2012-08-06 - Waldek - Sokrates
W konkursie poetyckim PTSR Waldek R. otrzymał wyróżnienie
za ten oto wiersz:
Chwała Sokratesowi
Obserwując ludzkiego ciała
doskonałości i wady,
miał kiedyś Grek pewien
myśl bardzo udaną.
Człowiek ma dwoje oczu i uszu
a język tylko jeden,
by więcej oglądał i słuchał,
niż gadał po próżnicy.
Zgadzam się w pełni z tym
punktem widzenia.
Choć większość ludzi
ma zdanie odmienne.
Bez trudu więc znajdziesz
mistrza słowotoku,
rzadkością zaś człowiek,
potrafiący słuchać.
Pozdrawiam Cię, drogi Waldku i gratuluję sukcesu
na nowym polu poetyckim!
Wszyscyśmy winni Sokratowi
wdzięczność za tę prostą myśl.
Gdy dorobisz się kiedyś takiego nosa,
na pewno zamieszczę i Twoje zdjęcie.
2012-08-02 - Koszutka, Mariacka i okolice 4. Mózg(i)
Home, sweet home.
Na spotkaniu grupy TechMine w hotelu Angelo Piotr F., znany informatyk i uparty katowiczanin, a mój znajomy, mówi: - Czytam tego Twojego bloga-książkę, czy to prawda...?. - Tak - mowię. - I co, leczysz? - Tego się nie da wyleczyć, z tym trzeba żyć. - Dużo dobrego (taki sens łapię) - kiwa głową.
15 lat temu zachorowałem na sclerosis muliplex. Bez diagnozy i - wówczas - bez większych konsekwencji. Drugi raz - już zdefiniowany - w roku 2004. I tak już dziewiąty rok. Nie jest najgorzej (gdy porównać), ale czasem daje popalić. Na przykład dziś daje kurewsko. Długo w szafie. Bez taryfy ulgowej. W końcu uznałem, że ta szafa bez sensu.
Do rzeczy. TechMine to inicjatywa kilku paru młodszych i starszych, którym zależy na promowaniu innowacyjności i nowych technologii. Inicjują start-upy nowych technologii w regionie, chcą kojarzyć świeże pomysły i wolny kapitał. Większość mlodych ludzi, którzy w czwartek dyskutowali o crowd funding, to informatycy, programiści, inżynierowie. A ja pomyślałem o moich old-new technologies sprzed lat. Wróćmy więc na Koszutkę.
![]()
Moim pierwszym kompem była drewniana ramka z nanizanymi na nylonowe nitki kuleczkami. Przyjemny w tym kompie był odgłos: stuk-stuk, klik-klak. Jeden i jeden jest dwa, tram-tata, trzy i trzy jest sześć, trzeba by coś zjeść; przesuwamy i mamy... „Eee tam, człowiek szybciej liczy w głowie”. Każdy z nas miał takiego osobistego pomocnika, a na środku sali stało ono – wielkie klasowe Liczydło. Wielki Łamacz Kręgosłupów i Charakterów. Koło tortury. Prekursor wykrywacza kłamstw.
Wariantem liczydła dla dorosłych był suwak, dzielny nocny towarzysz mego ojca i wielkiej rzeszy innych ojców-techników-magistrów-inżynierów. Trzy białe drewienka, dwa stałe, a jedno ruchome, plastikowa szybka – ot, cała konstrukcja, a jak posunęła do przodu cywilizację. Żaden tam Einstein, tylko suwak. Spytajcie swojego dziadka albo wuja, to wam w mig wytłumaczą. To one robiły miliony małych kroków ludzkości, to dzięki nim, tylko i wyłącznie, Ludzkość uczyniła potem ten Krok większy.
Przesuwać te kulki i szybki fajnie było, ale po cichu, na zapleczu, za kulisami codziennego życia zrobiono: Mózg. Prawdziwy Elektronowy Mózg. Mózg błyskał światełkami, szumiał cichutko, chłodził się i wachlował, oddychał lodowatym, rześkim, wolnym od kurzu i roztoczy, bezbakteryjnym i bezwirusowym powietrzem, połykał na śniadanie i obiad kilometry taśm i tysiące kart. Inżynierowie, co ze łzami w oczach wspominali swoje niegdysiejsze suwaki, mówili na to hutniczo-metalurgicznie: wsad. Karmiło się też taki Mózg językiem, co samo w sobie było niezbyt logiczne, prawda, panie Chomsky? Chodzono wokół Mózgu z nabożną czcią, kapłani za zasłoną składali ofiary i od czasu do czasu starszy kapłan delficki, otumaniony wyziewami przynosił z jaskini Mózgu wróżbę-przepowiednię, czyli Wynik. Bywał bowiem ten Wynik równie nieodgadniony jak owo antyczne profetyczne wyznanie, a działo się tak, gdy mucha zatykała małą dziurkę na 37. metrze taśmy.
Czas przyspieszył, dni, miesiące i lata poczęły biec jak oszalałe: po Widmie, Komandorze, skośnookich Japończykach nawet kurz się nie ostał, jaskinię Mózgu przerobiono na przytulne pokoiki, a ja niosąc do domu ze sklepu mojego obecnego super-ultra-hipersprawnego, najnowocześniejszego kompa targam już przecież truchło i właściwie powinienem mu najpierw pogrzeb wyprawić niźli chrzciny.
foto: TechMine
!! polecam: http://chujowestartupy.pl/
Napisał w komentarzu Jurek S., (ważny) mój kolega wczesnoszkolny (pozdrawiam Cię Jurku):
"A jakże się suwak logarytmiczny zasłużył dla historii, w tym mojej historii! Dawno, dawno temu w IV L.O. (tzw. Jeszcze-Nowotce, w odróżnieniu od Już-Maczka) historii uczyła pewna włóczkowa pani (wszystko, co na sobie kiedykolwiek miała - sama sobie wydziergała)... [Owa Pani]: umysł miała dość nieścisły, bo dat się w historii nie dodaje, nie odejmuje, nie mnoży i nie dzieli, więc ścisły nie był jej do niczego potrzebny - tak sądziła. I tu wkraczał do akcji suwak logarytmiczny, a właściwie kolega Zbyszek z suwakiem, aby pomóc pani profesor wyliczyć średnią ocen każdego z nas na półrocze lub na koniec roku. Ponieważ suwak był dla pani przedmiotem bliżej nie znanym - ufała jego wyliczeniom bezgranicznie. Nie muszę dodawać [...] że ów suwak pozwolił mi (i nie tylko) ukończyć liceum we właściwym czasie i bez zbędnych historycznych dramatów. Dziś panią Paulę wspominam ciepło, bo życie nauczyło mnie, że ludzie naiwni - to najczęściej ludzie dobrzy (prawda - przyp. RL). Mam też nadzieję, że obyło się bez suwaka, gdy Pan Bóg przyjmował ją kilka lat temu do siebie. R.I.P.".
(fragment postu na FB)
2012-07-26 - Lipiec, więc Borne. Dzień Ostatni
A więc to już.
Wybrałem kilka perełek.
"Mężczyzna rano powinien być ogolony, wypachniony i lekko podpity"
"Ta mierna poetka Szymborska"
"Palenie i picie grozi życiem"
"Nie zabraliście mnie na kajaki, a teraz przychodzicie po pieniądze"
"To nie jest czerwone wino, to jest rosé, młody czlowieku. Przynieś czerwone"
I zamiast zakończenia "Lipca" fragment Wybranki Mero.
Koniec i bomba, a kto nie rozumie, ten trąba.
"Jak co roku po zakończeniu egzaminów maturalnych, gdy już ostatni abiturient opuści mury mojej szkoły, gdy już podpiszę wszystkie protokoły i większość bardziej lub mniej potrzebnych kuratoryjnych sprawozdań, biorę w rękę laskę, a w drugą parasol (jeśli na niebie kłębią się złowrogie chmury), do chlebaka wkładam małe składane krzesełko, czasem pelerynę, przygotowaną wcześniej kanapkę, butelkę wody, fajkę dobrze nabitą tytoniem, w końcu moją małą książeczkę, i ruszam starą ścieżką na drugi brzeg jeziora. Dotarcie na miejsce zajmuje mi ponad godzinę, muszę bowiem obejść wokoło stare, zarosłe zielskiem torfowisko. Popołudniowe słońce albo grzeje mocno, albo jest parno i zbiera się na deszcz, albo już pada; bywa też, że niebo cedzi ulewą. Niezależnie od pogody rozkładam turystyczny stołeczek i siadam u podnóża skarpy schodzącej stromo do dzikiej plaży nad małą zatoką, zarośniętą trzciną i tatarakiem.
Wschodnia strona Wyspy Konwaliowej oddalona jest od brzegu jeziora o jakiś kilometr i jeśli mamy dobrą pogodę dobrze stąd widać rosnące na ostrowi stare dęby i sosny. Majowych konwalii niestety nie da się dojrzeć, chociaż łąka nad jeziorem ma tam delikatną żółto-różową barwę (są, są takie konwalie). Nad wodą krąży mnóstwo ptaków, gdy szczęście dopisuje, widzę siwe czaple, jak dostojnie przepływają w przywyspowym powietrzu. Zapalam fajkę (jeśli silnie wieje od jeziora, trwa to dłuższą chwilę), otwieram moją mocno już podniszczoną książeczkę, kartkuję ostrożnie i czytam parę stron, od czasu do czasu patrząc na piasek na plaży. Czy spodziewam się coś zobaczyć? Tamte ślady i żółte sandały na brzegu? Czasami odruchowo spoglądam przez prawe ramię, czy aby na szczycie skarpy nie pojawi się znienacka stary dom z kamienia. Nie zjawia się nigdy, oni zresztą też nie, co mnie specjalnie nie dziwi, choć wiem, że pamięć i wyobraźnia chętnie podsunęłyby mi parę zupełnie rzeczywistych obrazów. Tak spędzam godzinę lub dwie, fajka dopala się, słońce gaśnie, deszcz – jeśli był – przycicha, ptaki powracają na Wyspę i w szuwary, a ja wędruję do naszego miasteczka. I tak rok w rok o tej samej porze...".
I tak rok w rok o tej samej porze.
2012-07-23 - Lipiec, więc Borne. Dzień 22.
W. ma letni kapelusik, spodnie podwinęła i wyciągnęła nogi na przedzie kajaka. Za chwilę ręką przysłoni oczy przed słońcem, które oświetli skrawek jeziora. J. ma na głowie coś, co przypomina marynarską czapkę, odłożył wiosło. Razem wyglądają jak z przedwojennej reklamy wakacji na Polesiu. Ona to Helena Grossówna, on - może Aleksander Żabczyński.
Przepływamy przez gęsty dywan nenufarów. Moja towarzyszka wyciąga rękę i usiłuje zerwać kwiat. Coś tam mówię o ochronie przyrody, macha ręką i za chwilę urywa biały kielich, potem jeszcze dwa żółte kaczeńce na krótkich kikutach. - Oui, mon capitán - biorę się do roboty. Rzeka już za nami, wypływamy na rozległą zieloną przestrzeń. Wiatr i lenistwo znoszą nas gdzieś na prawo. J. - żeby zakręcić - hamuje wiosłem, ja z drugiej strony zabieram mocniej wodę. Wracamy na kurs.
Wieczorem slyszę jak A. rozmawia przez telefon. - Czułam się dzisiaj jak normalny, zdrowy człowiek.
Jak można się nudzić,
Jak można marudzić,
Że świat jest smutny, że jest źle,
Nie rozumiem, nie.
Jak można faktycznie
Na świecie jest ślicznie.
Niech ten co gdera przyjdzie tu,
A ja powiem mu tak:
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal,
Gdy szumi, szumi woda i płynie sobie w dal.
Ach, jak przyjemnie, radosny płynie śpiew,
Że szumi, szumi woda i młoda szumi krew.
I tak uroczo, tak ochoczo serce bije w takt,
Gdy jest pogoda, szumi woda, tak nam mało brak do szczęścia!
Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal,
Gdy szumi, szumi woda i płynie sobie w dal.
To nie ja, ja bym nie umiał, to Starski i Wars.
http://www.youtube.com/watch?v=ObugQrkS7NM
2012-07-20 - Lipiec, więc Borne. Dzień 20. Zabawa
Mikrospołeczność, w której teraz przebywam zamknięty jakby pod kluczem, to zbiorowisko róznych ludzkich typów.
Jakżeby inczaczej. Spróbujmy na chwilę rozluźnić zasady i przyporządkować im postaci-bohaterów książek, filmów lub (rzadziej) realne/historyczne. Cóż, na zewnątrz pada (leje już trzeci tydzień), na obiad znów podadzą pangę, zwaną czasami rybą, więc wybaczcie niewinną, czasami nieco złośliwą zabawę. Siebie nie ominąłem.
A - S. Mądrala a. Harry P.
R - Draco Malfoy (patrz A.)
A - Mikołajek
R - kolega Mikołajka Ananiasz
W - Mary Poppins ;)
J - Dziewczyna z tatuażem
J - jeden z Trzystu Spartan, jakżeby inaczej
J II - Ania z Zielonego Wzgórza
K - Gilbert Blythe, jw.
K - Filipek z Rodziny Zastępczej
A - Pippi Langstrumpf zwana też Fizią Pończoszanką
T - Walentyna Tiereszkowa
W - Leon Zawodowiec
J - Sancho Pansa
T - Szewczyk Dratewka
K - Czerwony Kapturek
Z - Babcia z Czerwonego Kapturka
A - Wilk z ww.
PiH - Staś i Nel
D - Matka Chrzestna (Shrek II)
A - Lara Croft
M - kapitan Jack Sparrow
MiA - bracia Marx, Groucho i Chico
SiE - dzieci z Bullerbyn
PD - mix: Kate Middleton i E. II
SO - siostra Rached z Lotu nad kukułczym gniazdem
OD - dr H. Lecter
dM - dr House, wybitny diagnosta
dS - dr Ewa na wysuniętej placówce
rL - Terminator
rM - Robocop





