2022-10-15 - "Balafet". Odcinek 2
Dziś Balafet (Alfabet Lenca nie bardzo po kolei) o panach - moich kolegach, znajomych, a i przyjaciołach.
Krzyś Wieczorek
Znamy się od czasów licealnych.
Filozof, pracuje w Uniwersytecie Śląskim. Zajmuje się głównie problematyką dialogu i spotkania. Profesor belwederski. Bardzo przenikliwy, bystry umysł, który podziwiam, ilekroć mam możliwość słuchania wywodów Krzysztofa. Szkoda, że teraz nie czasy dużych systemów filozoficznych...
Kiedyś, daawno temu założyliśmy z Witkiem Bulą i Pawłem Trzaskomą mały klub dyskusyjny, który przekształcić się miał w rodzaj latającego uniwersytetu (lata 70.). Dołączył do nas Krzysztof i nadał pomysłowi mocne, wyraziste ramy. Była więc (mądra) kuratela Akademickiego Duszpasterstwa, i nawet w końcu sformalizowanie w postaci Klubu Profesorskiego pod egidą prorektorską na Uniwersytecie Śląskim (najnowsze lata).
Człowiek bardzo rodzinny, a dzieci idą śladami ojca (w różnych kierunkach).
Tomasz Goworek
Wybitny fizyk (tu widzę, jak się krzywi), emerytowany profesor UMCS w Lublinie. Zajmował się wykorzystaniem anihilacji pozytonów w badaniach cieczy, ciał stałych. Na konferencji w Piechowicach na początku lat 80. (też tam byłem) przedstawił ciekawe wyniki dla oktadekanolu, długołańcuchowego n-alkoholu, a w zasadzie dla tzw. fazy alfa, która pojawia się w czasie topnienia/krzepnięcia tego związku. To skłoniło mnie do podjęcia badań innych takich alkoholi, z czego urodziła się moja praca doktorska. W pracowni Insytutu Fizyki w UMCS przeprowadziłem część pomiarów.
Profesor Goworek zainteresowania ma szerokie, śledził m.in. życiorys Marii Skłodowskiej-Curie. Podróże po świecie dały podstawę do różnych pozafizycznych publikacji, prac Profesora (kiedyś krytycznie recenzował moje "japońskie" opowiadanie. Cóż, on tam był, a ja nie). To jedna z osób, które dały mi bazę do takiego a nie innego postrzegania świata. Dzięki, Profesorze (gościł kiedyś na łamach tego bloga).
Olek Moldauer
Mój konsultant do spraw religii i kultury żydowskiej. Pomagał mi przy dwóch książkach - W cieniu Golgoty oraz My z Koszutki. Podrzuca mi od czasu do czasu różne izraelskie i nie tylko smakowitości i ciekawostki.
Uczęszczaliśmy do tego samego liceum (VIII LO, im. Wilhelma Piecka w Katowicach), ale Olek jest ciut starszy.
Rodzice wraz małym Olkiem i jego malutką siostrą Reginą repatriowali się w 1959 roku ze Stanisławowa (obecnie Iwano Frankowsk).
Olek ukończył Politechnikę Śląską, na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym, specjalność - energetyka jądrowa. Absolwenci mieli pracować w polskich elektrowniach atomowych. Olek wzdycha: "Chyba nawet nie dożyję uruchomienia pierwszej".
Wyjechał, wraz z żoną, w 2010 roku, do Izraela. Pracował tam w firmie obsługującej technicznie duży bank. Potem, do emerytury, w Ambasadzie Polskiej w Tel Avivie. Obecnie mieszka nad morzem, na północ od Hajfy. Z widokiem na Akko i góry graniczne z Libanem. "Miasto nieduże, 40 tysięcy mieszkańców. Większość rosyjskojęzycznych emerytów".
Oddam mu więc głos: "Pierwszy rok był trudny. Nauka języka, nowa praca. Klimat. Gorąco i wilgotno. Mam obydwa obywatelstwa. Izraelskie dostaje się z chwilą przylotu. Trochę hebrajskiego znałem z Polski. Potem pół roku ulpanu. To kurs języka. Hebrajski po hebrajsku. Reszta już w pracy, na ulicy, w sklepie, w telewizji. Pomaga mi znajomość języka rosyjskiego. W Izraelu mamy swoje ulubione miejsca, szczególnie w Jerozolimie. Sporo już widzieliśmy, w końcu minęło 12 lat...".
Dodam jeszcze, że Olek czesto odwiedza Katowice, zatem to taki izraelski katowiczanin.
W książce jako Jakub Kohn, starszy brat Esti.
Marek Skałkowski
Spokojny, małomówny. Znam go od podstawówki (7-8 klasa), potem widywałem go w liceum (klasa równoległa), ale bliższego kontaktu nie było. Przed paroma laty Marek stał się "integratorem", animatorem "Coolinariuszy", grupy starych znajomych (podstawówka, liceum), spotykających się co parę miesięcy przy dobrym jedzeniu. I gadających o tym i o owym. Pandemia przekształciła Coolinariuszy w grupę internetową. A z tego urodziła się książka.
Syn znanego katowickiego architekta, Mariana Skałkowskiego.
Absolwent Wydziału Budownictwa Lądowego Politechniki Krakowskiej. Pracował potem w katowickich biurach projektów budownictwa ogólnego, a od 1995 ma własną działalność gospodarczą.
Jest projektantem konstrukcji, inspektorem nadzoru inwestorskiego, doradcą technicznym. Z tych najciekawszych projektów wymienię: kilka osiedli mieszkaniowych, słynną siedzibę RMF w Nieporazie k. Alwerni (obecnie Alwernia Planet), przy autostradzie Katowice-Kraków, wśród najważniejszych nadzorów inwestorskich są domy handlowe, duży bank w Katowicach, centra handlowo-rozrywkowe, osiedle mieszkaniowe.
Hobby Marka to GOLF. Jest członkiem Śląskiego Klubu Golfowego.
Dobry kumpel, życzliwy. Jak trzeba - pomocny.
Fotografuje z pasją nasze otoczenie. I robi to dobrze. W książce My z Koszutki jako Paweł Kamiński, miłośnik kosmonautyki.
Przy swoim pozornym zdystansowaniu jest oazą ciepła, serdeczności i ma świetne poczucie humoru.
Poniżej kilka Markowych realizacji i zdjęcia z naszej Koszutki.



Maciek Szczawiński
Ta sama podstawówka, nr 59, opisana przeze mnie w My z Koszutki (koszutkowicz - wspierał wydanie książki, za co mu jestem wdzięczny). Nieco starszy, w szkole nie poznaliśmy się, niestety.
Absolwent filologii polskiej.
Maciek to dziennikarz radiowiec (Radio Katowice), ale także krytyk literacki (w radiu popularna jest jego audycja "Z półki na półkę", gdzie prezentuje i omawia różne literackie nowości), i sam pisarz (m. in. książki o Wojaczku, Kobieli), poeta (na rok 2023 zapowiada nowy tomik wierszy pt. Zakon). Prowadzi też galerię w Radiu Katowice, czym dowodzi swej dużej wszechstronności i wrażliwości.
Witek Jarczyk
Siedziliśmy w liceum w jednej ławce. Witek jest matematykiem, profesorem w Uniwersytecie w Zielonej Górze.W liceum miał wielką czuprynę i brodę, czym gorszył niektórych nauczycieli (choć niektore panie nauczycielki patrzyły na niego z zainteresowaniem). Na maturę pięknie się ostrzygł i ogolił, i... był nie do poznania.
Miłośnik Skaldów i w ogóle dobrej muzyki, polskiej i obcej. W liceum był animatorem kółka muzycznego, gdzie słuchaliśmy bardziej ambitnej muzyki, na przykład Pink Floydów (wówczas, w pierwszej połowie lat 70., nie tak znanych powszechnie). Lubię jego poczucie humoru - jesteśmy w kontakcie mailowym.
Jurek Sysak
Moja 7-8 klasa podstawówki. Zaciekawionym szybko odpowiadam - nie tylko licea, także lata wcześniejsze odbijają się na naszym dalszym życiu.
Tak opisuje "kamienie milowe" (określenie moje) swego zawodowego życia:
"Milowe kamienie? Ha ha [...] uważam się za radiowca, choć kamieni wielkich nie postawiłem. Od tego zaczynałem i na tym kończę. Zaczynałem w Polskim Radiu Katowice. Wówczas współpracowałem też z Sygnałami Dnia, Latem z Radiem, 3. programem PR. Pracowałem w redakcji Śląskiej Fali, publicystycznej, "Za kierownicą" i z redakcją sportową. Zrobiłem kilka audycji dla "Literackiej". W stanie wojennym po wyjściu z internowania pisywałem jako Szczepan Kalinus do "Tygodnika Powszechnego" oraz "Znaku". Także do "Powściągliwiści i Pracy". Przez lata 90. krótko w radiu Flash, a prawie dekadę w radiu Top. Teraz mam audycję autorską w radiu eM ("Ach, muzyka", przyp. RL). Ot i wsio. Swojej pracy zarobkowej (może poza przełomem lat 80. i 90., gdy miałem swoje firmy) nie uważam za żadne kamienie ani nawet pachołki przy drodze".
Od siebie dodam:
Jurek długo pracował dla katowickiego Zakładu Targowisk Miejskich, obecnie na emeryturze.
Wytrawny znawca wszelakiej (dobrej) muzyki, którą propaguje w swoim profilu na FB.
Z czasów szkolnych pamiętam nasz zachwyt płytą Led Zeppelin II (album z sepiową okładką i m.in. utworem Whole Lotta Love), którą Jurek puszczał nam na zimowisku w Wiśle (w książce My z Koszutki Jurek pojawia się jako "Lizak").
Ma ponoć 5000 płyt. Z czego robi użytek. Audycję w radiu eM szczerze polecam.
W jednej z ostatnich było o kapeli Mitch&Mitch.
https://www.youtube.com/watch?v=JJEEzGyjvXQ
Zapytałem go o upodobania muzyczne. Oto, co mi napisał: "Uwielbiam na przykład twórczość Kronos Quartet, albo L'Arpeggiaty, ale oczywiście mam sentymenty z młodości. To, jak się domyślasz, np. Led Zeppelin, albo Claptonowskie grupy: Cream, Blind Faith. Także Mayall, Hendrix...". Tu się wtrącę: Niektóre, nastoletnie w drugiej połowie lat 60. dziewczyny złościło, gdy Jurek wraz z kolegą rozpędzali imprezy w zamiarze taneczne, puszczając z uporem długie solówki gitarowe Hendrixa.
I dalej Jurek: "Obecnie siedzę nad audycją z muzyką zespołu Mitch&Mitch (będzie w niedzielę), który uważam za najbardziej oryginalną współczesną grupę rockową w Polsce".
Piotr Rajski
Znam go w zasadzie pośrednio. Starszy brat mojej klasowej koleżanki Magdy (piszę o niej w Balafet. Odcinek 1). Znała Piotra moja żona, która wraz z koleżanką odwiedziła go w czasie internowania w Uhercach).
Absolwent liceum Mickiewicza. Psycholog (Uniwersytet Śląski), mieszka teraz i pracuje w Edmonton (Alberta), w Kanadzie. "Breath and unity worker". Człowiek wielowątkowy. Także pisarz, blogger, autor i animator kilku stron internetowych.
Przez kilka lat redagował i rozsyłał co tydzień "notki jednego Boga", gdzie prezentował głęboko ekumeniczne rozumienie idei wiary w Boga i przedstawiał kalendarium z tej idei wynikające. Autor feletonów radiowych o tematce duchowej:
https://www.youtube.com/channel/UCj7SOLKiSYXIjZ30fE-L_CQ
Podróżuje po świecie, uprawia wspinaczkę i trekking.
W książce My z Koszutki pojawia się jako Grzesiek Lipiński, brat Kasi (proszę pamiętać, że postaci książkowe nie naśladują w 100% postaci rzeczywistych, a czasem mocno się od niich różnią).
Piotrek Rajski to także absolwent SP nr 59.
Stefan Orzechowski
Dziwne, pokręcone koleje losu Stefana skłoniły mnie do opisania jego życiorysu. Stefan wspominał, ja notowałem. I tak powstał tekst Z krwi naszej, który chyba się mojemu druhowi spodobał. Tak przynajmniej mówił. Opowiadanie podobało się także pod względem literackim i było publikowane.
Jest psychologiem (obecnie emeryt). Pisze wiersze (niezłe), ale przede wszystkim składa modele. Wcześniej okrętów, teraz buduje kolej(kę).
Wymienia kilka okrętów: Opty, chińska dżonka z bitwy pod czerwonymi skałami, rzymska birena spod Kartaginy, pancernik kieszonkowy Hitlera, który wysadzono u ujscia La Platy w Montevideo, Kon-tiki.
Ale... według Stefana modelarstwo kolejowe ma sie tak do składania modeli okrętów (statków) jak fizyka jądrowa do dłubaniia jaskiniowego. :) A więc teraz buduje kolejkę. W podziemiach szkolnej fundacji "Elementarz", przy ul. Studenckiej w Katowicach. To duże przedsięwzięcie i oby Stefkowi starczyło zdrowia (a z tym krucho).
Zobaczcie parę zdjęć Stefanowych realizacji.


Przemek Kateusz
Kolega z czasów klasy 7-8 (w szkole przewodniczący klasy, moim zdaniem "urodzony"). Doktor inżynier na Politechnice Śląskiej.
Sporadyczny, zbyt rzadki kontakt. Człowiek obdarzony poczuciem humoru, które mi bardzo odpowiada.
Marek Byszewski
Absolwent LO im. Adama Mickiewicza, kolega harcerz. Nie żyje od kilku dobrych lat. Z wykształcenia prawnik, w duszy artysta (głównie plastyka). I mój przyjaciel, bliska osoba. Był drużbą na moim ślubie. Z Markiem przegadałem wiele godzin. Kiedyś, dawno temu planowaliśmy założenie amatorskiego teatru.
Bardzo mi go brakuje.
Witek Bula
Matematyk, bardzo zdolny. Kolega licealny. Przyjaciel w czasach studenckich. Psychologia, alternatywne grupy terapeutyczne, muzyka, nasze miłości, brydż. Wyemigrował z żoną do Kanady i kontakt się urwał. Odciąl korzenie? Wielka strata.
Tadek Ginko
Zapisał się (po pewnym czasie) do naszej internetowej grupy "My i Koszutka w latach 60. i później" i wspominał z nami stare lata. A chodził tak jak większość do SP nr 59. Był jako dzieciak niezłym rozrabiaką. Sam wspomina m.in. ciężki upadek jeszcze w Zabrzu-Rokitnicy, awanturę z szewcem, po wrzuceniu cegły w świeżo odnowione drzwi jego warsztatu i poważne uszkodzenie palca kolegi w czasie ucieczki, strzelanie ze szlojdrów i gabli (proce i karabinki z gumą), wrzucanie zapałczanych nabojów do tramwajów, gonitwy po rusztowaniach w budowanym Korytarzowcu. Starczy.
Małego Tadka w mojej książce o Koszutce nie ma. Szkoda.
Ginko jest malarzem, grafikiem. ASP w Katowicach.
Rodzina Ginków wielce dla nauki i kultury śląskiej zasłużona. Medycyna (z karykaturą jako hobby, tak, tak), poezja z psychoterapią, muzyka (Passaty!), konie (Zbrosławice!), teatrologia z kulturą en bloc, artystyczna drukarnia. No i malarstwo Tadka.
Może ktoś kiedyś napisze historię rodu Ginków? Trzeba. Są takie rodziny, w ktorych wykuwają się nasze małe ojczyzny (sorry za górnolotne słowa, ale przecież to prawda).
A tu dwie prace, które Tadeusz pokazał nam w Messengerze.
v
Kto chce obejrzeć więcej, to proszę (prace niefiguratywne):
https://www.instagram.com/tadeuszginko/?hl=en&fbclid=IwAR0ROuDiTe12rt5nnQUuAPl_7AqdPhfFey0JZwbPFWYlJBQWdvDXhvqXfRA
Będzie jeszcze odcinek 3. Krewni i znajomi Królkia.
2022-10-13 - Spotkanie autorskie - "My z Koszutki"
21 września w bibliotece na Koszutce zorganizowano spotkanie autorskie o książce My z Koszutki. Motorem przedsięwzięcia był Sławek Hordejuk z ekipą, za co wielkie dzięki. Było sympatycznie, gęsto i bardzo koszutkowo. Koszutka łączy, jak widać.
Kolejnego spotkania planowanego na 10 października nie było - zdrowie mi siadło.

Foty robili: Jaga Siemaszko, Wiesiek Bełz i Maria Stanek-Maślanka.
2022-09-29 - "Balafet". Odcinek 1
Chciałbym parę chwil poświęcić ludziom (niektórzy może bez spektakularnych osiągnięć; ale czy zawsze są one konieczne?), osobom może zwyczajnym, ale w istocie ciekawym, a często pasjonatom. Czasem po prostu ludziom dobrym, życzliwym.
Których szczerze podziwiam. I jestem im wdzięczny. Za to że są.
To taki mój Alfabet nie po kolei - "Balafet" (takie Alfabety czy też Abecadła były bardzo popularne na początku lat 90).
Choroba uniemożliwia mi teraz chodzenie, jednak nadal coś mogę naskrobać...
Niechże to będzie odcinek kobiecy.
Na początek Ewa Liberka
Poznałem ją, gdy szedłem z mieszkania przy Korfantego po samochód zaparkowany przy banku PKO SA albo kursowałem po okolicznych podwórkach z moim psem Branką. Ewa prowadziła kiosk, a był to bodaj koniec lat 90. Kioskarka wkrótce zniknęła i, jak się okazało, rozpoczęła studia. Została terapeutką od uzależnień, głównie alkoholu. Wspierała potem twórców-amatorów, przede wszystkim poetów. Poznaliśmy się bliżej, połączyła nas pasja do tenisa. Single i deble (często z moim śp. Synem). Wspólny trener - Krzysztof. Niebawem dowiedziałem się, że wciąż się uczy, wciąż i wciąż. Kontynuacja studiów, kursy, kursy, szkolenia.
I że pięknie i ciekawie fotografuje (przyrodniczy detal!). To fotgrafowanie towarzyszy jej nadal. Cóż będę opowiadał. Zobaczcie.
Co pewien czas Ewa podrzuca mi wiersze różnych poetów, głównie współczesnych amerykańskich, ale nie tylko.
Tu Rainer Maria Rilke (dla znających j. niem.) "To jest moja walka".
Jadzia Jarczyk (Kasprów)
Zafascynowana Jaromirem Nohavicą (jeździ na jego koncerty do Czech, wędruje za nim po całej Polsce; napisałem kiedyś o tym opowiadanie). Zauroczona braćmi Czechami, ukończyła kurs języka czeskiego, zna doskonale czeską literaturę. To taki Mariusz Szczygieł w spódnicy.
Ma zadziwiający słuch językowy (a jest matematyczką, pracuje przy systemie informatycznym biblioteki uniwersytetu w Zielonej Górze). Dlatego była i jest pierwszym (cierpliwym) recenzentem moich literackich prac. Koryguje kiksy językowe, tropi merytoryczne niezgodności.
Ufam jej bez zastrzeżeń (no, w 85%). Jakże Ci mam dziękować, miła Jadziu?
https://www.youtube.com/watch?v=RzxU9-bSmtk
Ewa Kozłowska (Wysocka, Techman)
Z pierwszego małżeństwa ma córkę Martę, zdolną graficzkę, z którą kiedyś pracowałem. Marta jest autorką kilku rysunków do My z Koszutki.
Ewa pomagała mi redagować moją ostatnią książkę (jest awatarem jednej z jej bohaterek). Ma zadziwiającą, detaliczną pamięć. Bywa czasem apodyktyczna i ta jej cecha powodowała moją rezerwę do Ewy w czasach szkolnych (bo znamy się od podstawówki). Ale rezerwa minęła. Ewa jest przyjacielska, w razie potrzeby niewykle pomocna. Jest wnikliwą obserwatorką spraw współczesnej polityki. Inżynier budowlana, psychoedukatorka, dyrektor personalna, analityczka biznesowa w branży IT.
What else? Leonardo.
Załączam dwa rysunki Marty Techman-Poloczek, niewykorzystane w książce (cmentarz żydowski oraz utopek).

Czy Ewa to książkowa (My z Koszutki) "Balbina"?
Ania Dobrowolska (Zahaczewska)
W domu na Koszutce w Katowicach, którego jej rodzina jest współwłaściciem, mieszkanie ma Lech Majewski, reżyser, pisarz (LM przemieszcza się między Katowicami i Wenecją; cóż, ma taki kaprys). Ania jest wielką miłośniczką twórczości Lecha, którego zna od dzieciństwa.
Obenie Ania rezyduje w nowosądeckiem; zawodowo zajmowała się... cmentarzami z okresu I wojny światowej. Jest bowiem historyczką sztuki. Wiele takich cmentarzy jest na terenach dawnej Galicji. Na Górnym Śląsku czasy I wojny (poza następującymi po niej Powstaniami) jakby odchodzą w niepamięć. Dawne cmentarze, nowe cmentarze...
Jest także miłośniczką muzyki kompozytorów współczesnych.
Anię, jej białą mamę i lalkę Amerykankę spotkacie na kartach książki My z Koszutki.
Tutaj na pierwszej fotografii Adam Makowicz w Muzycznej Owczarni (foto własne), a na drugiej wejście na cmentarz w Gorlicach (foto www.gorlice.pl).

Ania Wachelko-Gołębiowska
Jest miłośniczką literatury i mużyki klasycznej. Jakie książki ona czytała już w czasach licealnych! Cenię jej sugestie, podpowiedzi literackie.
W czasie ostatniego Konkursu Chopinowskiego utworzyliśmy małe, dwuosobowe, nieformalne jury konkursowe, typując na kolejnych etapach naprawdę z dużą trafnością (jeśli za trafność uznać zgodność z decyzjami Wielkiego Jury).
Aniu - zgłoś się do organizatorów Konkursu za 4 lata. Jako przedstawicielka publiczności. Byla członkinią zespołu, który mnie wspierał przy gromadzeniu materiałów do My z Koszutki. Pojawia się też na kartach książki (pod innym imieniem, rzecz jasna).
Ania jest lekarką, bystrą, mądrą. Kilka lat spędziła na placówce w Zimbabwe. Mam od niej pamiątkę - drewnianą głowę z okolic wodospadu Wiktorii na rzece Zambezi.
Marta Żak (Madej)
Psycholożka, terapeutka. Mądra i dobra. Starała się nam pomóc po śmierci Syna. Wdzięczność.
Ostatnie lektury: Czarodziejska Góra (po raz kolejny, bo Empuzjon do niej nawiązuje) i właśnie Empuzjon, nowa powieść Olgi Tokarczuk. Dygat, biografie Stalina i Putina. Bo Marta czyta, dużo, ale krytycznie.
Osoba Marty dała mi impuls do stworzenia postaci Kle-kle (My z Koszutki).
A na zdjęciach jej miłość - fragmenty domu w Bieszczadach, dokąd często jeździ.

Magda Rajska-Armata
Gwiazda, ale osoba skromna, niezwykle ciepła, serdeczna. Malarka, absolwentka katowickiej ASP, znana i uznana. Portrecistka. Parę lat temu miała retrospektywę portretu w Muzeum Historii Katowic. Maluje też piękne pejzaże. Wiele plenerów, wystaw. Dziecięciem będąc i malowała, i tańczyła. Wybrała, jak widać, to pierwsze.
Pastele, oleje, inne techniki.
Jako dwa mikrusy siedzieliśmy w pierwszej ławce w szkole podstawowej i wcale nam to nie przeszkadzało (tornister jednak pomogał Magdzie nosić inny chłopak). Magda też jest na kartach My z Koszutki.
Pokazuję tu kilka portretów Magdy.

Dominika Wojniak (Breguła)
Miłośniczka wina, dobrej kuchni (prowadziła w tym zakresie poradnictwo w "Gazecie Wyborczej"), była doradczynią urządzania mieszkań. Miłośniczka prozy Pilcha, mojej niekoniecznie. :)
Duży, wciąż niewykorzystany potencjał. Kiedyś razem pracowaliśmy (marketing, reklama); dobrze wspominam ten czas. Mąż Maciek ma wiele talentów.
https://www.youtube.com/watch?v=BGBM5vWiBLo
Jaga Siemaszko (Klus)
Absolwentka gliwickiej architektury. Pracowała w zawodzie. Plastyka+matematyka. Taka zdolniacha.
Twarda, zorganizowana, zaradna.
W zanadrzu zamiłowanie do podróży. Po całym świecie. Nie z biurami podróży, lecz aranżowane samodzielnie. A tam fotografuje. Zobaczcie. Fotografuje też rodzimą przyrodę, zwierzęta, rośliny. Zdjęcia na FB. Cuda.
Aha, z Jagą znamy się od czasów licealnych. Była żoną mojego kolegi, fizyka Marka Siemaszko (już nie żyje), którego onegdaj poznała na mojej parapetówie.
Jaga tak pisze o nadesłanych zdjęciach:
"Długo trwało wybieranie zdjęć. W końcu miałam dwa zestawy: taki trochę weselszy (moim zdaniem) i drugi - bardziej uczuciowy. Wybrałam w końcu ten drugi.
Wszystkie zdjęcia przedstawiają ssaki naczelne: goryle górskie, kapucynki, małpki z rodziny koczkodanów (kotawce sawannowe) oraz orangutany. Są tak podobne do ludzi... I niech mi nikt nie mówi, że zwierzęta nie mają uczuć. A najważniejsze, że wszystkie były na wolności i zrobienie im zdjęć wymagało wielkiego wysiłku. Ale było warto. Bo to wielki zaszczyt. [...] już od dawna nie lubię architektury kamiennej. Kocham Przyrodę".
(fotografie w sporym pomniejszeniu nie oddają piękna i charakteru ujęć tych zwierząt - rl)

O dr Hani Pikiewicz-Koch, Kasi Eider, Kasi Ossolińskiej, Gosi Waśniewskiej, Małgosi Kłopotowskiej i innych paniach (a i panach) wspomnę w innym miejscu.
2022-07-11 - Wstyd
Jest mi zwyczajnie wstyd. I nie tłumaczy mnie wyjaśnienie, że zajęty byłem pracą nad dwoma powieściami i doprowadzeniem ich do druku.
W cieniu Golgoty to pierwsza z tych książek i jest ona, że tak to określę, w głównym nurcie mych zainteresowań. Rzecz jest o pierwszych dwóch wiekach. Chrześcijanie (a raczej nazarejczycy) vs Żydzi, vs Rzymianie i Grecy. Książka przy dużym mozole dała mi wielką radość. Parę lar pracy, czytania, rozmyślań, potem pisania, pisania, pisania.
Inną zupełnie radość przyniosła mi książeczka My z Koszutki, opowieść z lat 60., o dzieciakach z mojego regionu, o dzieciach, choć nie dla dzieci. Lata młodości, tej pierwszej, nieskażonej. Żona mówi, że pisałem nowe Dzieci z Bullerbyn. No, bez przesady. :) Pracowałem nad tym, wspomagając się internetową grupą przyjaciół, znajomych. Tekst i obrazki - fotografie, rysunki. Powstała książka, hm, poniekąd Seebaldowska.
Ale pracując nad tymi książkami nie zasypiałem gruszek w popiele i o tych gruszkach będę Wam opowiadał. O braciach Neandertalczykach, o wizji klonowania mamutów, o różnych filozoficznych duchowych wędrówkach, o nowym Facebooku, czyli systemie META...
A zatem, do literackiego usłyszenia. O czym z przyjemnością informuję m.in. Ewę Wiktorię.
Wasz stary kolega. Lipiec 2022.
2021-11-04 - Frycek po raz osiemnasty
Mam parę niezrealizowanych pragnień. Większość już na zawsze pozostanie zawieszona na gałęzi. Ale jedno marzenie wreszcie się uwolniło. To pianistyczny Konkurs Chopinowski. Pragnienie wysłuchania (choćby w telewizji i radiu) Konkursu od deski do deski. Wszystkich etapów i większości uczestników. Wreszcie udało się. Wsparła mnie w tym choroba, która skutecznie przykuła moje ciało do fotela. A zatem dwa razy dziennie, w sesji przedpołudniowej i popołudniowej-wieczornej. Plus komentarze telewizyjnych i radiowych ekspertów. Plus media społecznościowe, pełne żywo dyskutujących fanów muzyki, Chopina, Konkursu, uczestników i uczestniczek. Plus serwis chopin2020.pl z jego newsletterami, zdjęciami, reportażami. Jak Olimpiada - Konkurs przesunięty o rok zachował określenie "2020".
Nie jestem wytrawnym melomanem, nie czytam biegle nut, obce mi są tajemnice pianistyki. Muzykę odbieram emocjonalnie, choć (jak się przekonałem) moja ogólna ocena często nie odbiega od opinii ekspertów, jurorów. Przed wojną członkiem jury jednego z Konkursów był Kaden-Bandrowski i choć praktyka powoływania do takich gremiów nie-muzyków skończyła się chyba nieodwołalnie, widać, że czasem można by zawierzyć uchu "dyletanta". To oczywiście żart, choć lekko podszyty nutą zwątpienia po usłyszeniu pewnych tegorocznych jurorskich decyzji. Tego Konkursu słuchałem w wirtualnym towarzystwie Ani W.-G. Byliśmy dwuosobowym jury i czasem nie byliśmy daleko... Tyle że ona nie przepadała za grą Evy Gevorgian, a ja nie nadto kochałem Garcię-Garcię. :)
Cóż zatem.
1. Poziom uczestników znakomity (co ucho dyletanta wychwyciło) wynikać miał m.in. z przymusowej pandemicznej izolacji i przykucia kandydatów do fortepianów, nut, profesorskich batów wreszcie.
2. Chopin broni się znakomicie, choć idiom "polskiego Chopina" dawno już chyba zagasł.
Broni się też idea konkursu jednego kompozytora, pod warunkiem wszakże, że jest nim Pan Chopin.
3. Ekspansja chopinowskiej muzyki na Daleki Wschód jest faktem niepodważalnym, ale dziwny wydaje się brak młodych pianistów z innych, kiedyś szczodrze reprezentowanych krajów, jak Francja, Austria, Niemcy, Meksyk, Izrael. Dlaczego?
4. Miał swoich idoli (prawie) każdy Konkurs (Pollini, Argerich, Zimerman), miał i ten - to oczywiście Bruce Liu, Bruce Lee fortepianu. Jego Wariacje zagrane w trzecim etapie to było coś zaiste niesamowitego.
5. Niejednoznaczności regulaminowe, w tym zasady punktowania i decydowania, kto dalej, a komu już dziękujemy MUSZĄ być ograniczone/uproszczone. Dla dobra wszystkich.
6. Komentatorzy niechże się nie boją wygłaszać odmiennych opinii i niech czasem idą w poprzek a nie wzdłuż (uwaga dotyczy telewizji, bo radiowcy chyba bez zarzutu).
7, 8, 9...
Za cztery lata kolejne Chopinowskie Igrzysko, mówiąc tytułem jednej z książek o Konkursach. Obym dożył w zdrowiu, czego i Wam życzę.

Bruce Liu (Chińczyk z Kanady).
wyborcza.pl





