2012-07-23 - Lipiec, więc Borne. Dzień 22.

W. ma letni kapelusik, spodnie podwinęła i wyciągnęła nogi na przedzie kajaka. Za chwilę ręką przysłoni oczy przed słońcem, które oświetli skrawek jeziora. J. ma na głowie coś, co przypomina marynarską czapkę, odłożył wiosło. Razem wyglądają jak z przedwojennej reklamy wakacji na Polesiu. Ona to Helena Grossówna, on - może Aleksander Żabczyński.
Przepływamy przez gęsty dywan nenufarów. Moja towarzyszka wyciąga rękę i usiłuje zerwać kwiat. Coś tam mówię o ochronie przyrody, macha ręką i za chwilę urywa biały kielich, potem jeszcze dwa żółte kaczeńce na krótkich kikutach. - Oui, mon capitán - biorę się do roboty. Rzeka już za nami, wypływamy na rozległą zieloną przestrzeń. Wiatr i lenistwo znoszą nas gdzieś na prawo. J. - żeby zakręcić - hamuje wiosłem, ja z drugiej strony zabieram mocniej wodę. Wracamy na kurs. 
Wieczorem slyszę jak A. rozmawia przez telefon. - Czułam się dzisiaj jak normalny, zdrowy człowiek. 

Jak można się nudzić,
Jak można marudzić,
Że świat jest smutny, że jest źle,
Nie rozumiem, nie.
Jak można faktycznie
Na świecie jest ślicznie.
Niech ten co gdera przyjdzie tu,
A ja powiem mu tak:
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal,

Gdy szumi, szumi woda i płynie sobie w dal.
Ach, jak przyjemnie, radosny płynie śpiew,
Że szumi, szumi woda i młoda szumi krew.
I tak uroczo, tak ochoczo serce bije w takt,
Gdy jest pogoda, szumi woda, tak nam mało brak do szczęścia!
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal,
Gdy szumi, szumi woda i płynie sobie w dal.

To nie ja, ja bym nie umiał, to Starski i Wars. 



 http://www.youtube.com/watch?v=ObugQrkS7NM

 

 

2012-07-20 - Lipiec, więc Borne. Dzień 20. Zabawa

Mikrospołeczność, w której teraz przebywam zamknięty jakby pod kluczem, to zbiorowisko róznych ludzkich typów. 
Jakżeby inczaczej. Spróbujmy na chwilę rozluźnić zasady i przyporządkować im postaci-bohaterów książek, filmów lub (rzadziej) realne/historyczne. Cóż, na zewnątrz pada (leje już trzeci tydzień), na obiad znów podadzą pangę, zwaną czasami rybą, więc wybaczcie niewinną, czasami nieco złośliwą zabawę. Siebie nie ominąłem.

A - S. Mądrala a. Harry P.
R - Draco Malfoy (patrz A.)
A - Mikołajek 
R - kolega Mikołajka Ananiasz
W - Mary Poppins ;)
J - Dziewczyna z tatuażem
J - jeden z Trzystu Spartan, jakżeby inaczej
J II - Ania z Zielonego Wzgórza
K - Gilbert Blythe, jw.
K - Filipek z Rodziny Zastępczej
A - Pippi Langstrumpf zwana też Fizią Pończoszanką
T - Walentyna Tiereszkowa
W - Leon Zawodowiec
J - Sancho Pansa
T - Szewczyk Dratewka
K - Czerwony Kapturek
Z - Babcia z Czerwonego Kapturka
A - Wilk z ww.
PiH - Staś i Nel
D - Matka Chrzestna (Shrek II)
A - Lara Croft
M - kapitan Jack Sparrow
MiA - bracia Marx, Groucho i Chico
SiE - dzieci z Bullerbyn

PD - mix: Kate Middleton i E. II
SO - siostra Rached z Lotu nad kukułczym gniazdem
OD - dr H. Lecter
dM - dr House, wybitny diagnosta
dS - dr Ewa na wysuniętej placówce
rL - Terminator 
rM - Robocop 

2012-07-19 - Lipiec, więc Borne. Dzień 19.

MANUAL

Wsiadanie. Więc tak: trzeba kliknąć pilotem, podjechać z lewej strony, otworzyć drzwi, przesunąć się trochę do przodu i pchnąć je, a potem, ostrożnie manewrując, stanąć wózkiem tuż przy progu, uważając cały czas, by nie porysować lakieru. Następnie należy złapać drzwi lewą ręką, przytrzymać je, a prawą chwycić kolumnę kierownicy.

Podciągam się teraz na rękach, przekręcając tułów w lewo i opadam na siedzenie. Bezwładne nogi układam rękami pod kierownicą, przy bezużytecznych pedałach sprzęgła, gazu i hamulca. Przechylam się w lewo, odczepiam prawe koło wózka i kładę je, wyginając się do tyłu, za przednie siedzenie – sąsiada kierowcy. Przekręcam wózek, aby jego lewe koło znalazło się w moim zasięgu. Zwalniam lewe koło, przytrzymując wózek, by łagodnie osunął się na trotuar, a nie grzmotnął na ziemię. To koło stawiam za prawym, również za tylnym siedzeniem; mieszczą się oba bez problemu. Przechylam się następnie i dźwigam korpus wózka, już bez kół, który wygląda jak człowiek bez nóg lub jak kurczak u rzeźnika, czyli „korpus”, w taniej wersji pozbawionej skrzydełek i udek. Przekładam więc wózkowy fotelik nad sobą, tak by nie uszkodzić kierownicy, nie zadrapać tablicy i żeby nie pobrudzić sobie kurtki, bluzki i spodni. Nigdy nie noszę spódnicy – moje chude nogi nie znają widoku słońca, tak jak nie znają dotyku męskich dłoni ani męskich pocałunków. Spódnica jest poza tym niepraktyczna. Układam teraz ten wózkowy szkielet na siedzeniu obok i przypinam go, żeby się nie zsunął w czasie jazdy. Wózek nie jest na szczęście zbyt ciężki, więc te manipulacje nie sprawiają mi większych problemów. Zapinam swoje pasy, wychylam się głęboko w lewo (pas mnie trzyma, więc nie boję się wypaść), łapię otwarte drzwi i zamykam. Prawie koniec. Uruchamiam życiowe funkcje mojego kalekiego, specjalnego samochodu, wkładam panel radia i odpoczywam przez chwilę, słuchając muzyki – zwykle reggae albo piosenek francuskich.

Jeżeli obok mojego auta parkuje drugie i jest zbyt blisko, aby swobodnie stanąć wózkiem między moim samochodem a tamtym – muszę wszystkie czynności wykonywać od prawej strony. Niestety nie jest to proste lustrzane odbicie poprzednich operacji, ponieważ kierownica jest z lewej strony i tu, z prawej, nie ma czego się chwycić. Muszę zatem złapać wpółotwarte drzwi prawą ręką, a lewą oprzeć na przednim siedzeniu. Zdarzyło mi się raz upaść na ziemię, musiałam wtedy wciągnąć się do góry, co było dość trudne i wymagało ponownego przemyślenia kolejności poszczególnych etapów. Ręce na szczęście mam silne. Dalej jest już prosto: opadam na siedzenie, przechylam się w prawo, odkręcam lewe koło wózka i kładę je za siedzenie kierowcy. Przekręcam wózek, aby jego prawe koło znalazło się w moim zasięgu. Odkręcam lewe koło... Korpus wózka wrzucam za siebie, na tylną kanapę. Na końcu przeczołguję się na swój właściwy fotel i bezwładne nogi układam rękami pod kolumną kierownicy (jw.).

Czasem ktoś mi usiłuje pomóc. Nie lubię tego i na ogół radzę sobie sama. Jeżeli oba sąsiadujące auta stoją zbyt blisko – nie pozostaje mi nic innego, jak czekać. Wtedy ewentualnie godzę się na pomoc. Muszę wówczas złapać takiego kogoś za szyję i wsunąć się jak wąż do auta. Nie przepadam za zapachem tych szyi i nieogolonych twarzy. Następnie odbieram od pomocnika poszczególne elementy wózka i układam w samochodzie, według standardowego schematu. Raczej nie rozmawiam z kimś takim, bo i o czym? Jak już wspomniałam – nie przepadam za tym wariantem i staram się go unikać. Jeżeli wózka nie da się przecisnąć między autami – co umiem bezbłędnie i szybko ocenić – jadę na spacer lub oglądam sobie wystawy sklepowe.

Gorzej, gdy pada. A jeszcze gorzej, gdy pada śnieg i jest ślisko – wówczas wsiadanie wymaga ode mnie dodatkowego skupienia, chociaż podstawowe fazy czynności nie ulegają zmianie.

Wysiadanie, choć jest nieco trudniejsze, odbywa się w kolejności odwrotnej i nie wymaga odrębnego opisu.

Manual  powstał ładnych parę lat temu, jako fragment większej całości. Był też publikowany jako mikroopowiadanie. Jakoś tak go wspomniałem bez widocznej przyczyny...

PS

Google na hasło 'meyra' wyświetla takie obrazki:

Wedle uznania.

 

2012-07-17 - Lipiec, więc Borne. Dzień 17. Buty

Nic jej tak nie przeszadza jak to, że nie może już nosić butów na obcasach.
- Wiecie, jakie nosiłam szpile? - przekrzywia głowę, a ja wyobrażam sobie szybko jej długie, szczupłe nogi.
Nogi ma piękne i wyobrażenie sprawia mi przyjemność.
W sklepie przymierzała takie na koturmach. Ładne, wygodne. Wygodne były, gdy siedziała.
Gdy wstała i zrobiła dwa kroki, już takie nie były. - A tam - mówi, śmieje się głośno i zaraźliwie jak to ona, obraca w palcach biszkopta i pije łyk wody, którą tu zawsze podają do espresso. - Słabe to espresso - powtarza jak co dzień.  Druga dopija swoją białą, poprawia okulary. - Tak, najgorsze są buty.

 

2012-07-14 - Lipiec, więc Borne. Dzień 14.

Logopeda, króry mówi niewyraźnie i czasem trudno go zrozumieć.

Kelner, który przestał chodzić.

Masażysta z ataksją (niezborność ruchów).

Dentysta, któremu wygięło ręce.

Policjant z osłabieniem nóg.

Zrealizowane scenariusze jak z braci Marx.

« Pierwsza  < 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 >