2021-02-22 - Kaffeeberg

Wpadam na pomysł, żeby zaprosić przyjaciół i różnych znajomych z Koszutki, z mojej dzielnicy, byśmy założyli na Facebooku grupę i powspominali. Odświeży mi się pamięć.

„– Wiem, że to nic nie daje – powiedział Gregorovius. – Wspomnienia mają tylko urozmaicać mało interesujące części przeszłości. – Tak, to nic nie daje – zgodziła się Maga”.[1] Czy ufać pamięci, czy wątpić w nią i pisać „pamiętam” w cudzysłowie?[2]

Ale oni chwytają. Opowiadają i dobrze się bawią. Jestem przewodnikiem grupy, choć jak u Boccaccia – bez wawrzynu na głowie. Niektórzy piszą to, o czym nie wiedziałem nigdy. W czasach zarazy powstają Dekamerony. Lubię być z tymi ludźmi, nawet wirtualnie. W normalnych warunkach spotykamy się co parę miesięcy, co pół roku, coś jemy, pijemy (niedużo), rozmawiamy. Nasz świat się podzielił, jestem bezradny jak inni. Lepiej zanurzyć się w przeszłość, choć i tam czają się demony. Ale te demony zostały pokonane. Zostały pokonane, zostały pokonane… dźwięczy mi w uszach, drętwieję. 



[1] Julio Cortazar, Gra w klasy, tłum. Z. Chądzyńska, Warszawa 2001.

[2] Mariusz Szczygieł. Wywiad w specjalnym, świątecznym Tygodniku Powszechnym, nr 3-4 (15-16), Kraków 2020.

To fragment wstępu do książeczki, którą pisałem (with not so little help from my friends) w ubiegłym roku, roku pandemii. To I część opowieści o Koszutce, dzielnicy Katowic, gdzie mieszkam już tak długo. Tu lata 66-67. 
A to fragment rozdziału o cyrku.

Widowisko toczyło się, orkiestra na galeryjce grała raźno i głośno, klauni turlali się po arenie, akrobaci skakali na trapezach, dżygici to chowali się za końskimi grzbietami, to podskakiwali w górę wysoko, synogarlice wylatywały z pustego cylindra, światła wirowały po cyrkowym nieboskłonie, Grzesiek jednak czekał z niecierpliwością na finał. Lwy. Nie wiedział, co woli: lwy, tygrysy czy może niedźwiedzie. Chyba jednak lwy. Pozornie ospały i niezainteresowany światem lew potrafi w jednej chwili zrobić coś absolutnie niewiarygodnego. I nieoczekiwanego. Kasia twierdziła, że cyrk to męczenie zwierząt. Świsnął bat. Grzesiek poczuł, jak siedząca obok niego siostra drgnęła. Lew przysiadł do skoku. Jak ten, którego zastrzelił Staś. Ludzie w cyrku wstrzymali oddech. Lew skoczył niedbale ale precyzyjnie przez płonące koło, wielkim namiotem wstrząsnął grad oklasków. Schnąca w oknie Lipińskich szmatka do chodzenia po dopiero co wywiórkowanym i pomalowanym parkiecie wpadła do świeżo ugotowanego kompotu sąsiadki z mieszkania piętro niżej, pani Piłkowej. Tusz! Po jakimś czasie do Grześka dotarło, że pan Piłka jest fiszą w tej wstrętnej Służbie Bezpieczeństwa. No, esbek dostał przynajmniej za swoje.


Rys_na_basenie.jpg

Tak, to ja, ok. 63 r., przy basenie SP nr 59.

Kaffeeberg znaczy: "Góra Kawowa". Tak kiedyś nazywano teren Koszutki. Ciekawe...

 

2021-01-18 - Rzymscy (czy tylko?) adwokaci

Maciej Jońca to prawnik i zarazem historyk sztuki. Specjalizuje się w prawie rzymskim, co owocuje licznymi publikacjami (Prawo rzymskie, Łacińskie sentencje prawnicze, Leksykon tradycji rzymskiego prawa prywatnego). Współpracuje z Wydawnictwem C.H.Beck i to właśnie tam ukazała się książka Prawo rzymskie, Mirabilia. Jest to prawdziwa sylwa. Rzecz o wędrówce prawa rzymskiego przez wieki, począwszy od założenia Miasta po czasy zupełnie współczesne. Czego tu nie ma. Jest o Cezarze rzucającym kości, o rzymskim małżeństwie, o Piłacie, ale także o papieżu Piusie XI, braciach Grim (byli prawnikami), Liceum Aleksandrowskim, studenckich korporacjach i pojedynkach itd., itd. Prawo, rzymskie prawo jest naszym towarzyszem, powiernikiem, pośrednikiem w kontaktach ze światem. Jest ta książka popisem erudycyjnym autora, który swobodne przemieszcza się po epokach, krainach, przygląda się maluczkim i wielkim. Bo prawo (zrodzone z prawa rzymskiego) jest częścią naszej kultury.

Wybrałem rozdział „O rzymskiej adwokaturze z przymrużeniem oka”. Jest tu o chciwych adwokatach, przekupnych sędziach, o (bezskutecznych) próbach naprawy koślawej (zawsze) prakyki prawniczej. A jako przykład, czym była adwokatura za czasów princepsów, krótki wyimek z mojej książki W cieniu Golgoty, gdzie bohaterem jednej z części jest pewien kauzyperda - Lukcejusz Albinus. Rzecz dzieje się za panowania cesarza Trajana. Tak chyba to wyglądało…

Mówi Lukcejusz Albinus:

– A zatem wiesz już, co robić. Wiesz? Nie bardzo. Powiem zatem to raz jeszcze, tępy ośle, żeby ci się wbiło jak ćwiek do buta. Na piątą pracę Herkulesa! Kogo mi tu przysłali! Piąta praca to stajnie Augiasza. Też nie wiesz, o czym mówię, bo skąd. A gdzie jest Fabiusz?

– Zachorzał wczoraj, mówiłem.

– Prawda, mówiłeś. To nie mógł poczekać parę dni? Ja, widzisz, pożar dziś miałem, ale mnie to nie zwalnia od pracy. No, trudno, zatem słuchaj. – Westchnął ciężko Albinus. – Jutro o piątej godzinie przychodzisz z koleżką do bazyliki Julijskiej. Klaudiusz zakazał sądzić na początku roku, ale spraw teraz tyle, że trudno ze wszystkim nadążyć. Więc przychodzicie, gdy tłum ludzi na Forum jest największy. Zrozumiałeś, baranie? Tylko żeby was nie zatrzymały te pomarańczowogłowe tłuste kurwiszony, co przy Via Sacra stoją od świtu. Dobrze się sprawicie, to będzie was stać na lepsze. Dam wam parę adresów. Przechodzicie przez portyk, potem od razu do środka. Wejście od Via Sacra, to wiesz. Moja sprawa druga od lewej. Druga. Powtórz.

– Druga, panie.

– Dobrze. Od lewej. Za przepierzeniem, kotarą. A żebyś się nie zgubił, cioto jedna. Stajecie blisko, ale nie za blisko, żeby się zbyt podejrzane nie zdało. Na podwyższeniu siedzą decemwir i sędziowie, czasem zjawia się pretor. Sędziów powinno być trzydziestu pięciu, ale zwykle jest mniej. A to zaśpi, a to mu paznokieć schodzi, a to go brzuch boli, bo nażarł się nieświeżych koszatek, a to zapił i rzyga do świtu, bo patron podał na uczcie podłe wino z Watykanu zamiast przedniego falerna. Więc będzie dwudziestu pięciu, nie więcej. Przed nimi czy raczej pod nimi my, czyli adwokaci jednej i drugiej strony, w fioletowych togach, świadkowie, oby nie przekupieni. Wkoło publika, widzowie. Wśród nich wy. Że niby też zwykłą widownią jesteście. A teraz do rzeczy.

– Do rzeczy, panie.

– Co mówisz? Tak, cioto, do rzeczy. Nie wiem, czemu konsul odesłał tę sprawę do centumwirów. Chyba mu się coś pomyliło, a może już nie chciał sądzić, gdy mu się urząd kończył? Zwyczajnie spory z fideikomisów sądzi konsul. Nie wiesz, o co chodzi?

– Nie, panie.

– Nie szkodzi. I tak ci powiem. Jak masz krzyczeć, wiedz za czym. Przynajmniej zapamiętaj nazwiska. Dasz radę spamiętać?

– Dam, panie.

– Stary Licyniusz Sabinus, który nie miał syna ni córki, spisał testament, w którym swoim głównym dziedzicem zrobił Herenniusza Polliona, tego co był konsulem chyba z piętnaście lat temu. Woła przed śmiercią dwóch wyzwoleńców i coś im pokazuje palcami, bo mówić nie mógł, tak go już Charon ucapił. „Kodycyl chcesz, panie, uczynić?”, pyta jeden. „Tak”, pokazuje Licyniusz Sabinus palcami i głową skwapliwie kiwa. „A co chcesz tam mieć, panie? Może chcesz, żeby Herenniusz Pollion dał nam po śmierci połowę majątku, który odziedziczy po tobie?”. „Tak”, pokazuje znów czcigodny i bardzo już bliski śmierci Licyniusz. Po czym opada na poduszkę i tyle go na tym świecie widzieli. Rozumiesz coś z tego?

– Nic, panie.

– Na Słońce Niezwyciężone, które się nam niedawno narodziło, ja też nic nie rozumiem. Oszustwo, wielkie oszustwo! Dlatego mnie Herenniusz Pollion wynajął, żebym tych łotrów zdemaskował. I zrobię tak, Herkules mi świadkiem i jego wielki fallus, znaczy się, wielka maczuga. Ale gdy będę mówił i racje nasze przedstawiał, na co mam sześć wodnych klepsydr, co daje dwie godziny, trzeba mi jakiego wsparcia. Trzeba mi was, łotry. Boście też łotry jak tamci wyzwoleńcy. Więc, gdy podniosę palec, o tak, ku górze, dajecie mi wielkie brawa, a gdy podniosę dwa palce, zaczniecie krzyczeć: Lukcejusz Albinus!, dwa razy, i klekotać jak bociany, a gdy trzy palce uniosę ku niebu, usłyszą sędziowie i świat cały, a chociaż pół bazyliki: „Ukarać oszustów. Na galery z nimi, na galery! Albo jak kiedyś chrześcijan: dać lwom!”. I macie buczeć jak bąki na łące. A nic się nie bójcie, gdy ten drugi adwokat też będzie miał taką klakę. Każdy ma. Wy macie głośniej klaskać i krzyczeć. I tyle. W przerwach możecie sobie pograć w warcaby. Plansze są na podłodze, żetony leżą w puszkach pod ścianami. A teraz powtórz.

– Gdy jeden palec…

Adwokaci1.jpg

z: wojciechwesolowski.pl

 

 

2020-11-12 - Przemek

Kiedy odejdę, pozwól mi odejść.

Pozwól mi odejść,

Mam tak wiele rzeczy do zrobienia i zobaczenia.

Nie płacz, kiedy myślisz o mnie,

Dziękuj za dobre lata,

Dałem ci moją przyjaźń.

Możesz tylko zgadywać

Szczęście, które mi przyniosłeś.

Dziękuję za miłość, którą wszyscy mi okazywali,

Teraz czas na samotną podróż.

Przez krótką chwilę możesz współczuć sobie,

Zaufanie przyniesie ci pocieszenie i ukojenie.

Na jakiś czas zostaniemy rozdzieleni,

Niech wspomnienia ukoją twój ból.

Nie jestem daleko, a życie toczy się dalej...

Jeśli będziesz czegoś potrzebować, zadzwoń do mnie, a przyjdę.

Nawet jeśli nie możesz mnie zobaczyć ani dotknąć, będę tam,

A jeśli posłuchasz swojego serca, wyraźnie poczujesz,

Przyniosę słodycz miłości.

A kiedy nadejdzie czas, abyś wyszedł,

Będę tam, aby cię powitać.

Nieobecny w moim ciele, obecny u Boga.

Nie idź do mojego grobu, by płakać,

Nie ma mnie tutaj, nie śpię.

Jestem tysiącem wiatrów, które wieją,

Jestem blaskiem

Kryształków śniegu;

Jestem światłem przenikającym

pola pszenicy.

I jestem delikatnym jesiennym deszczem,

Idę za przebudzeniem ptaków w ciszy poranka,

Jestem gwiazdą, która świeci w nocy.

Nie idź do mojego grobu, aby płakać,

Nie ma mnie tutaj,

Nie jestem martwy.

                                                       z poezji indyskiej nadesłała F.A.

                                              (na śmierć mojego syna)

124680813_799687837554122_3102112379038175592_n.jpg

 

 

 

 

 

2020-09-07 - W cieniu Golgoty

Według wszelkich znaków na Niebie i Ziemi powieść "W cieniu Golgoty" wyjdzie już niebawem. Dzieje się w świecie młodego chrześcijaństwa. Prawda zmieszana z fikcją. Dam znać, kiedy i gdzie.

 

 

2020-07-24 - Korowód

Przechodzącym przez świat plagom, zwanym teraz epidemiami, pandemiami  towarzyszą znaki, symbole, wyobrażenia. Zjawiają się w średniowieczu i nie znikają do dnia dzisiejszego. Choć może już wcześniej. Biblijna plaga egipska jest przecież sama w sobie jakimś znakiem...

Będzie to więc medyk-ptak, który ubrany w powłóczystą suknię, głowę ma ptasią z długim dziobem. Skąd ten dziób? Wierzono oto, że dobre zapachy chronią przed morowym powietrzem. Różne intensywne pachnidła umieszczano więc na końcu owego dziobu (jakby w specjalnej tulei). Medyk wytwarzał zapachową aurę, przez którą zatrute chorobą (czarną śmiercią) powietrze nie przenikało do jego ciała.  

Choroba nie oszczędzała nikogo, uśmiercając i biednego, i bogatego, wieśniaka i biskupa. Ten "demokratyczny" charakter choroby symbolizował Taniec śmierci, korowód prowadzony przez Śmierć, w którym kościotrupom towarzyszą ludzie wszelkich stanów. Zabronione oficjalnie przez Kościół tańczące łańcuchy przemierzały wsie i miasteczka. Ponury, złowrogi, zarazem jakoś prześmiewczy danse macabre. Totentanz. Od Niemiec, Francji po Konstantynopol. 

Szczur umierający zanim zaczną umierać ludzie. Nieznający faktycznej przyczyny zarazy, jej etiologii i krążenia śmiercionośnego bakcyla ludzie zdawali sobie sprawę ze szczurzej istoty choroby. Jest więc szczur wyklętym symbolem, które poprzedza Zło, przed nim postępuje. Tak ukazany jest w Dżumie Camusa, gdzie umierające na ulicach szczury zwiastują zarazę.

Żyd.
To On jest sprawcą plagi. Rzucając złe zaklęcie, powoduje chorobę. Nie nieznana bakteria, nie nieznany wirus, ale Żyd. Cóż więc czynić? Wygnać Żydów z miasta, zabić to najlepsze, co można uczynić. Przeczytajcie raz jeszcze Mszę na miasto Arras. Nic bardziej wstrząsającego. Obejrzyjcie adaptację, monodram z 2015 roku z wielkim Januszem Gajosem. 

Pustka. Jest znakiem. Są symbolem puste, wyludnione ulice Londynu roku zarazy w XVII wieku u Daniela Defoe. Są znakiem puste, ciche ulice naszych miast w marcu-kwietniu tego roku.

Ptasi dziób - tańczący kościotrup - zdychający szczur - wygnany Żyd - pustka i cisza. Już samo uświadomienie sobie tego korowodu znaków może uśmiercić.
 

totentanz.jpg

za kulturanacodzień.pl

 

 

 < 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 >  Ostatnia »