Jeśli zapisałeś/łaś się
do tego newslettera,
a nie dostajesz maili,
sprawdź spam.

2018-01-15 - Kosz ułomków

IKONKI_KOSZYK.jpg

Zasugerować, to dopiero jest ideał.
Mallarmé

Jeśli byłem artystą i byłem w pracowni, to cokolwiek
w niej robiłem, musiało być sztuką.

Bruce Nauman, przedstawiciel sztuki konceptualnej, USA

 

 

2018-01-02 - 2018

eat_death.jpg

instalacja świetlna

autor: Bruce Nauman

 

 

  1 komentarz  | 
  • 2018 - Użytkownik: Małgorzata, 2018-01-04 14:18:49
    ... Nie podoba mi się ta instalacja .... pesymistyczna .... nie uskrzydla na nowy rok ...
    M.

2017-12-30 - Gość bloga. Refleksy

Przed Nowym Rokiem garść uwag do Ostatniego ogrodu. Jakby refleksów.
Pisze do mnie Stanisław Rawicz (co ja to tutaj sztafetowo podaję):

stary-czowiek-na-awce-w-parku-1740136.jpg                                                                             gosc_bloga-korona.jpg

Czytam Twoje „Dzieła zebrane”. Czasem jakieś przypadkowe słowo, kilka słów, z czymś się skojarzy, spowoduje że myśl ucieka do własnych wspomnień...

"Gerard gichnoł Ruskim dwa tory" (to z opowiadania Geoda - przyp. rl). Ty tego nie możesz pamiętać, za małyś był. Mnie wtedy zaniosło het na Ruś. W naszym mieszkaniu był tylko głośnik-kołchoźnik, ale mecz transmitowano. Słowa komentatora sportowego tchnęły hurraoptymizmem, choć wynik do tego nie nastrajał. Dwa do zera, dziesięć minut do końca meczu, z głośnika słyszę: „nie z takich sytuacji ludzie radzieccy wychodzili zwycięsko!”. Gwizdek, koniec. Komentator westchnął: „ach, tot Czeszlik, tot Czeszlik...”

...z tym Achillesem dołączonym do dziejów Śląska (dalej Geoda) toś chyba trochę przesadził... A co mnie oderwało od lektury? Rozcieńczone wino. W domu Teresy, mojej żony, gdy siadło się pogawędzić, odpocząć, to nie herbatka, nie kawa, ale kubek (nie kieliszek) rozcieńczonego wina, często własnej produkcji starego Malika, z winogron, jakie przetrwały w ogrodzie przy dworku Czetwertyńskich, zamienionym teraz na szkołę. Na pewno nie wynikało to z tradycji helleńskiej (człowiek kulturalny wino rozcieńcza), tylko raczej z galicyjskiej. A czy Achilles pogardzał winem nierozcieńczonym – mam wątpliwości. Należał do Myrmidonów, którzy byli plemieniem bardzo prymitywnym, nieucywilizowanym (tu moja replika: Achilles był Myrmidonem, ale wśród cywilizowanych Achajów trochę kultury wraz z winem łyknął).

...w listach Zofii i Julii (Erinna i Baukida) powtórzyłeś parę razy „koncert Rachmaninowa”... Nie przepadam za muzyką Rachmaninowa, ale oto jestem w filharmonii tokijskiej, w programie Rachmaninow, i tylko Rachmaninow, dyryguje Genadij Rożdżestwienskij. Budynek filharmonii wklejony jest w zielone pełne krzewów zbocze, przed nim plac von Karajana, naprzeciw wieżowiec East Ark Tower, na jego szczycie reflektor rzucający w dół, na plac, owal światła. Tokio. Boże, jak ten świat zrobił się maleńki...

I tak dalej...

Do siego roku Stanisławie i Wy wszyscy, którzy pamiętacie Cieślika, wspominacie Myrmidonów, lubicie lub nie Rachmaninowa i wino galicyjskie.

 

  • Refleksy ... - Użytkownik: Małgorzata, 2018-01-04 14:09:17
    Dopiero dzisiaj przeczytałam ....

    DO SIEGO RO9KU RYŚKU !!! .

    Małga.

2017-12-17 - Pan miał lat 33, a J.M. Basquiat 27

 

Dobrych Świąt dla moich Czytelników i Przyjaciół.

Na te Święta zwykle przygotowywałem tekst z Bożym Narodzeniem związany.
Kto to Zdarzenie opisał, a kto nie i dlaczego (dwóch Ewangelistów - tak, dwóch - nie). Kim mogli być trzej królowie (węrdowni magowie?), czy Gwiazda Betlejemska naprawdę nad Betlejem (Judeą) świeciła (Nowa? kometa?). A może to Nazaret w Galilei było miejscem urodzin Jezusa; Nazaret, gdzie potem dorastał, uczył się i pracował wraz z ojcem. Czy tekton to cieśla w naszym rozumieniu tego słowa, czy po prostu robotnik budowlany i raczej kamieniarski. W jakiej rodzinie przyszedł na świat. Miał braci i siostry, czy tak jak chce Kościół Katolicki - kuzynów i kuzynki. A jak to było z tym Niepokalanym (w sensie dziewictwa) Poczęciem. Owa "dziewica" to Dziewica czy zwyczajnie młoda dziewczyna, Panna. Jak należy odnieść się do historycznych faktów Bożonarodzeniowych przywołanych w Ewangeliach. Na przykład Kwiryniusz i jego spis. Wtedy czy może później. Albo Herod i straszna rzeź niewiniątek. Ile jest zmyśleń (często w dobrej wierze) ludzi piszących o życiu ich Pana, a ile prawdy. Czy o Jezusie da się w ogóle coś powiedzieć poza tym, że Go ukrzyżowano pod Ponckim Piłatem (Tacyt).
Czy zatem wszystkie opowieści o Jego życiu, a w szczególności o narodzinach, to zwykłe fantazje? Wrogowie Kościoła zakrzykną - brednie! Tego Kościoła przyjaciele odpowiedzą - "aproksymacje", "projekcje". Czy jakiekolwiek słowa, wersy Mu przypisywane mogą być uznane za autentyczne? Co nam daje wieloletnia, żmudna dekonstrukcja tekstów ewangelicznych i Protoewangelii? Co otrzymujemy w warstwie faktograficznej, a co nas przybliża w rozumieniu myśli Jezusowych?

Gdzie kończy się Nauka, Udokumentowana Wiedza (o ile istnieje), a  zaczyna Wiara? Czy da się je połączyć, pogodzić? I tak dalej i dalej.

Parę lat spędzonych z Jezusem, Pawłem, Ewangelistami, wędrowanie (na kartach książek i mapach) ścieżkami Galilei, nadmorskimi i pustynnymi szlakami Judei, brukowanymi drogami wiodącymi do Rzymu i z Rzymu wybiegającymi. Lektury z Epoki. Godziny, dni z filozofami, wyznawcami i przeciwnikami, poetami, historykami, lekarzami Wówczas żyjącymi. Godziny, dni z historykami, myśicielami, teologami Epokę opisującymi, roztrząsającymi po latach. 

Ciąg dalszy nastąpi. Ale dzisiaj nie. Dziś tylko myśl krótka o smutnym, nagłym kresie życia ludzi mlodych, usiłujących świat wywrócić na nice. I takich, którzy pragnęli wrzucić go na inne tory.
O dwudziestoparolatkach. O trzydziestolatkach.
Jezus i Budda.
Ale też Jim Morrison, Jimmy Hendrix, Jean-Michel Basquiat, Janis Joplin, Arthur Rimbaud, Kurt Cobain, Amy Winehouse, James Dean...
Herezje jakieś piszę, stawiając ich obok siebie? No, tak mnie naszło.

Jezus.jpg  basquiat.jpg

 

Mocno PS. O Basquiacie (foto powyżej, zm. - a jakże - w wieku 27 lat) napiszę niebawem. Bo przecież na aukcji w Sotheby's sprzedano jego Czaszkę ("Untiitled" naprawdę) za 110 mn dolarów. Rekord aukcyjny dla malarza z Ameryki. Jak to możliwe? Dlaczego Yusaku Maezawa tyle płaci za tak dziwny obraz? Co dzieje się na rynku sztuki, który licytuje (wątpliwego?) "Zbawiciela" da Vinci za 450 mln dolarów i Wyspiańskiego za ponad 4 mln zł (to rynek lokalny). Szukamy wartości? Ale jeśli porównać z 200 mln euro za Neymara... Tymczasem odpoczywajcie w blasku choinki. Bóg się nam rodzi.

 

 

 

  • Po to tu jestem - Użytkownik: rl, 2017-12-18 18:30:20
    Po to jest ten blog.
  • odp. - Użytkownik: Małgorzata, 2017-12-18 10:45:40
    Dajesz do myślenia - jak mawiają w Łodzi...
    Ale "pomyślę o tym jutro"...
    A teraz -
    Niech nas wspiera i błogosławi Ten, co ma się wkrótce narodzić.
    Zdrowia, Rysiu, przede wszystkim tego Ci życzę.
    Do zobaczenia w przyszłym roku na blogu !
    Gorąco, jak zwykle, pozdrawiam. Małga.
  • Święta - Użytkownik: stev, 2017-12-18 07:39:59
    Sztuka jak i wiara sa wytworem miłosci. I jedno i drugie ceny nie ma, przelczanie ich na jakiś srodek płatniczy jest wyrazem odjęcia od czci i wiary. A czczenie to cóz innego niz poszukiwanie miłosci?
    Amon.

2017-12-03 - Św. Mikołaj. Z Mir Cylijskich do Atlanty

stary-czowiek-na-awce-w-parku-1740136.jpg

Z ogromną przyjemnością witam znów w tym miejscu pana Stanisława Rawicza. Tym razem opowie nam o Świętym Mikołaju. Idę o zaklad, że mało kto wie, w jaki sposó święty z Mir Licyjskich (dziś południe Turcji) przeistoczył się w grubasa w czerwonej szubie, w saniach, które ciągną renifery (Rudolf...).

 

Mikołaj1a.jpg

 

Jestem w Turcji, w Antalyi, na wycieczce. Przewidziano dzień wolny, pilot zapytał uczestników, co by woleli: pójść na plażę, czy pojechać do Mir Licyjskich? Jak było do przewidzenia, wycieczka chórem zakrzyknęła „na plażę!” Pilot polecił kierowcy autokaru odwieźć towarzystwo tam, gdzie sobie życzą, a jeśli jest ktoś chętny do Mir, to on jest gotów wynająć samochód w hotelu, zrzucilibyśmy się na koszta wynajęcia, on sam poprowadzi. 

Więc pojechaliśmy. Najpierw do Termessos, opuszczonego miasta starożytnego na szczycie góry o wysokości około 900 m. Góra stroma, dziś porośnięta lasem, z którego wystają fragmenty wysokich murów; teatr grecki byłby znacznie lepiej zachowany, gdyby nie trzęsienie ziemi, które nawiedziło miasto przed wiekami. Podobno Aleksander Wielki zrezygnował z prób zdobycia miasta, bo przy takim jego położeniu straty byłyby nieproporcjonalnie wielkie w stosunku do korzyści.

A teraz do Mir. Jeszcze niedawno jedyna droga prowadziła tam przez góry, nie droga, a szlak, do przebycia tylko na osiołkach. Teraz wybudowano szosę asfaltową, która biegnie wzdłuż wybrzeża. Wybrzeże jest bardzo urozmaicone, droga wije się wokół niezliczonych zatoczek, nasz pilot ciężko pracuje, pokonując setki zakrętów.

I cóż takiego w tych Mirach? Na początku IV wieku biskupem był tu Św. Mikołaj. Jak powiada legenda, ufundował posag dwóm dziewczynom, które ponoć były bardzo urodziwe, ale i bardzo biedne; kombinacja tych dwóch czynników pozwalała przypuszczać, że droga owych dziewczyn do zbawienia nie będzie łatwa. Stąd też, aby nie zeszły na drogę grzechu, Święty sprawił im te cenne podarunki. I tak, odtąd 6 grudnia wszyscy składają sobie prezenty, nie myśląc o ratowaniu dusz, a obawiam się, że czasem ofiarodawcy mają nadzieje, że dar może przybliży efekt odwrotny. Na szczęście dla dusz, prezenty dziś się ofiarowuje prawie wyłącznie dzieciom. Z powodu tych prezentów wyobrażamy sobie Św. Mikołaja jako sympatycznego staruszka, tymczasem był on niezłym zawadiaką, na soborze w Nikei pobił Ariusza, zachowana w Bari jego czaszka nosi ślady złamania nie tylko nosa ale i szczęki, czyli w innym starciu ktoś mu się nieźle zrewanżował...

Za mojego dzieciństwa Św. Mikołaj był prawdziwym świętym, prawdziwym biskupem. Ojciec miał przygotowaną infułę, pastorał, sztuczną siwą brodę, okrywał się kapą z łóżka, która udawała ornat. Zniżając głos do basu wypytywał o grzeczność i wręczał upominek – czasem interesujący, czasem zaś, w czasie wojny, zgoła symboliczny. Okres świąt w domu obchodzony był uroczyście. Bywało, że zabierano nas aż 5 km do kościoła na roraty; robiły wrażenie śpiewy, kiedy za oknami kościoła ledwo zaczynał się brzask. W same święta w domu były dwie choinki, bo oboje z Iną uważaliśmy, że ten wielki świerk w pokoju jadalnym to jest choinka dla dorosłych i nam się należy własna w pokoju dziecinnym. Robiło się własnoręcznie wiele zabawek i ozdób. Było też coś w rodzaju szopki, ale bez żłóbka, wielkie pudło przedstawiało raczej scenę, gdzie po piachu pustyni wędrowali trzej królowie. Królowie, jak należy, ras różnych (Baltazar całkiem jak Murzyn z Konga), mieli w rękach kostury wędrowców, ruch korbą uruchamiał gwiaździste tło, które się przesuwało, a królowie poruszali się w miejscu, przesuwając kostury. W miarę przesuwania tła palm przybywało, ukazywała się gwiazda betlejemska, dalszego ciągu nie było, widocznie ojciec nie zdążył zrobić, a potem stracił ochotę do kontynuacji. Śpiewało się kolędy, ojciec przygrywał na skrzypcach.

Potem nastał socjalizm. Mimo tego Św. Mikołaj jakoś funkcjonował. Stracił tylko przydomek „święty”, był już tylko „Mikołajem”, podobnie jak np. w Krakowie ulice imienia ewangelistów się zeświecczyły i zostały tylko ul. Jana, ul. Marka itd. Upaństwowiony Mikołaj nie ubierał się też w ornat, a w czerwoną szubę, niemniej chodził po ulicach z pastorałem, bywało że nawet w infule bez krzyża. Był raczej krzyżówką Mikołaja i Dziadka Mroza ze Wschodu (choć tego drugiego imienia w PRL nie używał). W tej wersji mógł być zresztą równie dobrze Św. Mikołajem, dziadkiem Mrozem, amerykańskim Santa, francuskim Père Noël i kimkolwiek innym.

Teraz mamy kapitalizm, a biskup Mikołaj z Mir Licyjskich nie powrócił, nadal ma czerwony kubrak z futrem, buciska z cholewami, czapkę z pomponem. Nie mówi jeszcze „Ho! Ho!” (już mówi, przyp. rl) i nie wpada przez komin do domu jak Santa, ale i do tego dojdziemy. Czasem rezygnuje z koloru czerwonego, jeśli barwy firmy wymagają np. niebieskiego, czasem też zmienia płeć i wtedy nie ma brody, a kubrak bardzo kusy, niestosowny do pory roku w naszym klimacie (w Mirach by uszedł).

Jak mi się wydaje, i Dziadek Mróz, i Santa mają wspólne pochodzenie (i strój), niewiele związane z tradycją chrześcijańską. Jest to wynalazek skandynawski. Istnieje w tamtejszej tradycji postać Tomte (z akcentem na „e”), taki wyrośnięty troll, który w okresie Jul (tzn. przez dwa tygodnie od przesilenia zimowego) przyjeżdża z dalekiej północy saniami zaprzężonymi w renifery i też rozdaje gościńce. Czasem przyjeżdża z okolic Bieguna, ale może być, że i skądś bliżej, tam gdzie żyją Lapończycy, np. dziś musi to być Rovaniemi w Finlandii. To lapońskie pochodzenie tłumaczy jego barwny strój – lapońskie stroje ludowe są właśnie takie bajecznie kolorowe, czerwone, intensywnie niebieskie itp. (kiedyś na dworcu głównym w Sztokholmie zaszokował mnie taki wściekle kolorowy osobnik w budce telefonicznej). Z Finlandii do Rusi niedaleko, Tomte zyskał przydomek Mroza, zresztą obaj podobnie często pokazują się w towarzystwie młodocianych pomocników; u Skandynawów - chłopców, w Rosji – dziewczynek Snieguroczek. Zapewne Dziadek Mróz funkcjonował jeszcze za cara, bo „Nikołaj Czudotwórca” jest jednym z najważniejszych świętych prawosławnych i nie mógłby się zniżyć do bawienia dzieci. Ale w jaki sposób Skandynawia sprzedała  Amerykanom czerwonego Tomte? Otóż Tomte został przystosowany do gustów amerykańskich przez rysownika szwedzkiego pochodzenia Sandblooma na zamówienie firmy Coca Cola do celów reklamowych, bo w zimie na Coca Colę było bardzo małe zapotrzebowanie. Sandbloom tylko trochę powiększył znajomą mu z rodzinnych stron postać Tomte, na jego malunkach ma zawsze butelkę Coca Coli w ręku. Kolor czerwony ma więc swoje uzasadnienie. Działo się to zaledwie w latach trzydziestych. Znaczy, nie Mikołaj, tylko Kola, a raczej Coca Cola cichcem przemycona.

I jeszcze to Rovaniemi, żeby nie było wątpliwości skąd on. A to chytrusy ci potomkowie Wikingów. Doszło do tego, że poczta australijska wydała znaczek na Boże Narodzenie, na którym jest plaża nad Pacyfikiem, tłum gołych turystów, a po niebie jedzie biskup licyjski – saniami, zaprzężonymi w renifery. W taki upał!

Miry – miejscowość maleńka, parę domów. Największą atrakcją są raczej grobowce Lików, wykute w ścianach skalnych, stadion grecki. Oryginalnego kościoła, siedziby Św. Mikołaja, już nie ma, jest budowla z V wieku. Ta zresztą też była już w ruinie, brakowało sklepienia, kiedy przed stu pięćdziesięciu laty bogaty Rosjanin postanowił ją wyremontować. Wynajął niemieckiego architekta, a ten dorobił zgoła gotyckie, ostrołukowe sklepienie, zupełnie nie z tej epoki. Posadzki kościoła są chyba oryginalne, wyświechtane stopami wiernych przez prawie dwa tysiące lat. Na jednej ze ścian jest pozostałość fresku przedstawiającego Św. Mikołaja (bez brody!). Tyle zostało. W pobliżu, na placyku miejskim, stoi na cokole pomnik Świętego: w futrzanej szubie, z workiem na plecach, otoczonego gromadką dzieci. Już i tu...

Mikołaj2a.jpg

 

 

  1 komentarz  | 
  • odp. - Użytkownik: Małgorzata, 2017-12-03 13:13:02
    Magia... magia ....

    Mikołaje, wielkopolskie Gwiazdory, śląskie Wiljarze i Józefy - w różnych regionach różnie zwani, ważne, aby wyczekiwane prezenty przywieźli ...
    Lubiłam i lubię ten okres przedbożonarodzeniowy, od 6 grudnia począwszy, kiedy dzieckiem będąc zaglądałam pod poduszkę - co tez mi Mikołaj przyniósł ( mody na skarpety u kominka jeszcze nie było ). Mikołaj przychodził drugi raz w wigilijny wieczór z prezentami ...
    Moja wnusia (w Wielkopolsce) zawsze mi mówi " Babciu, Gwiazdor nie Mikołaj ,,,"

    Jak zwykle z wielką przyjemnością czytam wszystko, co zamieszczasz Ryśku na swoim blogu i niecierpliwie czekam na następne wpisy,
    Serdecznie pozdrawiam. Małga,
 < 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 >  Ostatnia »