2013-01-03 - Kieszonkowa kolejka z Mürren

Tony Judt umarł w 2010 roku, mając lat ledwie 62. W kwiecie wieku - zawodowego, ale i rodzinnego (trzeci raz żonaty, dwoje niedorosłych dzieci).
Był "angielsko-amerykańskim" historykiem idei i polityki współczesnej, o korzeniach żydowskich,
a trochę także i polskich (dziadek był polskim Żydem, a jakże). Urodzony, wychowany i wykształcony
w Anglii, w Stanach Zjednoczonych znalazł drugą ojczyznę; choć patriotyzm jako taki był mu raczej obcy i powinienem napisać - gdzie znalazł drugie, dobre miejsce do życia i pracy. Był profesorem Uniwerystetu Nowojorskiego i stałym współpracownikiem "New York Review of Books". Autor wielu znakomitych opracowań z historii współczesnej, przede wszystkim Powojnia (gdzie przedstawił powojenne dzieje CAŁEJ Europy) i niedawno u nas wydanego maksieseju Źle ma się kraj (polecam)Zdeklarowany socjaldemokrata, przeciwnik neoliberalizmu, umysł otwarty i chłonny, uważany był za jednego z najwybitnieszych analityków i krytyków współczesnego społeczeństwa kapitalistycznego i jego ekonomii. Zarazem dobrze znający problemy Europy Środkowej, sekundujący naszym transformacjom i ubolewający nad brakiem zrozumienia znaczenia regionu u większości zachodnioeuropejskich intelektualistów.

Wydawnictwo "Czarne" wydało w ub. roku napisany tuż przed śmiercią, pożegnalny Pensjonat pamięci.

"W 2008 roku zdiagnozowano u mnie stwardnienie zanikowe boczne (ALS). [...] Ta szczególna choroba neurodegeneracyjna ma to do siebie, że umysł człowieka pozostaje w niej jasny, może snuć rozważania o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, ale chory zostaje stopniowo pozbawiony możliwości przełożenia wszelkich tych rozważań na słowa. Najpierw okazuje się, że nie możesz już sam pisać, potrzebujesz pomocnika albo maszyny, żeby utrwalić  myśli. Następnie odmawiają posłuszeństwa nogi [...]. Potem zaczynasz tracić głos [...]. Na tym etapie masz już prawie na pewno porażone wszystkie kończyny i skazany jesteś na pozostawanie długie godziny w milczeniu i bezruchu, przy innych osobach albo bez nich."

Tony Judt znalazł, a raczej zaadaptował mnemotechnikę, by w czasie długich bezsennych nocy perfekcyjnie zapamiętywać przypominane sobie historie z przeszłości i na drugi dzień bezbłędnie odtwarzać  je uczynnej sekretarce. To "pensjonat pamięci", na kształt tzw. Pałaców Pamięci Mateo Ricciego, Włocha-podróżnika po XVI- i XVII-wiecznych Chinach, gdzie pomysł polega na myślowym otwieraniu i zapełnianiu kolejnych komnat wyimaginowanego "pałacu". W ten sposób powstała książka, która (szybko) opowiada o młodości, edukacji, pracy, kobietach, przyjaciołach, mistrzach, jednym słowem, o całym życiu Judta. Ta nieduża książeczka kończy się wspomnieniem szwajcarskiej kolejki wysokogórskiej, w Mürren, gdzie rodzina Tony'ego spędziła kiedyś parę wakacyjnych dni. 

"Istny raj [...]. Nic się nie dzieje - to najszczęśliwsze miejsce na ziemi. Nie możemy wybierać, gdzie zacznie się nasze życie, ale zakończyć je możemy tam, gdzie chcemy. Wiem, gdzie się znajdę: będę jechał donikąd tą małą kolejką, po wieczne czasy."

Tony Judt umarł niedługo po napisaniu tych zdań. Właśnie teraz jedzie w góry małą, "kieszonkową" kolejką. 

stacja kolejki górskiej w Mürren  (net) 

O chorych na ALS (Stephenie Hawkingu i Kasi Rosickiej-Jaczyńskiej - już nie żyje) pisałem równo rok temu - zob. "Ołówek Hawkinga". 

 

 

  2 komentarze  | 
  • Dziękuję, J. - Użytkownik: rl, 2013-01-04 13:28:16
    za komentarz,
  • Człowiek - Użytkownik: jur, 2013-01-04 09:05:39
    Moja znajoma (trochę pisarka, trochę dziennikarka) zamieściła niedawno w fb zdjęcie Henry Millera, cytując jego credo: „Nie chcę być rozsądny i logiczny. Nie znoszę tego! Chcę się wyrwać na wolność, chcę cieszyć się życiem. Chcę coś robić,
    a nie przesiadywać w kawiarni i przez cały dzień mleć ozorem. Jezu, nie jesteśmy bez wad, ale mamy przynajmniej entuzjazm.
    Lepiej popełniać błędy, niż nic nie robić.”
    Pewien znany reżyser, znajomy mojej znajomej, opatrzył to dość - jak mi się zdało - trywialnym komentarzem: "Pisarz, prawdziwy miłośnik płci pięknej". Rozbawiło mnie to, albowiem znając dobrze twórczość HM nigdy nie powiedziałbym o nim, że był miłośnikiem kobiet. Kobiet używał. Zdarzało się, że mężczyzn też. Był niewątpliwie homo sexus i dawał temu wyraz, dość śmiało, w swojej twórczości. Dopisałem więc od siebie komentarz, że to raczej "jego wycior" (terminologia HM) był wrażliwy na płeć piękną (choć HM znalazłby na to jakieś odpowiedniejsze, bardziej dosadne określenie). I tu zostałem przez reżysera pouczony: "Rozumiem kłopot z terminologią, ale czy można jakąś część ciała traktować osobno... Czy powiedzielibyśmy, że ktoś był uzależniony od swojej głowy? Przecież to my właśnie." Moja koleżanka jeszcze dodała z aprobatą: "Jesteśmy uzależnieni od swojego ciała w pełni..." I wtedy właśnie przyszedł mi do głowy Stephen Hawking. Dzięki Tobie mógłbym jeszcze teraz dodać Tony Judta. Odpisałem: "Na ogół głowa jednak decyduje i w tym sensie jesteśmy od niej jakoś tam uzależnieni. Gdy głowa wysiada - różnie się to kończy... Stephen Hawking. W jakimś sensie jest od swego ciała uzależniony. Ale w jakimś jednak nie jest." Owo "jednak nie jest" bywa dla ludzkości błogosławione, choć dla jednostki trudne i bolesne. To jednak na końcu może mieć swoją ulubioną kolejkę linową...

2012-12-22 - Kosz z piernikiem świątecznym

IKONKI_KOSZYK.jpg Dzisiaj i wczoraj.

Na butelce "Żur od Borowika" szukam składu (mąka żytnia, sól, pieprz...). Nie ma. Znajduję natomiast adres zurodborowika@gmail.com. Cóż, dobre i to.

Przed Mięsnym mój ojciec ustawiał się około 2-3 w nocy (lata 70.). Podjęta kiedyś próba przesiedzenia nocy - w oczekiwaniu na otwarcie sklepu przy ul. Kona (Feliksa) o godzinie 7.00 -
w samochodzie mały fiat 126 p spotkała się z jawnym i ostrym oporem reszty kolejkowiczów. 

Na roraty ja i inni malcy chodzliśmy na godzinę 7. Zwykle z rodzicami. Lampiony zasilane były płaską bateryjką Centra i chyba własnoręcznie wykonywane. Ciemny kościół żarzył się blaskiem małych lampek. Zaspanymi głosami śpiewaliśmy cicho adwentowe pieśni.
Dlaczego teraz roraty są po południu? 

W Boże Narodzenie rano (po nocnej Pasterce) Mama gotowała świąteczny obiad, Ojciec wypalał papierosa, czytał gazetę (najpewniej Politykę), a ja zasiadałem przed telewizorem.
Około godziny 9 był FILM DLA DZIECI. 

Pasterki. "Kiedy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz" i ten ścisk gardła, gdy nagle stawała się jasność. 
Teraz wiemy, że urodził się w Nazaret. I cóż z tego, dla nas na zawsze w "Betlejem judzkim, nie bardzo podłym miescie".

Najpiękniejsza "Gwiazdka" w moim życiu: Mam lat może 5, może 6 (do szkoły jeszcze nie chodzę, mieszkamy przy ul. Kasprzaka, za kościołem). Pod łóżkiem znajduję małe zielone nartki.
Przed domem jest górka, wysokości może 1,5 metra, długości podobnej. Jean Claude Killy, Stenmark, Zurbriggen, Herminator przyszli już po mnie.

W moim ulubionym RMF Classic słucham świątecznej muzyki. Nic nie dorówna polskim kolędom.

Choinka była w Wigilię, zawsze świeży świerk, który Tata ociosywał i osadzał w żeliwnym stojaku. Pachniała żywicą i pyszniła się długimi cukierkami w celofanie, łańcuchem z kolorowego papieru, jabłkami i posypanymi kruszonym szkłem krągło-kanciastymi bombkami. Sąsiedzi z mieszkania naprzeciwko mieli choinkę sztuczną. Była to zapewne pierwsza taka choinka na Koszutce. Była okropna, obrzydliwa. 

Ojciec pod choinkę dostawał od Mamy paczkę papierosów Carmen. Była zaprzysięgłym wrogiem palenia, ale rytuał to rytuał. 

W 1986 bodaj roku, w Wigilię, jeździłem po całym mieście (tramwaj, autobus) i karpia nie udało mi się kupić. Jakąś jednak rybę z żoną i synem jedliśmy. Jaką? Pojęcia nie mam. Przypominała karpia, na pewno, bo E. nie zorientowała się.

Dni ciemne wkrótce ustąpią dniom jasnym. Crześcijaństwo przejęło spuściznę kulturową tamtego świata. Kiedyś mnie to niepokoiło, teraz jakby mniej.

Największa jednak radość to było (i chyba nadal jest) położyć się po południu z książką, którą sam sobie kupiłem po choinkę. Kiedyś przygody Tomka Wilmowskiego, teraz Pensjonat pamięci Tony'ego Judta. Adam Zagajewski pisze gdzieś o problemie nieciągłości literatury (dziecięca, dorosła).
Nie bardzo go rozumiem. 

Jak pogodzić współczucie dla karpia z niepohamowaną namiętnością do tej wigilijnej ryby? 

foto: internet

PS. Podobno karpia na Wigilię wymyślili komuniści, na przełomie lat 40. i 50. Innych ryb po prostu nie było. Taki jest wkład komunizmu do polskiej tradycji chrześcijańskiej.

 

 

  1 komentarz  | 
  • Karp a sprawa polska. - Użytkownik: stev, 2013-01-03 22:16:27
    Moja babcia, przed samą wojną, w warszawie, na Wigilię robiła karpia po żydowsku, jeszcze wcześniej, pracując jako guwernantka u hrabiostwa Kobylańskich pod Wieluniem karmiła starte, wielkie, zarodowe karpie z ręki...tak były oswojone, więc musiały mieć sporo lat..potwierdza to jakby, że karp gościł na stole u znamienitszych w kasę ludzi, matka pamięta, ze zawsze, przed wojną była ryba ale ona nie jadła bo bała się ości i niestety - nazwy ryb nie pamięta..

2012-12-20 - Końca świata nie będzie

 

Koniec świata

W dzień końca świata 
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, 
Rybak naprawia błyszczącą sieć. 
Skaczą w morzu wesołe delfiny, 
Młode wróble czepiają się rynny 
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć. 
W dzień końca świata 
Kobiety idą polem pod parasolkami, 
Pijak zasypia na brzegu trawnika, 
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa 
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa, 
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa 
I noc gwiaździstą odmyka. 
A którzy czekali błyskawic i gromów, 
Są zawiedzeni. 
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb, 
Nie wierzą, że staje się już. 
Dopóki słońce i księżyc są w górze, 
Dopóki trzmiel nawiedza różę, 
Dopóki dzieci różowe się rodzą, 
Nikt nie wierzy, że staje się już. 
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, 
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, 
Powiada przewiązując pomidory: 
Innego końca świata nie będzie, 
Innego końca świata nie będzie.

Czesław Miłosz

I niech Was egzasperacja przed 21 grudnia nie dręczy. 
Wesołych Świąt i dobrego kolejnego roku - r.

 

2012-12-17 - Kosz ułomków. Nuda...

IKONKI_KOSZYK.jpg  Ze Słownika pojęć użytecznych, tłumaczącego myśl Leszka Kołakowskiego, a sporządzonego przez Barbarę Toruńczyk dla potrzeb wydawnictwa Zeszytów Literackich Leszek Kołakowski. Mądrość prawdziwa (Warszawa-Paryż, 2012) wypisuję fragment hasła "Sensu życia intensyfikacja":

[pisze LK] "Potrzeba zmienności nie jest zgodą na bezwolne poddawanie się losom, ale pragnieniem nowych tworzyw, które będzie można kształtować. [...] Psychicznym odbiciem zastoju będzie NUDA, upiór Baudelaire'a, potężna siła rozkładu życiowego,
SKŁANIAJĄCA CZASEM DO PRZEKŁADANIA ZMIAN NEGATYWNYCH NAD UTRWALONĄ NIEZMIENNOŚĆ.

"Pragniemy - tak ten ogień rozpala nam głowę - 
Paść w głąb otchłani - Piekła? Nieba? Mniejsza o to,
Byle znaleźć w Nieznanym coś, co będzie nowe!"

(Podróż, Ch. Baudelairetłum. M. Leśniewska)

A więc - precz z nudą!

 

2012-12-08 - Profesor Andrzej Szczeklik

W grudniu wspominamy tych, którzy nas w tym roku opuścili. 3 lutego odszedł profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Andrzej Szczeklik, wybitny klinicysta, naukowiec, zarazem lekarz o głębokiej wrażliwości na cierpienie chorego, ale także człowiek o głębokim rozumieniu naszej obecności 
w świecie, w społeczeństwie, kulturze.
Z postacią Profesora zetknąłem się nie poprzez szpital czy przychodnię, a przez... Zeszyty Literackie,
w których czasem publikował swoje małe eseje. Pamiętam, jak z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem opowieść o histerii, przedziwnej przypadłości (ta wędrująca macica!), jej triumfalnego królowania pośród chorób (?) XVIII i XIX wieku, i strącenia z piedestału przez nowoczesną medycynę, która odebrała histerii status samodzielnej jednostki nozologicznej. 
Myśląc o Profesorze Szczekliku trzeba przedstawić sobie kogoś głęboko zanurzonego zarówno 
w problemach współczesnej nauki (medycyny, genetyki), jak i dylematach współczesnego, często samotnego, opuszczonego człowieka. 

Niełatwo zdobyć w bibliotekach jego książki.
W końcu udało mi się przeczytać i Kore,
Nieśmiertelność. Wielka erudycja Profesora i znajomość Kultury w jej przelicznych odmianach, barwach przywodzi na myśl Wielkich Humanistów, ale ja wolę tu zacytować wierszyk krajan Demokryta, który AS powołuje, pisząc
o domniemanym spotkaniu Filozofa z Lekarzem Greków, Hipokratesem:
Oszalał ziomek nasz - z płaczem pisali -
ciągle tylko czyta i czyta
i to zepsuło rozum Demokryta.

Poznałem Profesora poprzez jego Pisanie o kulturze, sztuce, tradycji. Dziwna to znajomość z lekarzem.
Żałuję przecież, że nie dane było mi zostać jego pacjentem (co dopiero dziwnie brzmi).

Mała grecka dziewczynka Kore stoi w źrenicy naszego oka. W naszym oku jest cały świat, w nas jest cały Wszechświat. AS: "...i gdyby świat się kiedyś zagubił, w nas mógłby się odnaleźć i w nas odbudować". (fotos: net)

 


POZNAJCIE DZIEŁO WASZYCH MISTRZÓW, CZYTAJCIE ICH WNIKLIWIE.

WSZYSTKO, CO NAPISALI.

« Pierwsza  < 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 >