2013-03-17 - Koszutka, Mariacka i okolice 13. Mistrz Leonardi na rogu

IKONKI_DOMKI.jpg

Spotykałem go kiedyś codziennie. Przystanąłem któregoś dnia, wmieszałem się w tłum.

Mesdames et Messieurs! Ladies and Gentlemen! Panie i Panowie!
Przed wami słynny prestidigitator Leonardi i jego zadziwiająca skrzynia. Proszę się nie tłoczyć, proszę się nie pchać, są jeszcze wolne miejsca. Przepuście do przodu kobiety w ciąży i małe dzieci. Szanowny panie, tak, do pana mówię, niechże pan stanie z lewej strony – zasłaniacie widok tej miłej dziewczynce. O, teraz już dobrze. Każdy zobaczy na własne oczy, każdy dostanie tę niepowtarzalną szansę.
Oto przed Państwem, po zagranicznych występach, nasz wspaniały mistrz iluzji – maestro Leonardi.
Oraz jego czarodziejski pies i jego magiczna skrzynia. Iluzjonista nadzwyczajny, nowy Houdini, mistrz białej magii. Za chwilę zobaczycie, co też wydobędzie z czeluści owej tajemniczej skrzyni. To nie zabawa z białym królikiem, to nie igraszki z synogarlicami, więc wstrzymujcie oddech…
Mesdames... Messieurs...
Jest tu po to, aby zadziwiać i wzruszać. Młodych i starych, grubych i chudych, brunetów, blondynów, siwych i łysych. Mężczyźni i kobiety, niedorostki i pannice – wszyscy będą mogli obejrzeć to wyjątkowe widowisko. I niech was nie zwiodą pokazy innych – to kuglarze – oszuści i szarlatani. Prawdziwy artyzm zobaczycie tylko tutaj. Tylko u nas poczujecie dotyk apollińskich muz i tchnienie Anioła. A może raczej śmiech Mefisto? Nie żałujcie skromnych datków, s’il vous plâit. Wielką bowiem sztukę wspieracie.
I zbożny cel.

Na cóż więc czekać? Zaczynamy.

Postawił walizkę na chodniku, wyjął z niej małe, składane, turystyczne krzesełko. Usiadł, złożył kule
i oparł je o mur. Nasunął czapkę głębiej na uszy. Jaki ten mróz dzisiaj... Przydałyby się nowe rękawiczki.
I po diabła te stare obcinał? Niby tak łatwiej, ale teraz marzną mu końce palców – to pewnie od kręgosłupa. I dupa boli od tego siedzenia. Wyciągnął z walizki przerdzewiały termos i plastikowy kubek. Nalał trochę cienkiej herbaty, musi mu wystarczyć na cały dzień. Wyjął i zaraz schował kanapkę owiniętą w zatłuszczony papier. Zje ją dopiero w południe. A może wcześniej, jeżeli dobrze pójdzie mu zbieranie? Lub kupi sobie precla, z makiem. Z solą nie – sól żre mu dziąsła, a raczej to, co  z nich pozostało. Rzucił psu wczorajszą kość –  będzie miał zajęcie na dwie, trzy godziny. Cholera, jak zimno. Podłożył tekturę, tak mniej ciągnie od ziemi. Owinął nogi kocem i postawił przed sobą pudełeczko. Jeszcze modlitewnik
i różaniec, to zawsze lepiej wygląda. I działa na starsze paniusie. Ha, miejsce koło „Złotego Rogu” jest zdecydowanie lepsze niż poprzednie, to na złączeniu Dyrekcyjnej z Wieczorka, no, ze Staromiejską. Szkoda tylko tego Karolaka, czy jak mu tam było.
No, zaczynamy.

2013-03-11 - Rilke raz jeszcze

Recepcja poezji pisanej w obcym języku zależy m.in. od wytrwałości i talentu tłumaczy, ale także od stopnia zafascynowania tłumaczoną liryką i samym poetą. Poezja R. M. Rilkego przed wojną przyswajana była polskiemu czytelnikowi przede wszystkim przez Witolda Hulewicza, który nie był może kongenialnym tłumaczem, ale wielkim propagatorem poezji Austriaka (jako że był także Rilkego dobrym znajomym, by nie rzec, przyjacielem).
Po II wojnie, gdy opadła fala niechęci wobec poezji niemieckojęzycznej, tłumaczył  Rilkego przede wszystkim Mieczysław Jastrun, który stworzył kanon przekładowy, do którego muszą odnosić się wszyscy późniejsi tłumacze. Z nowszych przekładów wyróżnia się dorobek Adama Pomorskiego. Kto miałby wątpliwości, jak tłumaczenie wpływa na odbiór poezji, temu polecam konfrontację filologicznch raczej tłumaczeń Elegii Dujnejskich Bernarda Antochewicza i Jastruna właśnie. Choć może jestem niesprawiedliwy - każdy tłumacz ma swoje chwile chwały i każdy ma swoje potknięcia. Niektórzy poeci programowo NIE tłumaczą innych, i tak Miłosz nie tłumaczył poezji rosyjskiej i niemieckiej. Rosyjskiej na przykład - by nie ulegać melodii i frazie bliskiego lecz jakże innego języka.
O zmaganiach tłumaczy z materią i duszą poezji Rilkego, a także o Rilkeańskich inspiracjach pisze Katarzyna Kuczyńska-Koschany w książce Rilke poetów polskich. Jest o Przybosiu, Szymborskiej, Różewiczu, Herbercie, Krynickim, Kornhauserze, Zagajewskim. Jedni, jak Zagajewski, czerpią z Rilkego obficie, inni, jak Różewicz, mają go za mętnego pięknoducha. Książka jest zmienioną wersją rozprawy doktorskiej, a czyta się ją wyśmienicie. Czyli - można. Podobnie wciąga egzegeza Rycerz i śmierć tej samej autorki - rzecz o Elegiach Dujnejskich.

To trudna poezja, częstokroć wymagająca podpowiedzi, rozjaśnienia, wskazania kierunku interpretacji. Takie prace jak ww. pozwalają na bliższe obcowanie z liryką. Tego chwytania pomocnej ręki nie należy się wstydzić. 

Któż, gdybym krzyknął, usłyszałby mnie z zastępów
anielskich? A gdyby nawet któryś z aniołów
przycisnął mnie nagle do serca: musiałbym umrzeć
od jego silniejszej istoty. Albowiem piękno jest tylko
przerażenia początkiem...

Pierwsza Elegia, tłum. M. Jastrun.

  2 komentarze  | 
  • Masz rację - Użytkownik: rl, 2013-04-04 09:14:03
    Rilke był przez jakiś czas kimś w rodzaju sekretarza Augusta Rodina i, z tego co wiem, wtedy pojawiły się pewne kluczowe idee poezji R.M. Rilke. Wydawnictwa dwujęzyczne były kiedyś hitem, sam tez je chętnie przeglądałem. Szkoda, że zniknęły (bo chyba ich już nie ma?).
  • Rodin - Użytkownik: Stiv, 2013-03-20 19:31:13
    Drogi Rychu!
    z poezją R.M. Rilke spotkałem sie poprzez pomysł edytorski - jedna strona oryginał wiersza, druga - tłumaczenie, podobna książkę w posiadaniu miałem o D. Thomasie. Świetny pomysł tylko zanikł. Nie poamietam tłumaczy ani wydawnictwa ale było to bardzo staranne w wykonaniu.
    Warto wspomnieć o, w moim skromnym zdaniu, doskonłej rzeczy jaką Rilke popełnił o A. Rodinie, zresztą uważam, iz jego poezja rozkwitła pod wpływem impresjii malarskich i postimpresji. Zgadzam się, ze poezja to bardzo trudna i wymaga przygotowania... ale za to cóz za przeżycie duchowe - takie obcowanie!

2013-03-10 - Kosz ułomków. Rilke, róża i smoki

IKONKI_KOSZYK.jpg

Niewiele zostanie Ryszardzie naprawdę niewiele
z poezji tego szalonego wieku na pewno Rilke Eliot
Zbigniew Herbert, Do Ryszarda Krynickiego - List

Listów do młodego poety Rainera Marii Rilkego wynotowuję taką myśl:
Wszystkie smoki naszego życia są być może tymi królewnami, 
które czekają tylko, by nas zobaczyć odważnymi i pięknymi.
Co dedykuję wszystkim (nam), których w nocy nawiedzają potwory, bestie, smoki.

Elegiach Dujnejskich Rilke przywołuje tę, która rozumiała, że strachy nas prześladują.
Nie było szmeru, którego byś nie wyjaśniła uśmiechem, jakbyś od dawna wiedziała, kiedy zatrzeszczy podłoga...
Matkę.

Na fotografii Rilke podczas spaceru w towarzystwie Baladyny Klossowskiej (Merline) 
oraz jej syna Balthazara,
 który miał po latach zasłynąć jako Balthus.
Beatenberg, rok 1922.
Zwróćcie uwagę na wyszukaną elegancję Rilkego, z czego poeta słynął.
Ten elegancki, subtelny dżentelmen pisał przejmujące wiersze o przemijaniu,
śmierci i nieuchronności losu. Odszedł w wyniku zakażenia, ukłuty przez kolec róży.
Wcześniej cierpiał i umierał na białaczkę, odmawiając przyjmowania środków uśmierzających ból.
Chciał bowiem uczestniczyć w swej śrmierci świadomie.

Różo, sprzeczności czysta, 
pragnienie by stać się snem niczyim
pod tak wielu powiekami.

R. M. Rilke, autoepitafium na grobie poety w Raron.

PS
Do czasu objawienia się w naszej poezji Miłosza, polscy XX-wieczni poeci zajmowali
się raczej dzwonieniem deszczu o szyby niż wielkimi metafizycznymi, filozoficznymi
problemami. Trzeba mieć tę świadomość.

2013-02-24 - Koszutka, Mariacka i okolice 12. Obsadka i kałamarz

IKONKI_DOMKI.jpg

Zbliżające się (smutno-radosne) spotkanie w gronie szkolnych koleżanek i kolegów nasuwa mi różne wspomnienia.

Obsadka z plastiku albo z drewna, ze stalówką, która rozszczepiała się zawzięcie, przybierając kształt wąsów Salvadora Dali.
„Niech nikt nie próbuje używać długopisów, bo one psują rękę”. Myślę po latach, że psują także i styl. Przemycało się jednak od czasu do czasu parę linijek długopisowych, a nuż nie zauważą? Zwykle zauważały, burczały, kiwały głowami z dezaprobatą, w końcu zrezygnowane machały ręką (małe dziecko w szkole wychowywane było/jest wyłącznie przez kobiety, co ma jakieś uzasadnienie, ale rodzi też określone problemy Potem).
Do kompletu z obsadką, trzymaną razem z ołówkami, kredkami, zwykłymi i świecowymi, w drewnianym piórniku z Plastusiem (te piórniki to odrębna historia, z harmonijkowymi wieczkami, schowkami, tajnymi przegródkami, zapadkami) był kałamarz, schowany w otworze w ławce, tak by nie przewrócił się i nie zalał naszych pieczołowicie, z mozołem kaligrafowanych, zapełnianych zeszytów, a w nich szlaczków, linijek, słupków, ukochanych i umiłowanych krajów, wklejonych kasztanowych liści, by nie poplamił naszych książeczek, w których As miał Alę, a może odwrotnie, w których ziemie wschodnie tonęły w okrutnej powodzi, aż nowa władza nie zbudowała wielkiej zapory, w których pewien mały czekoladowy chłopiec dowodził swego z nami pokrewieństwa, a nawet braterstwa, w których leciał samolot, jechał pociąg i samochód, rosły szkoły, kominy i cała śliczna Ojczyzna.

Ławki, zielone, zawsze i tylko zielone, z blatami zespolonymi wraz z siedzeniami, były tak wąskie, że przerośnięci i drugoroczni mieli spore kłopoty; o ruchach wszelakich musieli zapomnieć – pozostawała im słuszna pozycja na wprost.
Na wprost bowiem była nie tylko tablica i dobra, miła Pani, byli również Oni, patroni nasi, ojcowie nasi, wodzowie nasi, przywódcy państwa, narodu i nas - dzieci. Zmieniał się od czasu do czasu jakiś konterfekt, portret, fotografia, z czego wnioskowaliśmy, że mamy inny już zestaw patronów, ojców, przywódców. Pochylaliśmy się w zielonych ławkach i niebieskim atramentem wydobytym z czeluści czarnego kałamarza pisaliśmy skrobiącymi stalówkami w obsadkach o Ali, Oli, samolotach, domach, kominach, rysowaliśmy tatę, mamę i nas, dodawaliśmy parterowe, potem i piętrowe słupki, szukaliśmy z uporem owego tajemniczego kwadracika, potem nazwanego „iksem”, nie zważając chyba wcale na to, że zza szybek patrzą na nas Oni.

http://www.youtube.com/watch?v=YC4qMXZs0Lk

PS. Pozdrowienia dla Ewy i Wojtka, za Wodą.

2013-02-18 - Herbatka pora(o)nna

20 lat temu grunge'owa grupa Nirvana zaczęła przygotowania do nagrania trzeciego albumu, który - jak się niebawem okazało - miał być ich ostatnim.  
Pierwotny tytuł "I hate myself and I want to die" został zmieniony jako zbyt drastyczny i ostatecznie płyta ukazała się we wrześniu 1993 roku pt. "In Utero". Z tej płyty pochodzą takie kawałki jak "Heart-shaped box", "Rape me" i "Pennyroyal tea". 
Ziołowa czy raczej miętowa herbatka o tej wdzięcznej nazwie miała wywolywać poronienie, ale podobno była to zupełna ściema, czyli Pennyroyal tea powinna nazywać się raczej Herbatką lipną.
W rok po rozpczęciu prac nad "In Utero" Kurt Cobain, gitarzysta i wokalista Nirvany, założyciel  kultowej kapeli - wraz z Chrisem Novoselikiem (Krist Novoselić, z pochodzenia Chorwat) - już nie żył. Odstrzelił sobie głowę karabinem, zażywając wcześniej dawkę heroiny, która powaliłaby konia. 
Śmierć szła za Cobainem krok w krok całe (krótkie, miał 27 lat) życie i dopadła go w jego posiadłości,
w Seattle. 
"Mam nadzieję, że umrę, zanim zmienię się w Pete'a Townshenda", notuje w swoim Dzienniku, odnosząc się do hymnu The Who, "My Generation", gdzie Townshend napisał: "Mam nadzieję, że umrę, zanim się zestarzeję". Pete - dzięki Bogu - wciąż żyje, Kurt od lat gryzie ziemię.

http://www.youtube.com/watch?v=tNd5cZ9lbM0

(net)

Z pożegnalnego listu Kurta:

Dziękuję wam bardzo z głębi mojego płonącego, skręcającego się z bólu żołądka* za wasze listy i troskę przejawianą w ciągu tych ostatnich lat. Jestem osobnikiem zbyt kapryśnym, zwariowanym i ulegającym nastrojom. Nie mam już w sobie ani krzty pasji, więc pamiętajcie - lepiej jest szybko wypalić się niż znikać powoli. Pokój, miłość, empatia.
Kurt Cobain
Frances i Courtney**, zawsze będę z wami.
Courtney, nie poddawaj się. Żyj dalej
dla Frances
dla jej życia, które będzie o wiele szczęśliwsze
Kocham was, kocham was!
-----------------------------------------------------------
* KC cierpiał na chroniczne, ponoć potworne bóle żołądka (o niezdiagnozowanej przyczynie),
co z pewnością przyczyniło się do wpadnięcia w heroinowy nałóg - narkotyki jakoś łagodziły dolegliwości
** Frances Bean ("Fasolka") - 2-letnia w chwili śmierci KC, ukochana córka
Courtney Love, żona, piosenkarka rockowa, założycielka sławnej grupy Hole, obecnie powszechnie znienawidzona, chyba również przez Fasolkę

(Dzienniki Cobaina w Polsce opublikowało wydawnictwo Zysk i S-ka; tłumaczenie D. Chojnackiej)

 

Jestem produktem pieprzonej, zepsutej Ameryki. Zastanawiałem się nad śmiercią przez całe życie - mówił Cobain w filmie "About a Son",

« Pierwsza  < 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 >  Ostatnia »