2012-12-17 - Kosz ułomków. Nuda...

IKONKI_KOSZYK.jpg  Ze Słownika pojęć użytecznych, tłumaczącego myśl Leszka Kołakowskiego, a sporządzonego przez Barbarę Toruńczyk dla potrzeb wydawnictwa Zeszytów Literackich Leszek Kołakowski. Mądrość prawdziwa (Warszawa-Paryż, 2012) wypisuję fragment hasła "Sensu życia intensyfikacja":

[pisze LK] "Potrzeba zmienności nie jest zgodą na bezwolne poddawanie się losom, ale pragnieniem nowych tworzyw, które będzie można kształtować. [...] Psychicznym odbiciem zastoju będzie NUDA, upiór Baudelaire'a, potężna siła rozkładu życiowego,
SKŁANIAJĄCA CZASEM DO PRZEKŁADANIA ZMIAN NEGATYWNYCH NAD UTRWALONĄ NIEZMIENNOŚĆ.

"Pragniemy - tak ten ogień rozpala nam głowę - 
Paść w głąb otchłani - Piekła? Nieba? Mniejsza o to,
Byle znaleźć w Nieznanym coś, co będzie nowe!"

(Podróż, Ch. Baudelairetłum. M. Leśniewska)

A więc - precz z nudą!

 

2012-12-08 - Profesor Andrzej Szczeklik

W grudniu wspominamy tych, którzy nas w tym roku opuścili. 3 lutego odszedł profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Andrzej Szczeklik, wybitny klinicysta, naukowiec, zarazem lekarz o głębokiej wrażliwości na cierpienie chorego, ale także człowiek o głębokim rozumieniu naszej obecności 
w świecie, w społeczeństwie, kulturze.
Z postacią Profesora zetknąłem się nie poprzez szpital czy przychodnię, a przez... Zeszyty Literackie,
w których czasem publikował swoje małe eseje. Pamiętam, jak z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem opowieść o histerii, przedziwnej przypadłości (ta wędrująca macica!), jej triumfalnego królowania pośród chorób (?) XVIII i XIX wieku, i strącenia z piedestału przez nowoczesną medycynę, która odebrała histerii status samodzielnej jednostki nozologicznej. 
Myśląc o Profesorze Szczekliku trzeba przedstawić sobie kogoś głęboko zanurzonego zarówno 
w problemach współczesnej nauki (medycyny, genetyki), jak i dylematach współczesnego, często samotnego, opuszczonego człowieka. 

Niełatwo zdobyć w bibliotekach jego książki.
W końcu udało mi się przeczytać i Kore,
Nieśmiertelność. Wielka erudycja Profesora i znajomość Kultury w jej przelicznych odmianach, barwach przywodzi na myśl Wielkich Humanistów, ale ja wolę tu zacytować wierszyk krajan Demokryta, który AS powołuje, pisząc
o domniemanym spotkaniu Filozofa z Lekarzem Greków, Hipokratesem:
Oszalał ziomek nasz - z płaczem pisali -
ciągle tylko czyta i czyta
i to zepsuło rozum Demokryta.

Poznałem Profesora poprzez jego Pisanie o kulturze, sztuce, tradycji. Dziwna to znajomość z lekarzem.
Żałuję przecież, że nie dane było mi zostać jego pacjentem (co dopiero dziwnie brzmi).

Mała grecka dziewczynka Kore stoi w źrenicy naszego oka. W naszym oku jest cały świat, w nas jest cały Wszechświat. AS: "...i gdyby świat się kiedyś zagubił, w nas mógłby się odnaleźć i w nas odbudować". (fotos: net)

 


POZNAJCIE DZIEŁO WASZYCH MISTRZÓW, CZYTAJCIE ICH WNIKLIWIE.

WSZYSTKO, CO NAPISALI.

2012-12-01 - Signore Zamboni miał taki pomysł

Kanał Planete +, który jest może najciekawszym obecnie kanałem popularyzujacym świat nauki, emituje  teraz co kilka dni program pt. "Stwardnienie rozsiane. Nadzieja. Nauka. Internet" (najlbiższa data - 7 grudnia, g. 18.15). Rzecz dotyczy środwiska kanadyjskich chorych, lekarzy, naukowców
i poświęcona jest frapującemu cierpiących (słowo adekwante) na SM pomysłowi włoskiego chirurga naczyniowego, pana P. Zamboniego, że przyczyną, źródłem choroby jest tzw. CCSVI (czytajcie skrót po angielsku), czyli "Przewlekła rdzeniwo-naczyniowa niewydolność żylna". Oznacza w skrócie tyle, że
w naczyniach szyjnych (żyłach) tworzą się zwężenia, które tamują przepływ krwi z mózgu do rdzenia. Na to zaś jest taka - raczej - prosta rada, by zwężenie odblokować, wstawiając stent-balonik (podobnie do klasycznej angioplastyki tętnic sercowych i innych). Odblokowanie nazywa się "uwolnienieniem" (po ang. liberation). 
Streszczę w dwóch słowach film i podane tam wnioski:
1. Nie udowodniono wciąż (metodologią ściśle naukową) bezpośredniego wpływu zwężeń na powstawanie SM, choć badania na próbie ponad 400 chorych są interesujące.
2. Opinie chorych, którzy poddali się zabiegowi NIE są takim dowodem; stwierdzono przy tym, ze 1/3 operowanych odczuwa dużą poprawę, 1/3 niewielką, 1/3 nie czuje jej wcale. Nie przekonują niestety obserwacje i statystyki samego Zamboniego, choć niechęć do jego metody ze strony niektórych środowisk neurologicznych jest sama
w sobie wręcz patologiczna.
3. Co ciekawe, TYLKO ozdrowieńcy publikują w necie filmy
i inne materiały, co mogłoby sugerować 100-procentową skuteczność metody Uwolnienia, a tak przecież NIE jest.
4. Kanadyjskie ministerstwo zdrowia wzdragało się długo,
by wyrazić zgodę na zabiegi (przez co chorzy wędrowali m.in. do Kostaryki, ale i do Polski), teraz jednak uznało procedurę.
5. Do takiej decyzji skłonił m.in. ministerstwo ogromny napór chorych, wyrażany w formie marszów, pikiet, ale przede wszystkim na forach społecznościowych. Tu autorzy filmu podnoszą rolę e-społeczności w tego typu "akcjach", przy czym może być ona POZYTYWNA, gdy zwraca uwagę na problem, ale też NEGATYWNA, gdy siłowo i bez dostatecznych argumentów wpływa na polityków, służbę zdrowia, opinię publiczną. Jeden z wypowiadających się krytycznie naukowców podnosi kwestię równoległego ZAHAMOWANIA wydatków na INNE technologie (np. komórki macierzyste).

Tonący brzytwy się chwyta, co słusznie zauważa chora na SM; gdyby była w stanie naprawdę cieżkim (bo nie jest), spróbowałaby każdej,  dostępnej metody.

Wniosek zaś z tego mądrego, wyważonego filmu jest, moim zdaniem, taki:
Trzeba szukać, ale nie wolno ulegać ślepo modom i trendom.
NIE są również lekarstwem na SM masowe ukąszenia pszczół...
W sumie gorąco zachęcam do obejrzenia filmu. 

Osobiście  uważam (prywatna opinia, niczym nie poparta), że byłoby to zbyt proste
- i piękne - gdyby za wszystko odpowiadało owo CCSVI. 
 

                                                                                        dr Paolo Zamboni (internet)

  1 komentarz  | 
  • THC - Użytkownik: ers, 2012-12-01 17:45:13
    Natomiast THC podobno pomaga. :) Nie leczy, lecz pomaga...

2012-11-22 - Kosz ułomków. Bóg jest albo Go nie ma

IKONKI_KOSZYK.jpg  Argumenty opozycji wobec realnej, a nie tylko konceptualnej obecności Boga skupiają się wokół dwóch osi. 
1. Pojęcie "Boga" jest nadmiarowe; brzytwa Ockhama - upraszczając - "tnie Boga" jako byt zbędny, pozadoświadczalny, pozanaukowy, pozalogiczny. Padają w tej argumentacji jak muchy pomysły (Arysototeles, Tomasz, inni) Pierwszego Poruszyciela, Sprawcy Wszystkiego, Poprzednika-Wielkiego-Wybuchu itd., itp. Źródło tego zestawu argumentacji tkwi w Oświeceniu i późniejszym Modernizmie. Stawrogin byłby chrześcijaninem, gdyby nie brak zająca. Do potrawki bowiem potrzebny jest zając.

2. Nie do obrony jest Bóg jednocześnie dobry i wszechmogący, wobec powszechnie panującego na świecie Zła, czyli próba usprawiedliwienia Boga (teodycea). I nic tu nie pomaga argumentowanie, że to człowiek (nie Bóg) ze swoją wolną wolą jest za Zło odpowiedzialny, jeśli Zło obecne jest też w świecie pozaludzkim czy przedludzkm; przede wszystkim zwierzęcym. Nie przemawia także do Ateistów/Agnostyków taka odpowiedź, że każdy pomyślany Świat MUSI zło w sobie zawierać,
a ten jest po prostu najlepszy z możliwych - skoro natychmiast idzie za tym pytanie, po co w ogóle było świat ze złem stwarzać i dzieci, niewinnych, chorych, zwierzęta na cierpienie, a wszystkich na śmierć skazywać. A już śmieszy A/A do rozpuku jakaś Wyższa (ukryta) Racja  uzasadniająca obecność Zła, która PRZECIEŻ musi być, musi być, musi być... Rekompensata w Niebie po śmierci jest szczególnie obrzydliwie wykoncypowana w chrześcijaństwie, które tej rekomensaty odmawia zwierzętom.
Tu podsuwa się nam Elisabeth Costello Coetzee'ego.
(Odsyłam zainteresowanych zagadnieniem teodycei do eseju Leszka Kołakowskiego Leibniz i Hiob.)

(3) O porażce idei Boga osobowego, pomagającego zdać egzamin lub naszym wygrać w gałę z tamtymi, nawet nie wspominam, bo to jest poza wszelką dyskusją - dla ludzi światłych, rozumnych.

Tak z grubsza streścić można główne koncepty Boga urojonego Richarda Dawkinsa oraz Dlaczego jestesmy ateistami Blackforda i Russella. Stwierdzić muszę przy tym, że po przeczytaniu 1/3 każdej
z tych książek wszystko jest wiadome, wyłożone, odkryte i dalsze 2/3 można sobie darować. 
Przeglądam znów po jakimś czasie Obronę żarliwości Zagajewskiego (w ramach jesiennych wycieczek na Zagajewszczyznę) i stamtąd wynotowuję dwa zdania, takie Contra Dawkingum, Blackfordum
et Russellum
. Jeśli nawet nie contra, to a propos.
"W całej twórczości Miłosza [...] znajdziemy [...] nie dającą się wygasić tęsknotę za czymś większym,
za epifanią, za ekstazą, w której odsłania się wyższy sens (nigdy do końca, nigdy w sposób całkiem jawny)".
"W znacznie późniejszym eseju, The Revenge of the Sacred Cutlure, Kołakowski napisał: 'Kultura, która traci sens >sacrum<, traci sens całkowicie'".

Wieczorne pozdrowienia dla wszystkich moich Przyjaciół, wierzących (głęboko i letnio), niewierzacych, wątpiących, rozmyślających, indyferrentnych.
Dla nich jeszcze jedna cytata z AZ (Nietzsche o Carlyle'u): "Pożądanie silnej wiary nie jest dowodem silnej wiary, owszem, jej przeciwieństwem. K t o  j ą  p o s i a d a, ten może pozwolić sobie na piękny zbytek sceptycyzmu, gdyż jest dość pewien, dość pewien, dość krzepki, dostatecznie ku temu spętany".


 

2012-11-11 - Kosz ułomków. Lekka przesada

IKONKI_KOSZYK.jpg

Eseistykę Adama Zagajewskiego czytam z ogromną przyjemnością. Wydawnictwo a5 wydało
w ubiegłym roku Lekką przesadę. To już trzeci wybór esejów-zapisków poety, który poznałem (wcześniej: Obrona żarliwości, Poeta rozmawia z filozofem).
"Lekka przesada" - tak poezję określił kiedyś ojciec AZ, Tadeusz Zagajewski, inżynier, profesor Politechniki Gliwickiej i ta zabawna definicja jest leitmotivem książki. 
Ciekawość świata, wrażliwość, mądra erudycja, która bierze się m.in. z uważnych podróży, starannego doboru lektur i dzieł muzycznych, dobra pamięć o utraconym Mieście,  emocjonalność skrywana za maską chłodnego ironisty (określenie samego AZ) - to wszystko u Zagajewskiego jest mi bliskie i nie zraża mnie owa subtelna maniera, w jaką poeta lubi się ubierać. Nie irytuje mnie nawet opinia, że AZ zajmuje się teraz głównie czekaniem na Nobla. 
U Zagajewskiego obraz jest może przed myślą, ale myśl jest stale obecna w tej twórczości. 

Z książeczki wynotowuję parę zdań, refleksji, cytatów (na biało moje uwagi), a lekturę esejów AZ szczerze polecam IKONKI_!1.jpg.

Poezja [jest] - poza wszystkim - także odpowiedzią na stan świata, który wyraża się w tysiącu różnych form, przez smutek bezrobotnego, siedzącego na ławce w parku w pogodny kwietniowy dzień i przez traktat filozoficzny czy symfonię.
[Duch, życie duchowe jest takim całościowym ujęciem], w którym odbijają się, jak w hełmie astronauty, Ziemia, gwiazdy i twarz człowieka
(ładny obrazek, sporo takich u AZ).
Paul Claudel: Celui qui admire n'a jamais tort (Ten, kto podziwia, zawsze ma rację).
"kurwa" - nadawało [mu] mocy jego energiczne "r"; gdyby nie było "r" przedniojęzykowego,
nie byłoby też przekleństwa
(racja! powiedzcie z "r" tylnojęzykowym: kuhrwa, myśląc np. o Waszym szefie...).
Krótko trwa nasza uważność. Cudzy los interesuje nas przez minutę tylko
(o pewnej rozmowie, jakże prawdziwe).
Początkujący poeta jest dla innych nikim
(każdy początkujący jest dla świata Nikim).
Chciałem wyjechać z "niemego miasta", żeby móc  mówić
(o Gliwicach. Trudno ukryć: Śląsk był
i nadal jest - w jakiś sposób - niemy).
Kawafis
(wielki grecki poeta doby współczesnej) dokonuje rzeczy niezwykłej: pokazuje, że właściwie lepiej być pokonanym niż zwycięzcą (Grecy-Turcy).
To Elzenberg (mentor, nauczyciel i przyjaciel Herberta) przecież zapisał kiedyś, że każdy pisarz stoi przed wyborem, czy opowiedzieć gwizadom o swoim pokoleniu, czy też swemu pokoleniu
o gwiazadach.
Taka mogłaby być definicja egzaltacji: egzaltacja to zapomnienie bólu
(trafne, zarazem smutne; pomyślcie o Waszych egzaltowanych koleżankach i kolegach - dla nich pojęcie "ból" nie istnieje).
(O reinkarnacji) Czy dusza nie nudziłaby się, żyjąc raz jeszcze, i jeszcze? I czytając te same powieści
po raz drugi, trzeci, czwarty...
(a co w wariancie wieczności? Tam dopiero czeka nas nuda).
(Cytując Simone Weil): "Piękno wiersza odpowiada dokładnie temu, czy i  jak nasza uwaga podczas pisania go orientowałaby się ku temu, co niewyrażalne".
(O sztuce, cytując Roberta Musila): "Nie tworzy ona niczego, co mogłoby przetrwać bez entuzjazmu" (myślę, że KAŻDA twórcza praca żąda entuzjazmu).
(Cytując opinię Hartmuta Langa o Pieśni o ziemi Mahlera): "Utwór ten jest B o g i e m". 
...do tej pory zdarza mi się, że w jesieni życia ogarnia mnie niepokój - czy jeszcze jestem pisarzem.
I kto to mógłby potwierdzić... 
Jeśli z kimś się przyjaźnić, to z malarzami
(zgadzam się w 100%, dodając: grafików, dizajnerów...).
Wydaje się, że Bóg nie czyta poezji
(na marginesie uwagi Josifa Brodskiego, że chrześcijaństwo byłoby subtelniejsze, gdyby Chrystus znał autorów rzymskich: Katullusa, Owidiusza; dawno nie czytałem tak przewrotnej uwagi).

Na koniec perełka, coś dla nieopanowanych internautów (AZ przytacza Karola Irzykowskiego): "Cóż nam po szczerości głupców?".

« Pierwsza  < 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 >