Jeśli zapisałeś/łaś się
do tego newslettera,
a nie dostajesz maili,
sprawdź spam.

2017-04-06 - Dysonans poznawczy Szymona Piotra

Gdy jesteśmy pod wpływem dwóch wykluczających się elementów poznawczych, jak: „Palę  papierosy” i „Palenie jest szkodliwe dla zdrowia” – wpadamy w tak zwany dysonans poznawczy. Dysonans jest nieprzyjemny, rodzi  niepokój i zwykle chcemy się go jakoś pozbyć. Mamy wtedy wybór: albo rzucamy palenie, albo szukamy usprawiedliwienia typu: „Palenie jest co prawda szkodliwe, ale likwiduje stres, a poza tym zachowuję szczupłą sylwetkę”. Upraszczając - szukamy takiego rozwiązania problemu, aby oba elementy jakoś ze sobą pogodzić i zapewnić sobie jaki taki komfort psychiczny.
Teoria dysonansu poznawczego opracowana w połowie lat 50. przez Leona Festingera okazała się m.in. skuteczna w wyjaśnieniu takiego oto zachowania:
W moim głębokim przekonaniu „jestem dobrym, przyzwoitym człowiekiem” (element poznawczy 1). Ale jestem nazistą, jest wojna i kazano mi zapędzać Żydów do obozów i tam ich zabijać (element poznawczy 2). Niewiele osób zredukuje dysonans, stwierdzając że w takim razie wcale nie są przyzwoitymi ludźmi. Łatwiej go zlikwidować, usprawiedliwiając wyrządzaną krzywdę konstatacją: „Dostają w końcu to, na co zasłużyli” albo „To robactwo, te świnie wcale nie zasługują na miano ludzi”. A zatem wbrew przewidywaniom teorii freudowskiej agresja wcale nie wygasza się (w wyniku katharsis), wręcz przeciwnie – ulega wzmacnieniu.

Pope-peter_pprubens.jpg Otóż jest taka kategoria zachowań, które dobrze tłumaczą się na gruncie teorii dysonansu poznawczego i o tym chciałbym dziś napisać. Zbliża się Wielkanoc i możecie uznać te wywody za obrazoburcze, a przynajmniej dziwaczne. Z podobnymi poglądami zetknąłem się jednak, studiując historię początków chrześcijaństwa i uznaję, że trzeba o tym wspomnieć.
Cofnijmy się zatem mniej więcej do roku 30 n.e. Jesteś jednym z ubogich rybaków wędrujących wraz ze swoim mistrzem pylistymi drogami i ścieżkami Galilei. Na imię masz Szymon, twój ukochany rabbi nadał ci imię „Skała” - Kefas (potem z grecka nazwą cię Petrus, Piotr). Wierzysz z całego serca, że twój mistrz jest Mesjaszem, że przybył na świat, by ustanowić tu Boże Królestwo. Podobnie jak twoi towarzysze czekasz na nadejście dni chwały Pańskiej. On zajmie miejsce po prawicy Boga, wy zaś usiądziecie w kręgu, by razem sprawować rządy nad dwunastoma pokoleniami Izraela.
Ale dzieje się coś strasznego. Pan zostaje pojmany, osądzony i jak ostatni złoczyńca ukrzyżowany w Jerozolimie, na Wzgórzu Czaszki. W języku teorii następuje
f a l s y f i k a c j a przekonania. Powstaje zarazem dysonans: Jezus jest/był Mesjaszem (element 1). Jezus został zabity i wszelkie nadzieje legły w gruzach (element 2). Cóż się dzieje? Czy to łamie twoją niezachwianą do tej pory wiarę w mistrza? NIE. Co więcej, od tej chwili wraz z innymi uczniami stajecie się apostołami i niezachwianie, często poświęcając życie, szerzycie wiarę w Pana. Pana, który przecież MUSIAŁ ponieść tę straszną śmierć (powołujecie się na proroctwa Izajasza). Pana, który potem ZMARTWYCHWSTAŁ i UKAZAŁ SIĘ wielokrotnie swym uczniom. Przezwyciężył śmierć.

Według teorii dysonansu istnieje 5 warunków, by w następstwie falsyfikacji przekonania zaobserwować Zwiększenie a nie Zmniejszenie gorliwości wiary (czyt.: apostołowania, nawracania innych):
1. Przekonanie musie być oparte na głębokim przeświadczeniu (w tej sytuacji – bez wątpienia).
2. Osoby zaangażowane musiały wcześniej podjąć działania, które trudno cofnąć („Sprzedaj wszystko […] i chodź za mną”).
3. Przekonanie (o tym, że Jezus jest/był Mesjaszem) jest bardzo specyficzne, ale musi mieć odniesienie do rzeczywistości, aby mogło być sfalsyfikowane (cóż, w pierwszej chwili wyglądało na to, że śmierć Jezusa na krzyżu kończy całą sprawę).
4. Musi pojawić się silny dowód obalający przekonanie (śmierć na krzyżu właśnie)
5. Musi istnieć silne wsparcie społeczne (tu: grupa uczniów)

Cóż, tego typu zachowania obserwowano na przestrzeni wieków. Dwa przykłady:
- Przekonanie grup wczesnochrześcijańskich o rychłej Paruzji Chrystusa (która nie następowała). Dysonans ten zlikwidowano w końcu, odsuwając powtórne przyjście Pana do nieoznaczonej przyszłości i koncentrując się na budowaniu Kościoła Chrystusowego, tu i teraz.
- wieszczenie nadejścia 1000-letniego królowania Jezusa Chrystusa (bezlik różnych ruchów millenarystycznych). Wbrew temu, co można byłoby oczekiwać, kolejne „błędne” daty nastania owego 1000-lecia tylko nasilały przekonanie i prowadziły do wyznaczania kolejnych, kolejnych, kolejnych terminów.

Jedna z takich zadziwiających (współczesnych) historii zbadana została i opisana w książce „Gdy proroctwo zawodzi” (Festinger i in.; z niej przytoczone tu zręby teorii) - rzecz traktuje o grupie ludzi w Ameryce (połowa XX w.), wieszczących panświatową katastrofę. Książkę wydano w WAM w 2012 r. Można sięgnąć do przeglądowej pracy Festingera „Teoria dysonansu poznawczego”.

Co zaś do dysonansu Szymona Piotra – można ten wywód potraktować poważnie, można pokiwać głową ze zdziwieniem lub wzruszyć ramionami. Materia fidei.

Wielkanoc 2017

 

2017-04-01 - Koszutka, Mariacka i okolice 23. Głos trąbki

Porządkując jedną z szaf zmarłej w styczniu Mamy, znalazłem przykurzoną siatkę, a w niej mój stary mundurek harcerski. Krzyż z czerwoną podkładką [zakończyłem harcerską przygodę w pięknym stopniu harcmistrza], granatowy sznur z ramienia (w czasie wakacyjnym komendant obozu), czarno-biała chusta, białe wywijki i czarne getry z dwoma białymi paskami.
 

6_Bialka_oboz.jpg


Do harcerstwa trafiłem późno, bo w połowie liceum (wtedy, na początku lat 70. - czteroletniego), skuszony w końcu... No właśnie, czym? Raczej mieszczuch, o niewielkich skłonnościach do tarzania się w piachu i nurzania w leśnej gęstwinie, bez szczególnego upodobania do hierarchii, kategoryzowania (co nieuchronnie prowadzi do konieczności słuchania bez szemrania poleceń ludzi na ogół obiektywnie głupszych od ciebie).
A jednak.
A jednak przystałem do ekipy i przez kolejnych parę lat bawiłem się doskonale. Odcierpiałem swoje na początku, bezskutecznie próbując forsować osobisty, indywidualny pogląd na harcerską służbę; zmagając się z wiszącymi linowymi mostkami (mam przeraźliwy lęk wysokości); latrynami, w których siedzisz nad zalatującym 3-metrowym dołem na chybotliwej żerdce razem z czterema innymi przymuszonymi jak ty; zimną wodą o poranku i taką samą (dlaczego?) w słoneczne upalne południe, a która w żaden sposób nie jest w stanie wypłukać tłustej mazi z dna twojej menażki; przygryzając zęby podczas kolejnej próby (na Boga, której to już?) bezszelestnego obrócenia się w prawo w szeregu podobnych ci nieboraków. I tak dalej i dalej. Widać z tego szybkiego wyliczenia, że harcerstwo pojmowałem od początku w kategoriach letniego obozowego wypoczynku (plus wiosenno-jesiennego biwakowania).
I tak już zostało. Oczywście było też harcerstwo śródroczne, szkolno-drużynowe, szczepowe i hufcowe, ale nie ono było solą ziemi.

I tu mam diagnozę (dla siebie). Nocne gwiaździste niebo nad pachnącymi łąkami magicznej Lipowej koło Żywca, chlupot wody i błota w butach po trzytygodniowych bezustannych ulewach, nogi tych dziewcząt, ledwo-ledwo przysłonięte krótkimi szarymi spódniczkami, piski i wrzaski niedorostków okładających  się workami wypełnionymi zbitą słomą w czasie "letnich igrzysk obozowych", uważne oczy słuchających wieczornej opowieści, cisza, przerywana od czasu do czasu podejrzanym trzaskaniem gałązek w czasie samotnego trzeciego orlego pióra.

Z tamtych lat wiele dobrych znajomości a często przyjaźni, czar zamknięty pod skrzypiącą już nieco skórą.
Głos trąbki. On już mnie nie wezwie, może kiedyś odeśle na odpoczynek.

* Na zdjęciu obozowanie w roku 1947, wtedy mnie jeszcze nie było na świecie.
* Sprzeciw wobec, opór przed różnymi durnymi HSPS-ami, "Ukrainy", ułani, szwoleżerowie, Dorota i Carmela (a tak), szkopy i dekownicy, etos wojny przeciw bolszewikom, ostentacyjne maszerowanie do kościoła w niedziele i święta. To się naprawdę liczyło. Ale bogoojczyźnianego, jednowymiarowego w istocie, harcerstwa nie dane mi było - na szczęście - skosztować.
* Byli, nieopodal, ludzie nieco starsi, którzy wsłuchiwali się w Głos Ludu. Chwała im jednak za to, że przymykając oczy pozwalali na tę dobrą, historyczną  interpretację harcerskiej służby.
* Szeregi... Z katowickiego środowiska, bez rozróżniania, kto z kim, a kto przeciw komu: bracia Wieczorkowie, Paweł i Krzyś, Marek Ujejski, Bartek Majeran, Marek Byszewski (ŚP.), bracia Cofałowie, Andrzej i Michał, Andrzej Grim, Mirek Idzik, Jasiu Gołąbek, Jurek Marcol, Romek Duczek, Jasiu Isakow, Koziołowie, Heniek Palus i Piotrek Stróżyna, Marek Wójcicki i Ewa Urbańczyk. Na przykład.

Wesołego Alleluja A.D. 2017

  • :) - Użytkownik: rl, 2017-04-04 10:17:24
    Miło słyszeć, Czytelniczko.
  • komentarz - Użytkownik: Małgorzata , 2017-04-02 10:58:20
    Matki zawsze przechowywały rzeczy, które my, po latach ze wzruszeniem wyciągamy z tegoi "maminego" archiwum....
    Piękne wspomnienia ...
    Nie zawsze zostawiam "ślad". ale czyta, zawsze czytam ....

2017-03-15 - Być może

Myśl taka, niby-heretycka:

Gdyby Żydzi w Jezusa uwierzyli, nie byłoby chrześcijaństwa.

Więc może tak lepiej?

PS. Jest taki pogląd, iż Żydzi mają swoją ścieżkę do Ojca, więc nie potrzebują Syna.

 

2017-02-28 - szkoda

Teraz żałuję, że nie zadałem sobie trudu, by samemu coś napisać.
Jezus
W epilogu Twarzy Jezusa Gezy Vemesa

 

 

2017-02-06 - Literatura? A jakże!

ewangelisci.gif Ewangelie są literaturą, a literatura wymaga egzegezy, wyjaśniania. Geza Vermes

Jesteśmy w pierwszym wieku naszej ery („po Chrystusie”, jak długo pisano, a niektórzy wciąż piszą), raczej przy jego końcu, i na początku wieku następnego. W stolicy imperium, w Rzymie, lecz może w Aleksandrii, jeszcze w Azji Mniejszej, i na Bliskim Wschodzie (to ostatnie jest tutaj określeniem anachronicznym,  ale sytuuje geograficznie dość precyzyjnie).

Dziś dwa słowa o Ewangeliach. Ale nie o kwestiach religijnych rzecz będzie, bo nie to miejsce, i nie te kompetencje piszącego. Jeśli nie o sprawach wiary, to o czym?
O literaturze… Są przecież święte księgi równiez literackimi kreacjami, bo nawet jeśli Bóg (bogowie) stali za plecami piszących, to jednak ludzkie ręce zawsze trzymały trzcinę, ptasie piórko, stylus. I Wedy, i Upaniszady, i Koran, i Tora, i Ewangelie tak powstały, choć czasem głosi się pogląd, że księga została na tę ziemię s p r o w a d z o n a przez archanioła, proroka (jeśli poczuliście tu Państwo oddech heretyka, to trudno).

Cóż zatem powiedzieć można o literackich wyróżnikach czterech Ewangelii?
Językowy grunt
Wszystkie napisano w jezyku greckim, koine, owej lingua franca świata ówczesnego, co może być zaskoczeniem dla tych, którzy za językowe spoiwo rzymskiego cesarstwa uważają łacinę. Z kolei przypuszczenia, iż któraś z Ewangelii powstała w języku aramejskim (języku Jezusa, de facto dialekcie galilejskim), zostały definitywnie obalone przed wielu już laty. Nie wyklucza to oczywiście faktu, że źródła Ewangelii (jak np. hipotetyczne Źródło Q lub tzw. źródła M i L) były spisane w aramejskim.
A zatem:
Styl i forma
Każdy z Ewangelistów ma swój własny, niepowtarzalny styl.
Marek („Marek”, „Łukasz” i in. to umowne określenia autorów Ewangelii) jest zwięzły, jego styl jest oszczędny. W pierwszej historycznie Ewangelii (powstała w Rzymie? w Aleksandrii?) jej autor eksponuje cuda Jezusa, egorcyzmy i uzdrowienia, a robi to konsekwentnie.
Mateusz swą Ewangelię pisał dla greckojęzycznych gmin żydowskich, co przekłada się na liczne Starotestamentowe nawiązania i cytaty. Rozbudowuje wydarzenia i wypowiedzi Jezusa (proszę porównać jego Kazanie na Górze z Łukaszowym Kazaniem na Równinie i ich wersje Modlitwy Pańskiej).
Język Łukasza jest wyrafinowany, jego słownictwo bogate, a konstrukcje zdaniowe złożone, co dobrze koreluje z tradycją, w której uważa się Łukasza za lekarza. Jest Łukasz indywidualistą i źródła traktuje swobodnie, układając wedle swego uznania dostępny materiał. Talent literacki Łukasza widoczny jest szczególnie w Dziejach Apostolskich. Żywa narracja łączona jest tu z udramatyzowanymi mowami.
Mateusz wplata w tekst słowa aramejskie, czego nie robi Łukasz, adresujący swą Ewanglelię do nawróconych pogan z gmin Azjii Mniejszej, którzy aramejskiego znać nie mogli. Mateusz jako jedyny z synoptyków opowiada o dzieciństwie Jezusa, i w tym fragmencie zbliża się do ewangelii apokryficznych, co odpowiadało ówczesnym potrzebom i oczekiwaniom, z drugiej strony mówi coś o umysłowości piszącego.
Ewangelia Janowa, niesynoptyczna, idąca jakby w poprzek pewnym tradycjom, to erupcja wyobraźni (by nie powiedzieć – „fantazji”), jednak na  mocnym filozoficznym, kulturowym podkładzie. A jak się to czyta…

To tylko parę spostrzeżeń. Po szczegółowe, jakże pasjonujące analizy odsyłam do specjalistów. Na początek polecam Gezę Veremesa, E.P. Sandersa, ks. Waldemara Chrostowskiego.

Na koniec uwaga: cztery Ewangelie to cztery obrazy, wizerunki Jezusa. Przetworzone, uformowane, także literacko. Literaturo, bez ciebie nie ma ani tego życia, ani życia przyszłego. Amen.


 

 < 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 >  Ostatnia »