2021-11-04 - Frycek po raz osiemnasty

Mam parę niezrealizowanych pragnień. Większość już na zawsze pozostanie zawieszona na gałęzi. Ale jedno marzenie wreszcie się uwolniło. To pianistyczny Konkurs Chopinowski. Pragnienie wysłuchania (choćby w telewizji i radiu) Konkursu od deski do deski. Wszystkich etapów i większości uczestników. Wreszcie udało się. Wsparła mnie w tym choroba, która skutecznie przykuła moje ciało do fotela. A zatem dwa razy dziennie, w sesji przedpołudniowej i popołudniowej-wieczornej. Plus komentarze telewizyjnych i radiowych ekspertów.  Plus media społecznościowe, pełne żywo dyskutujących fanów muzyki, Chopina, Konkursu, uczestników i uczestniczek. Plus serwis chopin2020.pl z jego newsletterami, zdjęciami, reportażami. Jak Olimpiada - Konkurs przesunięty o rok zachował określenie "2020". 

Nie jestem wytrawnym melomanem, nie czytam biegle nut, obce mi są tajemnice  pianistyki. Muzykę odbieram emocjonalnie, choć  (jak się przekonałem) moja ogólna ocena często nie odbiega od opinii ekspertów, jurorów. Przed wojną członkiem jury jednego z Konkursów był Kaden-Bandrowski i choć praktyka powoływania do takich gremiów nie-muzyków skończyła się chyba nieodwołalnie, widać, że czasem można by zawierzyć uchu "dyletanta". To oczywiście żart, choć lekko podszyty nutą zwątpienia po usłyszeniu pewnych tegorocznych jurorskich decyzji. Tego Konkursu słuchałem w wirtualnym towarzystwie Ani W.-G. Byliśmy dwuosobowym jury i czasem nie byliśmy daleko... Tyle że ona nie przepadała za grą Evy Gevorgian, a ja nie nadto kochałem Garcię-Garcię. :)

Cóż zatem.
1. Poziom uczestników znakomity (co ucho dyletanta wychwyciło) wynikać miał m.in. z przymusowej pandemicznej izolacji i przykucia kandydatów do fortepianów, nut, profesorskich batów wreszcie.
2. Chopin broni się znakomicie, choć idiom "polskiego Chopina" dawno już chyba zagasł.
Broni się też idea konkursu jednego kompozytora, pod warunkiem wszakże, że jest nim Pan Chopin.
3. Ekspansja chopinowskiej muzyki na Daleki Wschód jest faktem niepodważalnym, ale dziwny wydaje się brak młodych pianistów z innych, kiedyś szczodrze reprezentowanych krajów, jak Francja, Austria, Niemcy, Meksyk, Izrael. Dlaczego? 
4. Miał swoich idoli (prawie) każdy Konkurs (Pollini, Argerich, Zimerman), miał i ten - to oczywiście Bruce Liu, Bruce Lee fortepianu. Jego Wariacje zagrane w trzecim etapie to było coś zaiste niesamowitego.
5. Niejednoznaczności regulaminowe, w tym zasady punktowania i decydowania, kto dalej, a komu już dziękujemy MUSZĄ być ograniczone/uproszczone. Dla dobra wszystkich.
6. Komentatorzy niechże się nie boją wygłaszać odmiennych opinii i niech czasem idą w poprzek a nie wzdłuż (uwaga dotyczy telewizji, bo radiowcy chyba bez zarzutu).
7, 8, 9...

Za cztery lata kolejne Chopinowskie Igrzysko, mówiąc tytułem jednej z książek o Konkursach. Obym dożył w zdrowiu, czego i Wam życzę.

 

          Btuce_Liu.jpg

Bruce Liu (Chińczyk z Kanady).
wyborcza.pl

 

 

2021-09-15 - My i Koszutka lat 60.

To bardzo dla mnie miła wiadomość. Wydawnictwo "Śląsk" przyjęło do druku moją książeczkę Kaffeeberg (tytuł roboczy, będzie inny).

To książeczka o dawnych czasach. Gdy byłem młody, bardzo młody, i chodziłem do szkoły podstawowej.
O cudownych latach 60., gdy rodziło się wszystko, co i teraz ważne. A najważniejsza była i jest muzyka… Nieprawdaż?
To także książeczka o moich koleżankach, kolegach, przyjaciołach.
Książka powstała dzięki ich pomocy (bo wciąż trzymamy się razem). Taki internetowy Dekameron czasów obecnej zarazy. To ich wspomnienia, ale także pasja wielu internautów sprawiły, że to napisałem.
To książeczka o tej pierwszej, świeżej, cudownej miłości, która trwa potem przez lata.
To także książeczka o miejscu, gdzie mieszkaliśmy, uczyliśmy się, graliśmy w to i owo i bawiliśmy się, o Koszutce w Katowicach – miejscu niezwykłym, magicznym, co może teraz wiem lepiej niż wtedy.

Znajdziecie tu bohaterów Alicji w kranie czarów, ktoś zmieni się w guwernantkę latającą z parasolem, pokrzyczą na Was koledzy Piotrusia Pana, spotkacie gadającego wróbelka i wędrować będziecie pod ziemią ze śmieszną myszką, która zmienia się w pająka, żabę, konia, popatrzy na Was uważnie i srogo pewien starszy pan w surducie, a mały stworek w czerwonym kubraczku i graniastej czapce będzie Was gonić nie wiadomo dlaczego. Będzie się bać, gdy ktoś robi krzywdę naszym koleżankom, i potem, gdy tropimy strasznego mordercę Arnolda.

Już wkrótce!

Acia_i_Becia_pod_pomnikiem.jpg

zdjęcie z archwium Marka S.

 

2021-08-12 - Wakacyjnie

Ten upał wciąż i wciąż. Parę dni oddechu i znów. A ja w domu, w bezruchu, bo choroba odzywa się raz po raz. Kończymy przygotowania W cieniu Golgoty do druku. Znów w przyjaznej mi Formie. Ile to pracy… Czytasz i czytasz i co chwila pojawia się coś nowego. A to głupi błąd w greckim imieniu, a to kolejna literówka. Paweł N. traci cierpliwość, co ja rozumiem, ale co poradzić? Knota nie puszczę. DDCCCXXXII. Takiej liczby nie ma, bo złośliwy chochlik dołożył jedno D na początku. I zamiast liczby 832 jest nie wiadomo co.

Przeczytałem podpowiedzianą przez Maćka Szczawińskiego Niedojrzałość Francesco Cataluccio. A tam o syndromie Piotrusia Pana, ale nie tylko. Szczerze i ja polecam tę książkę, szczególnie tym, którzy poszukują odpowiedzi na pytanie, dlaczego u pewnych ludzi nie pojawia się dojrzałość w psychologicznym rozumieniu tego słowa. Polecam też (przy okazji) w Radiu Katowice audycję Szczawińskiego „Skacząc po półkach”, od poniedziałku do piątku, o 13,30. Co tydzień o kilku książkach. IKONKI_!1.jpg Warto.

Idąc tropami Cataluccia obejrzałem (po raz kolejny) Lolitę, film według powieści Nabokova, ze znakomitym Jeremym Ironsem. Po raz kolejny nie zawiodłem się nic a nic. Niedojrzałość…

IKONKI_KOSZYK.jpg Słucham też audiobooków (oczy...). Dwie książki mojego ulubionego Zygmunta Kubiaka, w interpretacji (bo to więcej niż zwykłe czytanie) Xawerego Jasieńskiego*. Brewiarz Europejczyka jest zapiskami z podróży Kubiaka po Grecji i Rzymie. Plus refleksje, odczyty, fragmenty różnych tekstów.  Druga to Literatura Greków i Rzymian (znana mi z wersji papierowej). Jak miło słucha się o Homerze, Pindarze, Wergiliuszu, Horacym. A za oknem żar.

Więc wakacyjnie, choć trochę pracowicie. Do września zatem.

--------------------------

* Przedniojęzykowe ł Jasieńskiego, tzw. "ł sceniczne", może irytować współczesnego Polaka, który nie pochodzi z Kresów. No cóż...

 

 

  2 komentarze  | 
  • Droga M. - Użytkownik: rl, 2021-09-18 10:25:27
    Fajnie, że wspierasz.
  • odp. - Użytkownik: Małga, 2021-08-22 13:57:44

    Nareszcie! Nareszcie!
    Nawet nie wiesz z jak wielką przyjemnością czytam każdy Twój wpis czy na blogu, czy na fb. Żałuję tylko, że są tak rzadko.

    Serdecznie i ciepło pozdrawiam, zdrowia, Ryśku życzę, aby cały czas było przy Tobie. M.

2021-04-30 - Cudowne lata 60.

Wiele pomysłów, które wydają się nam nowe, tak naprawdę zrodziło się w latach 60. Są bowiem takie czasy, w których świat się budzi, otwiera, i takie, w których konsumuje.

Lata 60. należą do tych pierwszych, lata 70., 80. zapewne do tych drugich (mam na myśli świat zachodni, bo Polska to coś innego).

Obudzą się więc w dekadzie lat 60. idee wolności jednostki, które niestety wyrodzą się w następnych dziesięcioleciach w nieokiełznany libertarianizm. Wolność jednostki, która wyrosła na podłożu humanistycznym, podryfuje w stronę wolności opartej na pieniądzu, karierze. Tak hippies przemienią się w yuppies.

hendrix.jpg

za ewasobkowicz.pl

Pisze o tym Jenny Diski w ciekawej, uroczej książce Lata sześćdziesiąte wydanej w ramach cyklu „Twarze kontrkultury”.

Myślę, że każdy musi do tamtych lat czasami zaglądać. Czy młody, czy stary. Młodego zaskoczą, stary się zaduma. Pomogą w tym książki. Oprócz książeczki Diski polecam na przykład Jona Savage'a 1966. Rok,  w którym eksplodowała dekada.  Z naszego podwórka All you need is love Jerzego Jarniewicza, eseisty, poety, tłumacza i niewątpliwie miłośnika tamtych czasów. O pokoleniu amerykańskich i polskich hipisów mamy bogato dokumentowane pozycje: Bogusława Tracza Hippiesi, kudłacze, chwasty oraz nad wyraz osobistą Kamila Sipowicza Hipisi w PRL-u. Ale uwaga: lata 60. to nie tylko hipisi. To także loty w Kosmos, narodziny komputera, rewolty roku 68, ale z drugiej strony wyniszczająca wojna w Wietnamie, ciąg dalszy starć Wschód-Zachód, narkotyki…

Obejrzyjcie kilka filmów. Easy rider, Hair (kto nie widział, niech się wstydzi), prześmiewczego Doktora Strangelove Stanley'a Kubricka z nieodżałowanym Peterem Sellersem o... bombie atomowej (zimna wojna trwa!), doskonałego Absolwenta ze świetnym Dustinem Hoffmanem, coś z Nowej Francuskiej Fali, coś z kina włoskiego, zdecydowanie 8 ½ Felliniego, z naszych młodego jeszcze Wajdę. Dla równowagi klimatyczne westerny Sergio Leone (kto kpi, niech pamięta, że to on nakręcił potem Dawno temu w Ameryce). O tych czasach traktuje serial Mad Men o środowisku ludzi reklamy (wciąż można go zobaczyć na HBO GO). 

Wspaniałą muzykę lat. 60. lepiej słuchać, niż o niej czytać. Jenny Diski uważa zresztą muzykę tych lat za największe osiągnięcie może i półwiecza? A moda? Ta wraca i wraca. To co kiedyś szokowało, teraz zdaje się zwyczajne, normalne.

Wolność w muzyce, modzie, myśleniu o człowieku. Nie piękne to czasy?

PS
Komu mało, niech spojrzy na beat generation z poprzedniej dekady. Bo tam się to urodziło.
PS 2
O latach 60. jeszcze będzie. Przecież na to zasługują, a to moje lata dziecięce.

  2 komentarze  | 
  • Ha ha - Użytkownik: rl, 2021-05-13 12:00:53
    Z Leone zrobił się Corleone. Racja.
  • Sergio Leone - Użytkownik: Jurek, 2021-05-03 10:58:52
    Don Corleone może mieć pretensje. Mieszał w przemyśle filmowym (koński łeb), ale raczej nie reżyserował.

2021-02-22 - Kaffeeberg

Wpadam na pomysł, żeby zaprosić przyjaciół i różnych znajomych z Koszutki, z mojej dzielnicy, byśmy założyli na Facebooku grupę i powspominali. Odświeży mi się pamięć.

„– Wiem, że to nic nie daje – powiedział Gregorovius. – Wspomnienia mają tylko urozmaicać mało interesujące części przeszłości. – Tak, to nic nie daje – zgodziła się Maga”.[1] Czy ufać pamięci, czy wątpić w nią i pisać „pamiętam” w cudzysłowie?[2]

Ale oni chwytają. Opowiadają i dobrze się bawią. Jestem przewodnikiem grupy, choć jak u Boccaccia – bez wawrzynu na głowie. Niektórzy piszą to, o czym nie wiedziałem nigdy. W czasach zarazy powstają Dekamerony. Lubię być z tymi ludźmi, nawet wirtualnie. W normalnych warunkach spotykamy się co parę miesięcy, co pół roku, coś jemy, pijemy (niedużo), rozmawiamy. Nasz świat się podzielił, jestem bezradny jak inni. Lepiej zanurzyć się w przeszłość, choć i tam czają się demony. Ale te demony zostały pokonane. Zostały pokonane, zostały pokonane… dźwięczy mi w uszach, drętwieję. 



[1] Julio Cortazar, Gra w klasy, tłum. Z. Chądzyńska, Warszawa 2001.

[2] Mariusz Szczygieł. Wywiad w specjalnym, świątecznym Tygodniku Powszechnym, nr 3-4 (15-16), Kraków 2020.

To fragment wstępu do książeczki, którą pisałem (with not so little help from my friends) w ubiegłym roku, roku pandemii. To I część opowieści o Koszutce, dzielnicy Katowic, gdzie mieszkam już tak długo. Tu lata 66-67. 
A to fragment rozdziału o cyrku.

Widowisko toczyło się, orkiestra na galeryjce grała raźno i głośno, klauni turlali się po arenie, akrobaci skakali na trapezach, dżygici to chowali się za końskimi grzbietami, to podskakiwali w górę wysoko, synogarlice wylatywały z pustego cylindra, światła wirowały po cyrkowym nieboskłonie, Grzesiek jednak czekał z niecierpliwością na finał. Lwy. Nie wiedział, co woli: lwy, tygrysy czy może niedźwiedzie. Chyba jednak lwy. Pozornie ospały i niezainteresowany światem lew potrafi w jednej chwili zrobić coś absolutnie niewiarygodnego. I nieoczekiwanego. Kasia twierdziła, że cyrk to męczenie zwierząt. Świsnął bat. Grzesiek poczuł, jak siedząca obok niego siostra drgnęła. Lew przysiadł do skoku. Jak ten, którego zastrzelił Staś. Ludzie w cyrku wstrzymali oddech. Lew skoczył niedbale ale precyzyjnie przez płonące koło, wielkim namiotem wstrząsnął grad oklasków. Schnąca w oknie Lipińskich szmatka do chodzenia po dopiero co wywiórkowanym i pomalowanym parkiecie wpadła do świeżo ugotowanego kompotu sąsiadki z mieszkania piętro niżej, pani Piłkowej. Tusz! Po jakimś czasie do Grześka dotarło, że pan Piłka jest fiszą w tej wstrętnej Służbie Bezpieczeństwa. No, esbek dostał przynajmniej za swoje.


Rys_na_basenie.jpg

Tak, to ja, ok. 63 r., przy basenie SP nr 59.

Kaffeeberg znaczy: "Góra Kawowa". Tak kiedyś nazywano teren Koszutki. Ciekawe...

 

 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 >  Ostatnia »