2012-01-15 - Ołówek Hawkinga

Po lekturze "Ołówka" Katarzyny Rosickiej-Jaczyńskiej (wyd. Poligraf, Łódź 2011).

Od ponad 10 lat chora na SLA (stwardnienie zanikowe boczne, choroba neuronu ruchowego, ang. MND, choroba Lou Gehriga), jedno z najpaskudniejszych schorzeń neurologicznych, zwane przez samych chorych "bestią". Upośledza zdolności ruchowe, prowadząc zwykle do całkowitego paraliżu, zachowując przy tym pełnię funkcji intelektualnych, emocjonalnych. Chorzy stają się myślącymi, czującymi obiektami, i to jest może najbardziej przerażające.

Bestia zabija po kilku latach, chorzy zwykle nie żyją dłużej niż 5 lat od pojawienia się pierwszych symptomów choroby. Pani Rosicka-Jaczyńska żyje z chorobą już prawie lat 12. Stephen Hawking, fizyk, profesor w Cambridge, jeszcze dłużej. Choroba - na szczęście - chadza swoimi ścieżkami. "Ołówek" jest książką wyjątkową. To twardy rozrachunek z życiem tym sprzed choroby, i tym po. Nie ma tam ckliwości, rozpamiętywania "dlaczego ja", użalania się nad sobą. Czasami trochę nieporadny językowo, skrzy się w kliku miejscach, błyszczy i zaskakuje czytającego. Rozmowy, kłótnie z Bogiem, z ludźmi (wewnętrzne, bo komunikacja ze światem odbywa się już tylko przy pomocy sprzętu komputerowego), kalejdoskop mężczyzn jej życia, w którym można się pogubić; to wszystko może irytować, drażnić, ale czyta się "Ołówek" z pełną świadomością, że nie jest kreacją literacką, a obrazem życia. Zniszczonego przez heimarmene.

Motto ksiązki: "Jestem tylko ołówkiem w ręku Boga" (Matka Teresa z Kalkuty). 

Przeczytałem też ostatnio "Krótką" i "Jeszcze krótszą historię czasu" Stephena Hawkinga, obejrzałem bardzo dobry film "Hawking" (w tej roli Benedict Cumberbatch, bez jednego fałszwego tonu), książkę o nim pt. "Stephen Hawking" autorstwa M. White'a i J. Gribbina. Hawking to jeden z najwybitniejszych umysłów XX wieku, autor wielu przełomowych koncepcji rozwoju Wszechświata, ewolucji czarnych dziur. Z tego co wiem, nie napisał do tej pory wspomnień. "Ołówkiem" Hawkinga (nawiasem mówiąc, agnostyka, a może ateisty) jest jego fizyka. 

 

zdjęcia: sieć



 

2012-01-03 - 500 przedwojennych £

Motto serii "Własny pokój" wydawnictwa Dwie Siostry

"By móc pisać wiersze

albo powieści,

musicie mieć 500 funtów dochodu

oraz własny pokój 

zamykany na klucz". Virginia Woolf.

Z opowiadania "Stary niedźwiedź mocno śpi"

pomieszczonego w zbiorze "Kocha, lubi, szanuje" Alice Munro (wydawnictwo Dwie Siostry)

wynotowuję takie zdanie:

"Człowiek powinien mieć jakieś miejsce, o którym myśli, o którym coś tam wie,

może nawet za którym tęskni, ale którego nigdy nie zobaczy".

Ja już chyba mam takie miejsce. Jednak szkoda.

2011-12-22 - Święta

Spokojnych Świąt i wszystkich dni powszednich.

Na Boże Narodzenie opowieść:

Mezuza

Rabinem w Korosze był wtedy świątobliwy i uczony Dawid Gutberg. Żydzi z całego Wołynia, a nawet z Litwy, przyjeżdżali do reb Dawida, który z czasem otrzymał czcigodne miano rabenu – „nasz mistrz”. Rebe znany był z komentarzy do Talmudu, szczególne zaś uznanie zdobył jego obszerny traktat „O fałszywym mesjaszu Jezusie”. W młodości reb Gutberg pisał również komentarze do dzieł Barucha Spinozy, ale mądrzy i niewątpliwie życzliwi Żydzi wytłumaczyli mu wysoką niestosowność tej twórczości i rabi ograniczył się do Miszny i Gemary. Nie miał też nic a nic wspólnego z niezrównoważonymi chasidim, co szczególnie radowało spokojnych mieszkańców miasteczka. Korosze było ubogą mieściną, z bóżnicą nędzną, parterową, bez pięterka dla niewiast. Ot, mała bima pośrodku, stary Aron-ha-Kodesz i tyle. A niby skąd miało być bogato, jak elitą miasteczka był krawiec, kataryniarz i podupadły arendarz? Z tyłu bóżnicy, przy małej mykwie, reb Dawid miał dwa małe pokoiki. W skromnych, oj skromnych warunkach pisał swoje uczone rozprawy.
Tego dnia w mieszkaniu było wyjątkowo zimno, wiatr zawiewał śnieg na szyby i choć było jeszcze popołudnie – w izbach pociemniało i zrobiło się ponuro. Z oddali słychać było tylko dzwony kościoła. „Dziś ta ich Wigilia” – pomyślał Gutberg. Sen zaczął morzyć staruszka, a jeszcze miał dzisiaj dodać nowy fragment do swego wielkiego traktatu. Dołożył węgla do piecyka, zdjął rękawiczki, chuchnął w dłonie: „Sądzić można, że Jezus z Nazaretu, ten tak zwany mesjasz u chrześcijan...”.
Za oknem dało się słyszeć skrzypienie śnegu. Ktoś mocno zapukał we framugę drzwi. „Jeszcze zniszczy moją mezuzę” – wzdrygnął się rabi.
– Reb Dawidzie! Hej, reb Dawidzie!

------------------- 

Nad ranem młoda nieznajoma wstała wreszcie z krzesła.
– Herbata wystygła, a my i tak nie dojdziemy prawdy, ojczulku.
– Nie ma jednej prawdy, tak jak nie ma jednego świata, moja panno – odparł stary. – My tu w Korosze znamy dwa, a może są i trzy, i cztery. Są obok siebie, ale nie przenikają się. Patrzą na siebie i nie widzą się. Czy się kiedyś zejdą? A może prawda jest jedna, ukryta? „Istnieją najrozmaitsze oczy, a zatem najrozmaitsze prawdy. Machlukes”. Tak rzecze jeden filozof. Pan nasz – oby był błogosławiony On i Imię Jego – zna odpowiedź. A może nawet i On jej nie zna?

Po święcie Pesach gmina uchwaliła wreszcie, że należy poszukać nowego rabina. Stary pogubił się zupełnie. Wplatał w nabożeństwa szabasowe dziwne cytaty, nie przestrzegał ściśle porządku uroczystości, uciszał gniewnie kantora, zamyślony stał przed bóżnicą i nie odpowiadał na pozdrowienia mieszkańców sztetl. Jakby go zły duch opętał. Postanowiono jednak, w uznaniu zaslug, wypłacać mu małą dożywotnią pensję. 

2011-12-12 - Huśtawka

Z ostatnich "Zeszytów Literackich" (nr 115) przepisuję dwa wiersze.

Natalia de Barbaro, "Huśtawka":

Teraz nad jego głową, długa do nieba i mocna
Lina huśtawki wiszącej na starym dębie. Przez liście
prześwieca światło. Niebezpieczna, bezpieczna
jest podróż do góry - na dół.

Chłopiec nie wie, że teraz zawiązuje się życie.
Nie wie, że właśnie w tej chwili, między niebem
a niebem, brana jest miara na słowo szczęście.
I że to słowo będzie chciało powrócić - jego pogłos,
powidok, w tylu miastach, daremnych.

I wiersz Edwarda Hirscha (***) w tłum. Mai Wodeckiej:

Żaden ślad nie pozostał z 5 sierpnia 1942 roku -
wszystko zostało zdezynfekowane -

200 dzieci grzecznie szło czwórkami

nisoąc zieloną flagę
z czterolistną koniczynką

przez oniemiałe ulice Warszawy

aż na Umschlagplatz, blisko dworca
z wychlorowanymi, towarowymi wagonami.

------ Im nie brano tej miary [rl]
 

2011-12-04 - Węgry

Memu pokoleniu (50+) Węgry kojarzyły się z lepszym światem. Pierwsza cola (z puszki) była stamtąd. Do dnia dzisiejszego to najbardziej ekscytujący smak mego życia.
Bracia Węgrzy dali nam także rock. Są okolice roku 70. Nasz rodzimy pojawi się za parę lat, a dopiero za lat 10-12 opanuje nasze umysły i serca. Na razie jednak mamy węgierski rock w wydaniu przede wszystkim dwóch supergrup Lokomotive GT oraz Omegi. Na koncert Lokomotive pędzę do Hali Parkowej (obecnie Alma), na Omegę przypadkowo wpadam w Parku, przy Planetarium. Ktoby powątpiewał w jakość tej muzyki, niech posłucha tego: http://www.youtube.com/watch?v=6Z0JVH6e8O0.
To oczywiście

"Gyöngyhajú lány"


http://www.youtube.com/watch?v=pnyd-nItQik&feature=related.

A to z kolei bardzo dobra wersja Zakopoweru.

Ale Węgry dla mnie to także zawsze Tibor, "Tibi", chłopak w śmiesznych drucianych okularach i zabawnym akcentem, słabo mówiący po naszemu, ale nieźle grający w nogę. Nie miałem pojęcia (mając lat, powiedzmy, 10), że przyjechał tu z rodzicami w 1956 roku. Podobno już nie żyje. Dla Tibi'ego zatem:

Igen jött egy gyöngyhajú lány 
Álmodtam vagy igaz talán 
Ébred a föld, az ég 
Zöld meg kék, mint rég,

co w tłumaczeniu "madzia503" oznacza mniej więcej:

Tak przyszła dziewczyna o perłowych wlosach 
Śnilo mi sie, czy może prawda to?
Budzi się ziemia i niebo 
Zielone i niebieskie jak dawniej 

I tylko wciąż dręczy mnie pytanie, co się stało z tamtymi Węgrami, krainą Omegi, Puskasa, coli, niezrównanego tokaju i gyöngyhajú lány?  
Czy są zielone i niebieskie, jak dawniej? 

« Pierwsza  < 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 >