2019-05-09 - Golgota

Z Golgoty, książki, nad którą pracowałem ostatnio. To fragment pewnego listu:

Wystawili mimy Herondasa, co mnie mocno wzruszyło, bo on przecież z naszej wyspy Kos i tam się jego mimy rozgrywają (w mimach, jak może pamiętasz, aktorzy, mężczyźni i kobiety, grają bez masek, do czego trudno jest się przyzwyczaić), dalej zabawną komedię Plauta Żołnierz samochwał, oczywiście coś z Ateńczyka Menandra – Zjawę i, jako dodatek, kilka udramatyzowanych scenek z Poety, z Iliady i Odysei. Na szczęście oszczędzono nam atellan, które w Rzymie cieszą się wciąż popularnością, a są to zwykłe, często głupie farsy. Widziałem kiedyś atellanę według Nowiusza i jeślim dobrze zapamiętał, szło tam mniej więcej tak:  „Nie macie co jeść, ale jak chcecie co wysrać, to strasznie tego dużo". Sam widzisz. Na szczęście nie było też tych potwornych mimów, które – jak słyszałem – cieszą się w Mieście teraz takim wzięciem. Grecy to nie Rzymianie – wiedzą, co grać przed wyrobioną widownią, a czego się wystrzegać. Prowizoryczną orchestrę, scenę i widownię żołnierze Agryppy wybudowali raz-dwa przy zboczu, tak że mieliśmy prawdziwy, choć mały amfiteatr. Były oklaski i wielki bukiet jesiennych kwiatów i liści dla ich głównego aktora, a prawdziwy to talent i bardzo przystojny mężczyzna. Daleko mu do ciebie, ale podobać się może. Gdy w Zjawie zjawiło się bóstwo i rzekło: „To nie jest żadna zjawa, to dziewczę prawdziwe / co wyjść za mąż ma, żyje w ukryciu”…, wzruszyłem się, sam nie wiem czemu, mocno.

Pisze to erudyta medyk Fileas do swego kochanka Jazona, opowiadając o wizycie trupy teatralnej z Aten w cieplicach nad Jeziorem Genezaret. Ta część dzieje się w 79 roku A.D.

Książka pewno jeszcze w tym roku.

Ze wstępu:

Dzieje się w latach 28, 71, 79, 96, 111, 136 A.D. i współcześnie.

W Judei, Galilei, na małej wyspie Pandataria na Morzu Tyrreńskim,

w Efezie, Rzymie, Lugdunum i Wiennie oraz gdzieś w Polsce.

Dużo też o Aleksandrii.

Golgota, czyli Miejsce Czaszki jest nazwą

 fragmentu kamieniołomu za murami dawnej Jerozolimy

 i umowną – w rozumieniu cierpienia, udręki.

Ale Golgota nie kończyła wszystkiego.

PS. 12 maja Światowy Dzień Limeryków.

Adam Gwara:

Zdaniem sir Alistera z Dublina
poślubiona przez niego hrabina
ma łechtaczkę jak kiwi.
Kamerdyner się dziwi.
Może z kształtu ? Bo w smaku - malina.

Przepisuję od Gosi Kłopotowskiej:

Obchodzony jest w dniu urodzin Edwarda Leara, który w połowie XIX wieku 
spopularyzował te krótkie, żartobliwe utwory . Limeryki na polski grunt
przetransplantował sam Konstanty Ildefons Gałczyński. Było to w 1935 roku. 

W rok po Gałczyńskim do grona limerystów dołączyli Julian Tuwim i Janusz Minkiewicz. 
A później cała reszta znakomitych twórców limeryków...
Od siebie dodam: kółko Wislawy Szymborskiej.

 

 

 

 

 
  5023 komentarzy  | 

2019-04-17 - Alleluja!

Wśród notatek z ostatnich lat znalazłem takie liczby.

Pewne fakty z życia Jezusa:

100% - został ukrzyżowany

<100% 

  • ochrzczony przez Jana Chrzciciela
  • Galilejczyk, który nauczał i uzdrawiał
  • miał (12) uczniów
  • prowadził działalność wyłącznie na terenie Izraela
  • popadł w konflikt ze światynią w Jerozolimie

I zmarwtychwstał, co faktem w sensie historycznym nie jest, ale przecież...

Alleluja.jpg

(Zdjęcie z netu)

 

 

2019-04-07 - Mesjasze. "Księgi Jakubowe" Olgi Tokarczuk

W I i II w. n.e. na terenie Judei i Galilei pojawili się ludzie, których okrzyknięto oczekiwanymi mesjaszami, Bożymi pomazańcami, a którzy mieli wyzwolić Żydów spod jarzma niewoli rzymskiej i posadzić na tronie świata całego. Niektórzy za takich mesjaszy sami się uważali. Historię życia, śmierci i naukę Jezusa z Nazaretu znamy, pamięć o niektórych czas właściwie zatarł. Były niewolnik Szymon (?), pasterz Atrongajos, Jan Chrzciciel (tak, tak), Szymon Mag, Teodas, Juda syn Ezechiasza, "mesjasz Samarytanin”, "mesjasz Egipcjanin" (ich imion nawet nie znamy), Jezus, syn Ananiasza. Także Menachem, jeden z przywódców I powstania żydowskiego ("wojny żydowskiej", 66-73). Mesjaszem miał być Szymon bar Kochba, dyktator II powstania żydowskiego, 132-135 (tak uważał m.in. rabbi Akiba). Oczekiwano mesjasza jednego, albo tak jak mieszkańcy osady w Qumran (esseńczycy?) dwóch: króla i kapłana. Szalone pomysły, że mesjaszem mogą być cesarz Wespazjan albo mag Apollonios z Tyany pokazują determinację Hebrajczyków.

Odrzucając Jezusa z Nazaretu Żydzi wykopali między sobą i światem chrześcijańskim rów, którego nie zasypano przez następne wieki (ten rów zapewne nigdy zakopany nie będzie, wystarczy zajrzeć do Talmudu albo przeczytać książkę Jacoba Neusnera Rabin rozmawia z Jezusem).

Nie znam aspiracji mesjańskich pomiędzy tamtymi laty i wiekami XVII i XVIII, ale doświadczenie i mądrość życiowa wskazywały, by stosować się do rady mędrca Johannana ben Zakkaja (I w. n.e.): "Jeślibyś trzymał sadzonkę w dłoni, gdy zawołają, że właśnie przybył Mesjasz, najpierw dokończ sadzenie drzewka, a dopiero potem idź witać Mesjasza". Ale wtedy czara goryczy, w której zanurzyły się wielowiekowe cierpienia Żydów, spowodowane wypędzeniami, pogromami, mordami, torturami, przelała się. A że czas sprzyjał wszelakim mistycyzmom, że powrócono do średniowiecznej Księgi Blasku - Zohar, do kabały, staje się jasne, że mogli objawić się nowi kandydaci na mesjaszy.

Pierwszym był Szabtaj Cwi (pisownia różna), Żyd sefardyjski, który poruszył wielu i wielu wprawił w osłupienie i konfuzję swą późniejszą konwersją na islam. Długo szukano wyjaśnienia tej apostazji, wyjaśniając ją w końcu przemyślanym i wielce przewrotnym planem "mesjasza": do Boga prawdziwego przez fałszywego boga islamu. Szabtaj znalazł wielu mesjańskich naśladowców, takich jak Jakub Kerido czy Baruchja Ruso. Wreszcie mesjańskie powołanie dotknęło Jakub Franka, Żyda z Podola, twórcę religijnego ruchu frankistów.

O nim to mówią Księgi Jakubowe albo Wielka Podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc małych Olgi Tokarczuk. 
Moim zdaniem najważniejsza i najlepsza powieść w dorobku pisarki. Powstawała bodaj sześć czy siedem lat, Tokarczuk pracowała nad nią pomiędzy innymi projektami. Przeczytała mnóstwo opracowań i materiałów źródłowych, odwiedziła krainy, które odwiedził nasz mesjasz, nasz - bo Jakub Frank był przez pewien czas poddanym króla polskiego. Kogóż tu nie ma. Rodzina Jakuba Franka, jego towarzysze, z lat młodzieńczych i dojrzałych, biskupi, baronowe i hrabiny, cesarz Józef II, nasz poczciwy Benedykt Chmielowski (Nowe Ateny)... Na ponad 800 stronach rozwija się historia dziwnego życia Jakuba Franka, uwielbianego, podziwianego, wręcz czczonego przez jednych, przeklinanego, wyklętego przez drugich. I ta jego własna konwersja: z judaizmu na katolicyzm. Niedowierzanie, szok, zastanowienie, akceptacja, aplauz. Bo taki jest Boski plan, tym razem objawiony Frankowi. Do Boga prawdziwego przez boga chrześcijan. Seksualne wynaturzenia, bogacze i biedni, żydowskie chrzty, Żydzi przeciw Żydom...
Piękny, gdy trzeba głęboki, a kiedy należy wartki, potoczysty, pełen zaskakująco trafnych, uderzających metafor język. Stylizacje. Forma - krótkie, zwarte rozdziały. No i Jenta... Kto Księgi zna, a sam pisze, ten wie, o czym mówię. Jednym słowem, przeczytałem, wchłonąłem, choć kogoś spoza kręgu "ukąszonych" książka może czasami nużyć... Tyle tu tego. Mnie porwało. Nie pierwszy raz czytając Tokarczuk, ale pierwszy raz tak mocno. IKONKI_!1.jpg

Z Ksiąg Jakubowych (Wydawnictwo Literackie, 2014):
"Mesjasz zjawi się jak wojownik, zmiecie z powierzchni ziemi sułtanów, królów i cesarzy, przejmie rządy nad światem. Świątynia Jerozolimska sama się odbuduje albo Bóg ją spuści gotową, całą ze złota, z nieba. Wszyscy Żydzi powrócą do Ziemi Izraela. Najpierw zmartwychwstaną ci, którzy są tam pochowani, ale potem także ci, co spoczywają gdzieś w świecie, poza Świętą Ziemią".

Tokarczuk_KsiegiJakubowe-NIKE-2015_m.jpg

 

 

  8259 komentarzy  | 
  • Kossakowska - Użytkownik: rl, 2019-04-12 10:56:40
    Chętnie zajrzę do listów Kossakowskiej, wielkiej admiratorki ruchu frankistów. Dziękuję.

2019-02-19 - Mary Beard

Tukidydes opisując klęskę Aten w wojnie peloponeskiej piętnował powolne staczanie się demokracji ku rządom motłochu (Mary Beard i John Henderson, Kultura antyczna). To jeden z tych momentów historii, trafnie uwieczniony przez historiografów, a który może nam umknąć, gdy zanadto wgłębiamy się w wydarzenia, daty, postaci. Jednym słowem, gdy historia jawić się nam będzie jako częściowo rozłączny albo chaotycznie uporządkowany zbiór elementów.
Cóż począć zatem? Szukać takich badaczy, pisarzy, którzy dają ogląd nieco inny. Szokujący historyków dawnego typu, ale jakże potrzebny nam, przyciśniętym ogromną kulą wiedzy cząstkowej. Która przyrasta jak tocząca się po stromym białym stoku kula śnieżna.

Taką postacią jawi mi się Mary Beard, profesor uniwersytetu w Cambrigde. U nas wydano jej SPQR, rzecz o początkach i rozwoju imperium rzymskiego. Nie interesuje Mary Beard upadek cesarstwa, tyle już razy analizowany i opisywany (weźmy Edwarda Gibbona na przykład). Niechronologiczne to (mówię o SPQR), poprzeplatane dygresjami, anegdotami, czasem nieco anachronicznymi wycieczkami w przyszłość, ale jak to się czyta... 
Druga książka to Partenon, o tym najsławniejszym - Peryklesowym - Partenonie ateńskim. Co ciekawe tyleż samo tu nowej historii świątyni, co tej dawnej, z czasów architektów - Iktinosa i Kallikratesa, i rzeźbiarza - Fidiasza. I wcale to nowe nie jest mniej ciekawe od tego starego, klasycznego.
Czytałem też (niestety pobieżnie) Pompeje i z uwagą wyżej wzmiankowane Krótkie wprowadzenie do kultury antycznej. Nie znam niestety Religii Rzymu, której pozycji jest M.B. współautorką.

mary-beard-rex.jpg

Mary Beard, foto: The Independent

Ale jest także Mary Beard autorką Kobiet i władzy, bo pozycja kobiety w świecie dawnym i współczesnym interesuje profesor Beard bardzo. Gęsto pojawia się mediach i często wygłasza kontrowersyjne opinie. Co wiem z wywiadu Wojciecha Orlińskiego w zimowym dwumiesięczniku Książki. Czytajcie więc Mary Beard, a ona pokaże Wam świat antyczny z innej strony. Na Księżyc spojrzycie inaczej. 

PS
Zwraca uwagę M.B., że dawny świat oglądamy tylko i wyłącznie oczami arystokracji, ludzi zamożnych, czytających i piszących, "inteligentów". Więc uzupełniam i pytam: a jak to wyglądało z perspektywy bitego do krwi i zakuwanego w łańcuch niewolnika, utrudzonego chłopa, rzemieślnika z mozołem wyplatającego kosze, prostytutki stojącej na rogu ulic, handlarza oliwą, żołnierza maszerującego z 80-funtowym obciążeniem 25 mil dziennie, gladiatora czekającego na kolejną walkę, świątynnego, prostego służki z podgolonym łbem? Nie dowiemy się nigdy i tylko nasza wyobraźnia może nam trochę dopomóc. 

 

 

2019-02-07 - Inny rzymski antyk, cd. Cicer cum caule

1.
Pierwszy był ponoć Grek Sodates, dlatego świntuszące wierszyki zwiemy czasem "sodatykami". Pisałem tu onegdaj o Katullusie, znakomitym rzymskim poecie z I w. p.n.e. (daty urodzin i śmierci niepewne), neoeteryku (ech, te wieczne klasyfikacje). Neoeterycy ("poeci młodsi") zerwali z tradycją wielkiego eposu i wzorując się na poetach aleksandryjskich, m.in. na Kallimachu, weszli w krótkie formy - fraszki, epigramy, epylliony. Katullus miał to szczęście, że jego poezja przetrwała. Innym tak los nie sprzyjał i na przykład z epyllionu Gajusza Helwiusza Cynny (cytowanego w paru miejscach przez Katullusa), nad którym poeta pracował ponoć 9 lat, ostały się ledwie małe fragmenty. Ponieważ Katulla już w tym blogu przedstawiałem, w tym wpisie tylko jeden jego wdzięczny sodatyk:

Zerżnę was w dupę i w mordę, do bólu,
cioty pieprzone – Aureli, Furiuszu!
Czytając moje pikantne wierszyki
wyrokujecie, że jestem bezwstydny?
Poeta winien być zbożny i czysty,
i na tym koniec – wiersze być nie muszą.
Bo wiersze są wtedy wdzięczne i dowcipne,
jeśli pikantne i nieco bezwstydne,
żeby umiały zbudzić śpiące zmysły
nie tyle chłopców, co włochatych starców,
którym się nie chce już robić lędźwiami.
Gdy o całusów czytacie tysiącach,
zaraz mi członka bierzecie pod lupę?
Wsadzę wam w mordę i zerżnę was w dupę!

Katullus chyba nie pisał pornografii *) i w kilku wierszach wyraźnie się od takiej twórczości odcina. Zwróćcie uwagę: "Poeta winien być zbożny i czysty, i na tym koniec – wiersze być nie muszą". Cytowany wiersz z: Grzegorz Franczak i Aleksandra Klęczar, Katullus, Wiersze, oprac. i tłum., Tyniec 2013.
-------------------------
*) pornografia ma sklonić do działań, poza tym jest dosłowna.
Wynotowuję też z Książek, nr 5 (32), z artykułu Janusza Rudnickiego: "Berezowska powtarza (za Egonem Schiele), że erotyczne dzieło sztuki staje się świństwem, gdy świnią jest widz".

2.
Przyzwyczajeni do wyglądu współczesnych aglomeracji nie wyobrażamy sobie miast antycznych. Gdzie wspaniałe wille ("domus") bogaczy sąsiadowały z istnymi slumsami. Choć trzeba być ostrożnym. Antyczna zwykła kamienica (insula) to często wysoki (4-6 pięter!) dom, który z zewnątrz wygląda wcale, wcale. Ładna, oblicowana fasada, okiennice, lekko spadzisty dach, na parterze często sklepy i knajpki. Ale w środku... Woda (jeśli w ogóle była) dochodziła maksymalnie na pierwsze piętro. Łazienek nie było, dlatego jedynym (dostępnym powszechnie) rozwiązaniem było korzystanie z term. Niektóre insule miały "kanalizację", czyli rury odprowadzające ścieki do kanałów. Bo w powszchenym użyciu był nocnik, niektorzy zaś się myli, choć tylko pobieżnie. Wydaliny i brudną wodę odprowadzano do owej "kanalizacji". A jeśli dom był jej pozbawiony? Wtedy wszystko szło z piętra na ulicę. Trzeba było być ostrożnym... 
Kanały zbierające ścieki łączyły się, łączyły i na końcu systemu była sławna Cloaca Maxima, do dziś jeszcze służąca Rzymowi.
Ochrony p-poż nie było i pożary były bardzo częste (piecyki na węgiel drzewny, lampki oliwne). Wtedy pozostawało czekać na wigilów. A że ubezpieczeń nie było wcale, więc często kamienicznik bankrutował. Ale wtedy grunt za grosze (asy) kupował ktoś inny sprytny. Tak bywało i to często.
Nie myślcie jednak, ze wszyscy Rzymianie mieszkali albo w insulach, albo w willach. Wielu żyło poza sferą mieszkalną, śpiąc na ulicach, w parkach i poza murami miasta (pomerium), najczęściej na cmentarzach, w okolicznych lasach.

insula.jpg

(insula w Ostii, wizualizacja: Archeoopowieści)

3.
Ulice były wąskie i zwykle pozbawione trotuarów. Na szczęście w Rzymie za czasów pryncypatu obowiązywał zakaz poruszania się w dzień ciężkich wozów i fur (poza sytuacjami wyjątkowymi, gdy np. wywożono gruz po katastrofie budowlanej). To odpowiednik współczesnego zakazu poruszania się TIR-ów w weekendy. Za to w nocy... Pisze Juwenalis (1 w. n.e.): "W jakimż mieszkaniu wynajętym możliwy jest sen? Przejazd wozów na zakrętach uliczek, prze­kleństwa poganiaczy mułów, które nie chcą iść dalej, odjęłyby go nawet samemu cesarzowi Klaudiuszowi i fokom".
Ulice i uliczki za dnia puste jednak nie były. Przeciwnie, było tak tłoczno, że w pewnych okresach w Rzymie obowiązywał zakaz... poruszania się lektyką. I tylko chorzy oraz matrony mogły z lektyk korzystać.

4.
Śmietniska. Na końcu małych uliczek były wysypiska śmieci, gdzie bez ograniczeń wyrzucano różne odpadki. Wyrzucano też... dzieci, a zwłaszcza dziewczynki i dzieci nieślubne, które tam umierały z głodu i zimna. Małżeństwa, które potomstwa mieć nie mogły, na wysypiskach szukały dzieci. Tam także poszukiwano przyszłych niewolników. Zakaz tych niecnych praktyk wydał dopiero Konstantyn, choć protestowano przeciw nim od dawna (np. stoik Muzoniusz Rufus, w I w. n.e.), a kolejni cesarze (od Hadriana) starali coś z tym robić.

5.
Próbowałem dowiedzieć się czegoś o sprintriae, o których wspomina w komentarzu do poprzedniego mojego wpisu Jurek. Przeznaczenie tych obscenicznych żetonów nie jest jasne. Czy płacono nimi prostytutkom (na to może wskazywać zróżnicowanie wartości). A może w latrynach? Był czas, gdy monet z wizerunkami cesarzy nie wolno było tam wnosić. Może JS wie coś więcej?

PS. Cicer cum caule to łacińskie tłumaczenie polskiego idiomu (groch z kapustą), a nie oryginalna łac. fraza.

 



 

 < 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 >  Ostatnia »