2012-10-01 - Koszutka, Mariacka i okolice 8. Żaba

 

W sobotę, 29 września, moja buda, VIII LO w Katowicach (popularny "Pieck"), świętowała 140-
i 90-lecie powstania (90 lat temu założono pierwsze polskie klasy). Ta I data trochę naciągnięta, ale nie aż tak bardzo. Wychodzi na to, że "Pieck" (obecnie "Skłodowska-Curie") to najstarsza średnia szkoła w w Katowicach i pozostawia za sobą "Mickiewicza" i "Kopernika".
Daty, nazwy... tak to jest na Pograniczu, nie wszystko się zgadza, nie zawsze 2 i 2 jest 4.
O sukcesie szkoły decyduje genius loci. To i budynek, i nauczyciele, i uczniowie (potem absolwenci). 
Dziś o jednym z pedagogicznych filarów - przez jednych uwielbianym, w innych budzącym niechęć lub wręcz grozę - profesorze Józefie Żabińskim, "Żabie".

pieck2.jpg

Rialto, jubileusz

IKONKI_DOMKI.jpg

Żaba

budził grozę. Szczególnie nas, pierwszaków, jego osoba napełniała rzeczywistym, paraliżującym lękiem. Starsze roczniki, maturzyści, jak na przykład klasa Pawła Wieczorka, brata Krzysztofa – mojego kolegi, patrzyły na nas z politowaniem. Po trzech z górą latach większość z nich znalazła w końcu sposób na przetrwanie, a byli i tacy – dość liczna podobno grupa – którzy w lekcjach historii znajdywali jakąś przyjemność. Przyjemność, której wtedy nie rozumiałem, chociaż sam przedmiot nawet lubiłem i uczyłbym się go chętnie, gdyby...

No właśnie – gdyby. Starsi uczniowie, a szczególnie czwartacy, mogli w lekcjach profesora Żabińskiego znajdować to, czego nie można było wówczas wyczytać z kart podręczników. Powstanie styczniowe utopione przez carat we krwi, wojna z bolszewikami w 1920, aneksja przez Sowietów naszych ziem wschodnich we wrześniu 39. roku – to były tematy, w których można było coś niecoś dopowiedzieć bystrym, poszukującym prawdy młodzieńcom i dorastającym myślącym pannom.  
Ale nam, niedorostkom, pozostawało odkrywanie zagadek piramid, pokazywanie palcem na mapie szlaku Aleksandra i przebiegu wojen punickich, ślęczenie nad wyimkami z Herodota i Swetoniusza.
W edukowaniu dwóch niższych roczników koncentrował się Żaba na wdrożeniu uczniów w gorset twardej dyscypliny i wtłoczeniu do opornych głów solidnych podstaw.

Miał brzydki obyczaj pastwienia się nad niektórymi z nas. Gnębił wtedy podpadniętego lub podpadniętą uporczywie, z jakąś dziwną zawziętością, kalecząc w dodatku i przekręcając nazwiska – do dziś nie wiem czy niedostatek rozumu, czy pracowitości były kryteriami tej jego dziwnej selekcji. Może wyczuwał w takich osobnikach nieusuwalny ahistoryzm? Uwziął się na przykład na Jacka Czakańskiego, naszego błyskotliwego laureata olimpiad: fizycznej i chemicznej, zarazem ucznia bardzo, ale to bardzo niewrażliwego na uroki historii. Olimpijczyka obroniła jednak pozycja naukowej gwiazdy i nic tu Żaba nie wskórał.

Był wysokim, postawnym mężczyzną. Gdy szedł szkolnym korytarzem, widać było z daleka jego falującą czuprynę. Przechadzał się wolno, dostojnie, z dużym skupieniem patrzył pod nogi, jeszcze uważniej schodził ze schodów. Stawiał wtedy stopy szeroko, a rozsuwając kolana i odchylając się lekko do tyłu osiągał względne poczucie stabilności – był krótkowidzem i miał koszmarnego zeza.

W klasie patrzył na nas zza grubych szkieł okularów w rogowych jasnobrązowych oprawkach. Uśmiechał się z rzadka, a jeżeli już uśmiech pojawił się na jego obliczu – był to raczej sardoniczny grymas i na ogół nie wróżył nic dobrego. Oddajmy jednak Żabie sprawiedliwość – miał piekielną inteligencję i, może złośliwe, ale jednak znaczne poczucie humoru.

Każda lekcja miała swój określony porządek i rytm. Żaba wchodził do klasy, patrząc ­– jak zwykle – pod nogi, siadał za katedrą, na której stawiał swą przepastną starą skórzaną torbę, sprawdzał bardzo dokładnie obecność, wychwytując różne niezgodności i dłuższe pauzy w przyswajaniu wiedzy historycznej, po czym rozpoczynał rzeź niewiniątek. Wywoływał  skazańca na środek klasy, zadawał mu kilka pytań, a w tym czasie sprawdzał zeszyt badanego (próbowaliśmy podejść Żabę różnymi złotymi myślami, typu Historia magistra vitae, wypisami z „Antologii Palatyńskiej” i mniej lub bardziej udolnie naszkicowanymi wizerunkami Klio, jednak starszy pan był nieprzemakalny na takie zagrywki). Brak odpowiedzi, bełkot lub wypływanie na szerokiego przestwór oceanu kwitował ironicznym grymasem od ucha do ucha, po czym zaczynał szukać w klasie ofiary, która naprawi błędy swego poprzednika. I tu kolejna katastrofa – konia z rzędem temu, kto zgadł, kogo naprawdę wskazywał Żaba.

…Na przełomie mojej drugiej i trzeciej klasy Żaba odszedł ze szkoły. Był zbyt niezależny? Chodził własnymi drogami? My przecież odetchnęliśmy z ulgą. Słyszałem, że pojawił się potem w „Konopnickiej”. Spotkałem po latach Elżbietę, jego córkę, także uczennicę naszego liceum. Uprzejmie wspomniałem, że jej ojciec był ongiś moim preceptorem w „Piecku”. Profesor Żabiński nie żył już wtedy od dawna.
Le style c’est l’homme. Ale to pojąłem już później.

Ryszard Lenc, matura 1974 (pisane kiedyś tam do biuletynu szkolnego).

Dopiszę jeszcze kiedyś parę pikantych anegdot o Żabie. Le style c’est l’homme. 

  1 komentarz  | 
  • Autokomentarz - Użytkownik: r, 2012-10-01 22:19:43
    Dla Jurka S. :)

2012-09-20 - Kosz ułomków. Gautama

IKONKI_KOSZYK.jpg Dla mędrców buddyjskich, a zapewne dla samego Gautamy świat, jaki z doświadczenia znamy, jest tylko nieszczęściem i bólem, wyzwolenie czy zbawienie na tym jeno polega, by go porzucić.

W: Leszek Kołakowski, Leibniz i Hiob.

  1 komentarz  | 
  • Wiliam - Użytkownik: Stiv, 2012-09-21 11:25:18
    Tyleż ze smutku, co z radości
    Stworzono każdej duszy włości;
    Tam, więc, gdzie teraz smutek gości,
    I radość pomknie ku wolności.

    Wiliam Blake

2012-09-13 - Stefan, podróżnik polski nizinny

Stefan Orzechowski, kolega mój, członek sławnej z mądrości i wyjątkowego gadulstwa międzynarodowej, a wywodzącej się z Katowic internetowej grupy "Bleblandia", psycholog więzienny, autor wierszy, już niestety emeryt, ale przed wszystkim podróżnik po Polsce mało znanej, a bardzo pięknej zawitał w tym roku na wschodnie rubieże, odwiedzając swych trzech przyjaciół, których los zagnał w tamte strony. Nazwał to "Krucjatą Ściany Wschodniej", co brzmi może nieco ryzykownie.
Kto jest na liście mailowej Sfetana, ten dostał pakiet dziewięciu listów. Podróż rozpoczęła się w Siedlcach, zakończyła nad Biebrzą.
Z długiej, przetykanej anegdotami, zdjęciami, dygresjami, meandrującej opowieści wybieram krótki fragment o Tykocinie, kapkę skracając i obcinając wykrzykniki oraz multikropki (Stefan to przykład człowieka, który jak mówi, tak pisze, co jest właściwe urodzonym gawędziarzom).

"Białystok był  przybudówką do Tykocina, a to za sprawą mariaży rodziny Czarneckich, Branickich i Poniatowskich. Tykocin rządził, a Białystok był składem i zapleczem magazynowym. Podobnie jest z sejmem i posłami... Tak to zreszta jest, jak osiemnastka (Izabela Poniatowska) wychodzi za 59-latka (Jan Klemens Branicki)  z miłosci, a nie dla pieniedzy... Co zostaje?... (dlatego odrzuciłem wszystkie podobne propozycje) ...odbudowa i stawianie wież i dzwonnic, i pała-cyk(a)... ale za to jakiego!  
Wersal Podlasia - tak go zwano. Ogladaliśmy więc miasto dwa dni, ale w sentymentalną podróż Hiacynt zabrał nas do Tykocina... Cóz za widoki, klimat i przeżycia! Tykocin, podobnie jak obecna stolica Polski (i wiele co znaczniejszych miast), był lokowany na prawie chełmińskim, co dla miast było korzystniejsze od np. prawa pruskiego; zresztą była to odmiana prawa magdeburskiego, a to już było coś! 
Tykocin w XVII wieku miał jeden z najpotężniejszych zamków w Europie, a ostatni z Jagiellonów i Stefan Batory mieli tam skarbiec królewski i zbrojownię królewską. Zamku nie ma, budują de novo atrapę jak w Trokach, na szczęście rzeka Narew została. 
Miasto, głównie dla mnie, było i jest przykładem tolerancyjnosci religijnej i kulturowej. Pół miasta było żydowskie, pół polskie. Byli też wyznawcy prawosławia ze swą cerkwią i wyznawcy islamu w postaci wojsk tatarskich sprzymierzonych z polską armią. Nikt nikomu bomb nie podkładał, a i dziś potomkowie żyją zgodnie, żeniąc sie miedzy sobą. Wsłuchiwałem się w mieście i na rynku w "różne zaśpiewy językowe", czegoś tak pięknego, pewnie za życia, już nie usłyszę w kraju...
Obejrzeliśmy jedną z największych w Polsce, z zachowanych, synagog. Bajka!".

Synagoga_Tykocin.JPG

Tak dalej, Stefan. Ruszaj znowu w drogę! Hit the road! Takich podróżników polskich nam trzeba. Bruce Chatwin byłby z Ciebie dumny. Nawiasem mówiąc - znasz Patagonię Chatwina? Bajka!

  3 komentarze  | 
  • wędrówki - Użytkownik: Małgorzata, 2017-05-06 18:47:20
    ... Od ubiegłego roku jestem, jak to nazwałeś, na liście mailowej Stefka, i z wielką przyjemnością czytam te świetnie napisane, opatrzone zdjęciami reportaże z wędrówek po kraju ...
  • Tykocin - Użytkownik: Stiv, 2012-09-17 21:16:02
    Nie zamieściłem zdjęć zamku gdyż byłem zbulwersowany tym co zrobiono z ruinami.
    zamierzam kontynuować zwiedzanie ściany wschodniej, tym razem "w dół"... na trasie, tak gdzieś... Zamość - Przemyśl. Dzięki za miłe słowa Rychu! Wiedziałem, iż jestem gadułą, a nie wiedziałem (że za A. Kempisem powiem) że gawędziarzem też...
    Stefan.
  • Zaproszenie, test - Użytkownik: R. Test, 2012-09-14 09:18:13
    Od dzisiaj można dodawać komentarze. :)
    Teksty zawierające wulgaryzmy, sprzeczne z dobrymi obyczajami będą usuwane.
    Moduł jest obecnie testowany. RL.

2012-09-11 - Amputacje

J-Korwin-M pisze/mówi, że odczuwa dyskomfort estetyczny, gdy w TV (musi?) oglądać niepełnosprawnych, bez rąk, nóg, z różnymi dysfunkcjami i obrzydliwymi skazami ciała. "Niechże sobie grają, ale na bocznych boiskach, nie w świetle stadionów, a już broń Boże na tej tzw. paraolimpiadzie.

Otóż ja myślę, że pan JKM może na swoim bocznym boisku (blogu) uprawiać co tam chce, ale dla mnie jego popisy w świetle kamer studia TV są mało estetyczne i ja tego oglądać nie chcę. Ponieważ ma wysoce nieestetczną skazę umysłu. Podejrzewam nawet amputację.

IKONKI_!1.jpg dla pani K-nomen omen Korwin-P. za udział w programie T. Lisa.

2012-09-08 - Mariacka, Koszutka i okolice 7. "W Palestynie same świnie"

IKONKI_DOMKI.jpg

Jakoś tak pokrzykiwali do Marka Sobelmana z Sosnowca chłopcy na podwórku, a był rok 1968. Cóż więc zrobił Marek i parę tysięcy młodych chłopaków i dziewcząt, ich rodziców i znajomych? Wyjechał z Polski, jako bezpaństwowiec, bo na pożegnanie zabierano polskim Żydom nie tylko mieszkania, także polskie obywatelstwo.
Krążył wtedy taki dowcip (szmonces): kto zostanie w Polsce, gdy otworzą granice i wszyscy będą mogli wyjechać? Polscy Żydzi, którzy będą chcieli udowodnić, że nie są Żydami...
"Syjon z kropką". 
Syjoniści do Syjamu. 
Na Olimpiadzie w Meksyku młoda, ale doskonała i już sławna sportsmenka Irena K. biegnąc w sztafecie 4 x 100 m upuściła pałeczkę. Sztafetę zdyskwalifikowano, a na Irenę K. rzucono stek wyzwisk i niewybrednych oskarżeń o zdradę narodu polskiego. 

O tych paskudnych czasach mówiono na spotkaniu "Utracone nadzieje", zorganizowanym 6 września w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, gdzie trafiłem dzięki zaproszeniu Jacka Schatza, socjologa, konsultanta, emigranta z Katowic, obecnie mieszkającego na południu Szwecji. Którego poznałem parę miesięcy temu i z którym postanowiliśmy przyczynić się wspólnie (tak trzeba) do należytego wspomnienia Marca 68 (niebawem 45. rocznica).

DSC00133.JPG

 

 Z Jackiem Schatzem i panią prokurator z IPN.

 

 

 

Ada Wolfstein podpisuje swoją i Eloe Laiken książkę Scenariusz pisany życiem, wyd. MG w Bytomiu oraz IPN w K-cach:

DSC001351.JPG

Po II wojnie światowej z 3,5-milionowej populacji pozostało przy życiu ok. 150 tys. polskich Żydów. Niebawem z Rosji radzieckiej przybyło kolejne 100 tysięcy; szacuje się więc, że nową rzeczywistość rozpoczęło w nowych granicach i nowej rzeczywistości 250 tys. Żydów. Po pogromie kieleckim i innych wydarzeniach końca lat 40., po rozluźnieniu granic i eksodusie 56. roku, po wyjazdach na poczatku lat 60. w Polsce 1967/68 zostało raptem 25 tys. osób, które przyznawały się do pochodzenia żydowskiego. Po wydarzeniach marcowych ("Wiesław jak Faraon popędził nas precz") zostało ich 5 tysięcy, może mniej.

To co działo się po wojnie sześciodniowej, gdzie "nasi Żydzi" pędzili kota "ich Arabom" (tak mówiła polska ulica), po słynnym przemówieniu tow. Wiesława w Sali Kongresowej 19 marca 68. r., gdzie Gomułka wyklinał syjonistów, studentów, rewizjonistów - wiemy dzięki pracy wielu historyków. Pozostaje to, co najważniejsze - klimat tamtych lat, ludzkie odczucia, emocje, to wszystko, czego nie da się odszukać na półkach przykurzonych archiwów.

I ci, którzy zjechali do Bytomia z Polski i całej Europy, wspominają: rozumieli nas tylko koledzy Ślązacy, bo ich też władza ludowa prześladowała; mój kolega z ławki, Ślązak, nazywał się "Żydziok", siedzieliśmy więc: ja Żyd i on Żydziok; w TSKŻ uczył nas rysunku Duda-Gracz, wtedy absolwent liceum plastycznego... Ilu ludzi, tyle różnych wspomnień. Różnych. Dla jednych czas ugruntowania przyjaźni, wierności, dla innych tylko czas pogardy. Polacy - przyjaciele odprowadzający na Dworzec Gdański i ci wprowadzający się chyłkiem do opuszczonych mieszkań (tak przeniknął do mieszkania naprzeciwko partyjny działacz szczebla dzielnicowego, p. G., z rodziną, po tym jak państwo Iwanowscy pojechali w długą podróż do Izraela). Pani dziekan po kryjomu wydająca zaświadczenie o studiowaniu i pan dziekan wyrzucający Polaka-Żyda studenta za drzwi...

Przeczytajcie koniecznie Życie przecięte. Opowieści pokolenia Marca Ireny Wiszniewicz (już niestety nieżyjącej), która z mozołem spisała wspomnienia tych, którzy wtedy wyjechali. IKONKI_!1.jpg

Cóż, nie jest i nie było to wszystko proste...
Jacek Kaczmarski: Opowieść pewnego emigranta, http://www.youtube.com/watch?v=KV4Rg2UFN0o

Kiedyś napisałem taką etiudę, luźny szkic opowiadania. 
Starsza pani z tej opowiesci to babcia Iwanowska. Wyjechała cała rodzina. I Ania, śliczna kruczowłosa dziewczyna. Nie, nie to, co myślicie. Anka miała 16 lat, ja - 13. Widywałem jakiś czas jej chłopaka, przychodził i patrzył w to okno. Potem znikął.

pdf Pierwsza lalka.pdf

PS
Jurek Sysak, słusznie zauważając: "jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym nadal się śpiewa pieśni w języku jidisz, a na pewno jedynym, w którym śpiewa się je trochę po polsku, a trochę w jidisz", zamiast komentarza podesłał mi taki link - http://vimeo.com/48260938. Śpiewa Lena Piękniewska.

PS2
Już wkrótce dodam do blogu moduł komentarzy...

 

 

 

« Pierwsza  < 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 >