po słynnym przemówieniu tow. Wiesława w Sali Kongresowej 19 marca 68. r., gdzie Gomułka wyklinał syjonistów, studentów, rewizjonistów - wiemy dzięki pracy wielu historyków. Pozostaje to, co najważniejsze - klimat tamtych lat, ludzkie odczucia, emocje, to wszystko, czego nie da się odszukać na półkach przykurzonych archiwów.

I ci, którzy zjechali do Bytomia z Polski i całej Europy, wspominają: rozumieli nas tylko koledzy Ślązacy, bo ich też władza ludowa prześladowała; mój kolega z ławki, Ślązak, nazywał się "Żydziok", siedzieliśmy więc: ja Żyd i on Żydziok; w TSKŻ uczył nas rysunku Duda-Gracz, wtedy absolwent liceum plastycznego... Ilu ludzi, tyle różnych wspomnień. Różnych. Dla jednych czas ugruntowania przyjaźni, wierności, dla innych tylko czas pogardy. Polacy - przyjaciele odprowadzający na Dworzec Gdański i ci wprowadzający się chyłkiem do opuszczonych mieszkań (tak przeniknął do mieszkania naprzeciwko partyjny działacz szczebla dzielnicowego, p. G., z rodziną, po tym jak państwo Iwanowscy pojechali w długą podróż do Izraela). Pani dziekan po kryjomu wydająca zaświadczenie o studiowaniu i pan dziekan wyrzucający Polaka-Żyda studenta za drzwi...

Przeczytajcie koniecznie Życie przecięte. Opowieści pokolenia Marca Ireny Wiszniewicz (już niestety nieżyjącej), która z mozołem spisała wspomnienia tych, którzy wtedy wyjechali. IKONKI_!1.jpg

Cóż, nie jest i nie było to wszystko proste...
Jacek Kaczmarski: Opowieść pewnego emigranta, http://www.youtube.com/watch?v=KV4Rg2UFN0o

Kiedyś napisałem taką etiudę, luźny szkic opowiadania. 
Starsza pani z tej opowiesci to babcia Iwanowska. Wyjechała cała rodzina. I Ania, śliczna kruczowłosa dziewczyna. Nie, nie to, co myślicie. Anka miała 16 lat, ja - 13. Widywałem jakiś czas jej chłopaka, przychodził i patrzył w to okno. Potem znikął.

pdf Pierwsza lalka.pdf

PS
Jurek Sysak, słusznie zauważając: "jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym nadal się śpiewa pieśni w języku jidisz, a na pewno jedynym, w którym śpiewa się je trochę po polsku, a trochę w jidisz", zamiast komentarza podesłał mi taki link - http://vimeo.com/48260938. Śpiewa Lena Piękniewska.

PS2
Już wkrótce dodam do blogu moduł komentarzy...

 

 

 

2012-09-02 - NON VOCATUS

Myśl wyczytana w pewnym scenariuszu:

VOCATUS ATQUE NON VOCATUS DEUS ADERIT

WZYWANY CZY NIE, BÓG PRZYBĘDZIE.

...

2012-08-30 - Living next door to Alice

IKONKI_!1.jpg
Przede mną na stole Uciekinierki Alice Munro. To druga po Kocha, lubi, szanuje książka kanadyjskiej pisarki, którą przeczytam. 
Z okładki Kocha, lubi...: "Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach, ale w nieskazitelnych, zachwycających opowiadaniach Munro w szczegółach zawarta jest magia". Niewiele mogę dodać do tej opinii, może tylko to, że czasem efekt psują tu dziwne pomysły tłumaczek, by szyk polskiego zdania naśladował szyk zdania angielskiego, co niekoniecznie zawsze ma sens (to moje przypuszczenie, tekstu oryginalnego nie mam).
Kogo tu mamy?
Johannę, która wykrada meble chlebodawcy i wiezie je przez pół kraju do faceta, którego ma nadzieję poślubić.
Jinny, śmiertelnie chorą, która romantycznie i zupełnie nieoczekiwanie całuje się z młodym chłopakiem na chybotliwym moście nad ponurą bagnistą rzeką. 
Quennie, która ucieka w świat, po drodze poślubiając starego, okropnego nauczyciela muzyki, "pana Vorquillę".
Granta, który odwiedza w szpitalu chorą na Alzheimera żonę i żyje między światem realnym i nierealnym.

Z Kocha, lubi, szanuje wybieram fragment opowiadania Pociecha (tłum. J. Jędrys, T. Oziewicz)
        "W jego przypadku problemy zaczęły się od mięśni nóg. Zapi­sał się na aerobik dla seniorów (chociaż sam pomysł go odrzu­cał), by się przekonać, czy forsowne ćwiczenia nie przywrócą im siły Trochę może pomogło, na tydzień czy dwa. Ale potem stopy zrobiły się jak z ołowiu, przy chodzeniu szurał i potykał się, a niedługo później usłyszeli diagnozę. Gdy tylko się dowie­dzieli, rozmawiali o tym, co zrobią, kiedy nadejdzie ten moment. Na początku lata Lewis chodził, wspierając się na dwóch la­skach. Lato jeszcze się nie skończyło, a już w ogóle przestał chodzić. Ale dłonie dawały jeszcze radę przewracać kartki w książce i - z większym trudem - utrzymać widelec lub łyż­kę. Jego wymowa wydawała się Ninie prawie niezmieniona, ale odwiedzający ich goście mieli problemy ze zrozumieniem go. Zadecydował, że w takim razie koniec z wizytami. Zmodyfikowa­li dietę, by przełykanie stało się łatwiejsze, i czasami przez kilka dni nie było żadnych problemów z jedzeniem.
      Nina zaczęła się rozglądać za wózkiem inwalidzkim. Lewis nie oponował. W rozmowach nie wracali już do tego, co nazwali Końcówką. Nawet zaczęła się zastanawiać, czy oboje - a mozc tylko on - nie wkraczają właśnie w etap, o którym czytała, prze­miany obserwowanej nieraz u ludzi podczas nieuleczalnej cho­roby zaczynają oni przejawiać optymizm, nie dlatego, że taka reakcja jest wpisana w psychikę, ale dlatego, że całe to doświad­czenie przestaje być abstrakcją i staje się faktem, a sposoby ra­dzenia sobie z nim - codzienną rutyną, a nie uciążliwością.
     To jeszcze nie koniec. Ciesz się chwilą. Chwytaj dzień.
     Tego rodzaju przemiana wydawała się zupełnie nie pasowa do Lewisa. Nina znała go na tyle, żeby wiedzieć, że nie był zdol­ny do oszukiwania samego siebie, choćby było to dla niego  bardziej korzystne. Ale też nie mogła go sobie nigdy wyobrazić fizycznie pokonanego przez chorobę. I teraz, gdy już zdarzyła się ta jedna nieprawdopodobna rzecz, czy nie była możliwa dru­ga? Czy nie mogło być tak, że przemiana, dokonująca się w in­nych, nastąpiła również w nim? Ukryta nadzieja, lawirowanie, przewrotne negocjacje? 
     Nie. 
     Otworzyła książkę telefoniczną i zaczęła szukać pod 'Grabarze', ale tego słowa oczywiście nie było. 'Przedsiębiorcy pogrzebowi'...".
Lewis choruje na stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Popełnia samobójstwo, zażywając garść tabletek. 

Uciekinierki dostały nagrodę Bookera (2009). Obie książki wydały moje ulubione "Dwie siostry".  Do kupienia np. w Empiku.
Nazywają Alice Munro współczesnym Czechowem, przetłumaczono jej książki już na ponad 20 języków. Mówi się, że to kandydatka do Nobla i że ludzie będą znać jej pisanie także za 100 lat.
 
Czytając ją, mam wrażenie, że mieszka gdzieś tu obok. Living next door to Alice. 

Sally zadzwoniła, gdy dostała wiadomość.
Powiedziała, przypuszczam, że słyszałeś o Alicji.
Więc rzuciłem się do okna i wyjrzałem na zewnątrz.
Ledwo mogłem uwierzyć swym oczom. 
Jak wielka limuzyna podjechała pod dom Alicji.

Ref.
Nie wiem, dlaczego ona wyjeżdża lub dokąd zamierza jechać.
Sądzę, iż ma swój powód, ale ja nie chcę go znać,
gdyż przez dwadzieścia cztery lata mieszkałem obok niej.
Dwadzieścia cztery lata czekałem tylko na szansę. 
Żeby jej powiedzieć, jak się czuję i może żeby zerknęła na mnie raz jeszcze.
Teraz muszę przyzwyczaić się, że nie mieszkam już obok niej.

Dorastaliśmy razem, dwójka dzieciaków w parku,
wycinaliśmy nasze inicjały głęboko w korze, ja i Alicja.
Teraz ona przechodzi przez drzwi i głowę trzyma wysoko.
Tylko przez chwilkę dostrzegłem jej spojrzenie.
I wielka limuzyna odjechała spod domu Alicji,


Ref.

Sally zadzwoniła znów i spytała, jak się czuję
Powiedziała, hej wiem jak ci pomóc - daj spokój z Alicją
I powiedziała, teraz Alicja odeszła, ale ja jestem wciąż tutaj
Ty wiesz, że czekam przez dwadzieścia cztery lata
I wielka limuzyna znikła. 

Ref.

tłum. za www.tekstowo.pl

Smokie: http://www.youtube.com/watch?v=wcVLeUFW-AM

 


  1 komentarz  | 
  • A za 2 laata - Użytkownik: rl, 2014-04-29 20:51:24
    A za dwa lata Munroe dostanie Nobla. Miało się przeczucie (pisane w kwietniu 2014).

2012-08-23 - Mariacka, Koszutka i okolice 6. Pamiątka z wakacji

IKONKI_DOMKI.jpg

Koniec wakacji, więc garść wspomnień. Jest połowa lat 60., może początek 70...

Nad morze ciągnąc: do Gdańska, do Ustki, na Hel, na wczasy lipcowe, sierpniowe, upragnione, wyczekiwane, wymarzone, zapłacone, przedpłacone, w ścisku okrutnym, bez wody i powietrza jechał też człowiek po pamiątki.
Tak samo w góry się udając: do Zakopanego, do Krynicy, na Śnieżkę, na biwak, na szczyt, do kurortu na pobyt, na podleczenie.
Opalony, wypoczęty, odświeżony, wyprostowany, naoliwiony, naciągnięty, rozluźniony, najodowany, zmineralizowany, czasem także potłuczony, poobijany i zagipsowany wiózł potem  nasz dzielny Ktoś misie i zajączki, owczarki z kiwającymi się głowami i owieczki „me-me” z dzwoneczkami, piłki plażowe, plastikowe palmy na wysepkach, parasolki, znaczki metalowe „I-love-you-Jola” i „The Rolling-Stones”, widoczki wydm albo połonin, za szklaną szybką umieszczone w metalowej ramce, piórkiem i węglem uczynione konterfekty żon i córek, aby postawić je wszystkie na etażerkach, stoliczkach, półeczkach, komódkach i szafeczkach.

China_beach3.jpg

Ale przede wszystkim wiózł nasz turysta-wczasowicz Orła i Statek. Czemu drewnianego lakierowanego dumnego orła (lub nabijaną cekinami laskę góralską) targał z Gdańska, a plastikowy żaglowiec pod pełnymi żaglami, z napisem „Kołobrzeg” ciągnął z Bukowiny Tatrzańskiej pozostanie niezbadaną zagadką tamtego Wakacyjnego Bytu. 

foto: internet, plaża w chińskim kurorcie. Miłego wypoczynku życzył kominiarz.
PS
E. po powrocie z Ustronia Morskiego: mogłam Ci kupić ciupagę z Żywca... Nie zmieniło się, jak widać.

« Pierwsza  < 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 >