2014-02-26 - Alarmująco. O filozofii

W świecie, gdzie rządzą specjaliści od techniki, ekonomii, informacji, wszelakich nauk ścisłych, rola humanistyki i humanistów słabnie z sposób zatrważający. Już nie tylko małe humanistyki, te badające np. kulturę sumeryjską lub zaginiony język Ameryki Środkowej, są zagrożone. Dzwon bije z niepokojem Wielkim Filologiom, Socjologii, Kulturoznawstwu... Szczególnie zaś głośno alarmuje, patrząc na to, co dzieje się z Filozofią. Tą dyscypliną, której dyskurs oparty jest na słowie DLACZEGO, nie zaś tylko na słowie JAK.
Bo cóż z tego, że wiemy (z grubsza) kim był Arystoteles, Platon, Kartezjusz. Nie ma filozofii w liceach, niedługo zniknąć może z kursów uniwersyteckich. I kto wtedy powie nam, kim/czym był(a) Spinoza? 
Pierwsze tegoroczne spotkanie Śląskiego Klubu Profesorskiego poświęcone było tzw. białostockiemu precedensowi. W listopadzie ub. roku Rada Naukowa Instytutu Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku opowiedziała się za tym, aby przyszłoroczny nabór na kierunek Filozofia był OSTATNIM.
Zdecydowano o likwidacji studiów z powodu ich "nierentowności". 

Do minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej trafił list, w którym przedstawiciele świata nauki, kultury i sztuki bronią filozofii: 
"Bez filozofii akademia spadnie do pozycji szkoły zawodowej. W całej Polsce - z wyjątkiem Krakowa, Poznania i Warszawy - sytuacja finansowa studiów filozoficznych jest tragiczna. Wydziały filozofii zostały w ciągu dwóch ostatnich lat spauperyzowane przez wprowadzenie opłat za drugi kierunek studiów oraz oparcie finansowania działalności szkół wyższych na przelicznikach ilościowych. [...] Inne kierunki humanistyczne wcale nie mają się lepiej. Z podobnymi trudnościami zmagają się historia, filologia klasyczna, historia sztuki, czasem nawet socjologia. [...] To, co dziś spotyka filozofię w Białymstoku, zagraża większości wydziałów humanistycznych w Polsce...".

logo_SlaskiKlubProfesorski-male1.jpg
Na spotkaniu ŚKP panelowymi obrońcami Filozofii byli: prof. prof. Jan Woleński (Kraków), Tadeusz Sławek, Bogdan Dembiński i Marek Rembierz (Katowice). Jak zwykle słowo wstępne i moderację podrzucił Krzysztof Wieczorek. Inni obrońcy królowej nauk, wśród nich dużo młodych osób, siedzieli na sali. Było to "spotkanie" a nie dyskusja, bowiem nie ma sporu, gdy wszyscy są zgodni.
Tak, w tym środowisku jest powszechna zgoda co do konieczności obrony cywilizacyjno-kulturowych pryncypiów, wśród których obecność kursu filozofii w programie studiów uniewersyteckich jest OBOWIĄZKIEM. Filoozofia jest wpisana w uniwersyteckie curriculum.
Pytanie jednak, co myślą inni?
 Zasada domina jest prosta. Wystarczy pchnąć pierwszy klocek.

Dlaczego potrzebna nam jest Filozofia i filozofowanie o życiu, bycie, Bogu, materii, świecie, ludziach? Jest taki wiersz Konstantinosa Kawafisa, w którym cytuje on pewnego Greka, Filostratosa.

Bogowie wiedzą, co będzie; ludzie widzą, co jest;
lecz co ma się stać zaraz, przewidują i mędrcy.
Filostratos, Żywot Apoloniusza z Tyany, VIII, 7

Co stanie się zaraz – i mędrcy

Ludzie wiedzą zaledwie, co dzieje się tu i teraz.
Wszechoświeceni bogowie – co stanie się w przyszłości.
Lecz co stanie się zaraz, kiedy już ma się stać,
przewidują i mędrcy.
Nieraz z głębokiej zadumy wyrywa ich nagle coś,
co każe im nasłuchiwać,
i słyszą wtedy kroki nadchodzących wydarzeń,
podczas gdy ludzie wokół
nie słyszą nic w ogóle.

(tłum. A. Libera)

Wystarczy wmyśleć się w sens słowa ZARAZ.

Wysłuchał  wystąpień na ŚkP i spisał  dla Was Mambo Spinoza.

Wolenski.jpg

Siedzą od lewej: Wieczorek, Dembiński, Sławek, Woleński, Rembierz (CINiBA, 26 lutego 2014r.)

  1 komentarz  | 
  • Pomiędzy - Użytkownik: rl, 2014-03-02 09:40:09
    Arystoteles bowiem uważał, że istnieją trzy rodzaje bytów: bogowie, ludzie i boscy mężowie (jak Pitagoras).
    Filozof byłby takim boskim mężem. Czy każdy jednak?

2014-02-23 - Koszutka, Mariacka i okolice 19. Życie kryminalne cd

IKONKI_DOMKI.jpg (W dalszym ciągu jesteśmy przed tamtą wojną)

List gończy Komendy Policji za niejakim Nikiforem Maruszeczko z nagrodą 1000 zł pojawił się w miastach województwa śląskiego na przełomie 1937 i 1938 roku[1]. Bowiem w grudniu, poszukiwany już wcześniej Nikifor Maruszeczko, vel Marian Sikora, vel Florian Sikora, vel Stanisław Garlej, napadł w Załężu na restauratora Gałuszkę, obrabował go i zabił jego żonę, Wiktorię, a dwie inne osoby ciężko ranił. Dwa miesiące wcześniej zastrzelił w Parku Kościuszki alfonsa, niejakiego Rothera. Liczba ofiar (w tym dwóch policjantów) Maruszeczki wzrosła tym samym do siedmiu.

Z Katowic Nikifor Maruszeczko pojechał do Bielska, gdzie okradł kasę Spółdzielni Inwalidów (inne źródła mówią także o napadzie na sklep tytoniowy) i 15 (lub 8) stycznia późnym wieczorem pojawił się, kompletnie pijany, w hotelu „Pod Orłem”, w dzielnicy Biała Krakowska, na balu karnawałowym. Tu wszczął awanturę, postrzelił policjanta, któremu jednak, przy pomocy pracowników hotelu, taksówkarzy oraz przechodniów udało się w końcu obezwładnić mężczyznę.

Jakież było zdziwienie, gdy okazało się, że zatrzymanym jest sam Nikifor Florian Maruszeczko, najbardziej poszukiwany w regionie przestępca (pisze się także, że jednak został rozpoznany, właśnie dzięki owemu listowi gończemu, rozkolportowanemu w całym województwie). Który tyle już razy wystrychnął na dudka policję, kilka razy zwiał bezczelnie z aresztów i więzień, o którym śpiewano piosenki i którym straszono dzieci. Tym razem policja była czujna i uważna. Z Katowic przyjechał sam nadkomisarz Brodniewicz. Towarzyszyli mu śledczy Czylok i Wiśniowski, którzy tropili bandytę od dawna.

Jeden dzień trwał proces i 24 lutego Sąd Okręgowy w Katowicach skazał Maruszeczkę na karę śmierci. Apelacja został odrzucona, prezydent RP nie skorzystał z prawa łaski i 8 sierpnia 1938 roku powieszono mordercę w warszawskim więzieniu. Liczył sobie wówczas zaledwie 25 lat. Na procesie miał powiedzieć: „Kto mnie goni, szuka śmierci”. Zanotowano też takie zdanie: „Zaznaczam, że żal mi jest osób cywilnych, lecz policjantów wcale mi nie żal, gdyż stale mnie prześladowali…”. Niezbyt wysoki, ale przystojny - tak uważały kobiety - nosił się elegancko, był chyba jednak dość prymitywnym człowiekiem, zwykłym, pospolitym bandziorem. Mordował bez skrupułów, także przypadkowych ludzi - w Katowicach zabił chłopaka i dziewczynę. „Najpierw strzelał[2], potem pytał. Jeśli wcześniej nie zabił”. Nasz rodzimy John Dillinger.
Mała, zgniła śliwka. Losu drugiego poszukiwanego, Józefa Kaszewiaka, także groźnego bandyty, nie udało mi się ustalić.

Statystyka przestępczości za rok 1933 (województwo śląskie)[3]

Przestępstwa:
            2 morderstwa
            1765 kradzieży
            869 kradzieży z włamaniem
            760 fałszerstw pieniędzy i papierów wartościowych
            206 uszkodzeń cielesnych
            80 przypadków przemytu
            36 przypadków zdrady głównej
            10 przypadków szpiegostwa

Wykroczenia:
            przekroczenie przepisów handlowo-administracyjnych (1049)
            włóczęgostwo i żebranina (924)
            przekroczenia meldunkowe (529)
            opilstwo (786)
            krzywoprzysięstwo (68)
 

Uderza liczba fałszerstw pieniędzy, ale pamiętajmy, jakie to były czasy, a region był nadgraniczny. Są tu pozycje egzotyczne (zdrada główna) oraz egzotycznie brzmiące, a dziwnie znajome (opilstwo, krzywoprzysięstwo).

Przeskoczmy do czasów współczesnych; oto wnioski z raportu PwC[4]:

„Rezultaty badań wskazują, że Katowice powinny zdobyć się na większy wysiłek w celu zapewnienia mieszkańcom i odwiedzającym odpowiedniego poczucia bezpieczeństwa. Przestępczość w mieście utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, a liczba kolizji i wypadków drogowych została odnotowana powyżej przeciętnej dla badanych miast. […]
Katowice nie są miastem szczególnie bezpiecznym, co odnotowaliśmy przy okazji pomiaru Kapitału Jakości Życia. Wydatki miasta na bezpieczeństwo, liczba policjantów i strażników miejskich nie należą do najwyższych pośród porównywanych miast. Wykrywalność przestępstw również kształtuje się na poziomie niższym niż przeciętna”. Hm...



[1] 1400 złotych zarabiał wtedy miesięcznie prezydent miasta, 1000 złotych nie była to mała kwota.

[2] pistoletem Sauer und Sohn-Suhl, kaliber 7,65. „Gdy w roku 1751 zakładano przedsiębiorstwo J. P. Sauer & Sohn w Suhl, nikt chyba nie przypuszczał, że stanie się ono synonimem wysokiej jakości broni, znajdującym uznanie na całym świecie. Przodujące rozwiązania i wiele patentów są dowodem kreatywności i powodzenia 250-letniej polityki firmy. Produkty firmy Sauer & Sohn wytwarzane są z zastosowaniem najnowocześniejszych technologii, według wymagań stawianych obecnie przez rynek. Przykłady rozwoju firmy z dawnych lat dowodzą, że posiadanie broni Sauer już od dawna było czymś wyjątkowym”. (za: www.szuster.com.pl)

[3] W. Janota, cytowane w poprzednim odcinku

[4] Raport na temat wielkich miast Polski, Lata 2006-2010, PriceWaterhouseCoopers, 2011

2014-02-15 - Koszutka, Mariacka i okolice 18. Życie kryminalne

IKONKI_DOMKI.jpg (Jesteśmy przed tamtą wojną)

Sztylet wyrwał ją ze szpon alfonsa. Spowiedź morderczyni.

Dziś sędzia śledczy dr. Zdankiewicz przesłuchiwał morderczynię, Teklę Rudównę z Katowic, która dnia 4 marca br. zabiła sztyletem Adolfa Żurka z Katowic. Morderczyni zeznaje, że działała we własnej obronie. Twierdzi mianowicie, iż jest kobietą lekkich obyczajów i dnia poprzedniego do godz. 4-tej rano spędziła w towarzystwie pewnego wojskowego. Gdy ten o godz. 4-tej opuścił jej mieszkanie, napotkała na ulicy swego kochanka Adolfa Żurka, który bez powodu znęcał się nad nią bił ją i kopał, tak, że utraciła przytomność. Gdy nadszedł policjant, odprowadzono ją do jej mieszkania. Po pewnej chwili w obecności policjanta przybył do jej mieszkania ponownie Żurek i w pewnej chwili chciał się na nią znów rzucić, i wtenczas wzięła ona sztylet i zadała śp. Adolfowi Żurkowi śmiertelny cios. Stało się to w obecności policjanta. Nieporozumienie pomiędzy niemi powstało z tego powodu, iż nie zgodziła się z nim na obcowanie. Dnia 5-maja odbyła się sekcja zwłok, która wykazała, że śp. Adolf Żurek miał rozprute płuca[1].

To z przedwojennej kroniki. I chociaż tu, w Katowicach, nie ma wojen gangów, napadów na banki w biały dzień, szaleńczych rajdów policyjnych wozów, nie ma NYPD ani CSI, nie ma też - tak sądzę - zbyt wielu wyrafinowanych przestępców, bo chociaż to nie jest Wielkie Jabłko, a raczej Mała Śliwka, to przecież i my także (niestety) mieliśmy i nadal mamy swoje Życie Kryminalne. Łotrem nad łotrami był kiedyś niejaki Nikifor Maruszeczko, którego bandyckie wyczyny mroziły przed wojną serca katowiczan... O tym w następnym odcinku.



[1] Za: W. Janota, Katowice między wojnami. Miasto i jego sprawy 1922-1933, wyd. Księży Młyn Dom Wydawniczy, Łódź 2010. Więcej takich książek o naszej nie tak dawnej, a często mocno zakrytej historii.

 

 

2014-02-10 - Wózek też może

Jeff Jefferies: Po co ktoś wychodzi trzy razy z mieszkania
w deszczową noc, niosąc walizkę i trzy razy wraca?
Lisa Fremont: Lubi sposób, w jaki wita go jego żona.
Jeff Jefferies: Nie, nie. Nie ta żona.
I czemu nie poszedł dziś do pracy?
Lisa Fremont: Praca domowa. Jest o wiele ciekawsza.
Jeff Jefferies: Co jest ciekawego w rzeźnickim nożu i małej pile, 
owiniętych w gazetę?
Lisa Fremont: Dzięki Bogu, nic.
Jeff Jefferies: Czemu przez cały dzień, nie był w sypialni żony?
Lisa Fremont: Na to ci nie odpowiem.
Jeff Jefferies: Ale za to ja ci odpowiem, Lisa.
Coś tu jest strasznie nie w porządku.

okno_na_podworze_004.jpg

W tym fragmencie ścieżki dialogowej „Okna na podwórze”[1], filmu Alfreda Hitchcocka z 1954 roku, L.B. Jeff Jefferies (nieco tutaj pretensjonalny James Stewart) po raz pierwszy zwierza się swej uroczej narzeczonej Lizie Carol Fremont (w tej roli urocza Grace Kelly) ze swych niepokojów i podejrzeń. Sytuacja przedstawia się tak. Jeff, fotograf i obieżyświat, unieruchomiony na wózku inwalidzkim po wypadku, spędza czas podglądając życie sąsiadów (siedząc całymi dniami w tytułowym oknie na podwórze). Mija szósty tydzień przymusowej bezczynności, gdy któregoś dnia Jeff spostrzega dziwne zachowanie mężczyzny w mieszkaniu naprzeciwko. Wygląda na to, poszlaki na to wskazują, że niejaki Lars Thorwald zamordował swoją żonę, jej zwłoki poćwiartował (!) i usunął z mieszkania. W tle, a jakże, ta druga kobieta. Znajomy policjant wyśmiewa Jeffa, ale narzeczona i pielęgniarka firmy ubezpieczeniowej podzielają w końcu podejrzenia fotografa. Następuje seria wypadków, które doprowadzają do mrożącego krew w żyłach - dla Jeffa i Lizy - finału.
 

Dedykuję wszystkim wózkowiczom. Z tej perspektywy też można co nieco dokonać. ;)

 


[1] Okno na podwórze (Rear window), 1954 r. Reżyseria: Alfred Hitchcock, scenariusz: John Michael Hayes, muzyka: Franz Waxman, zdjęcia: Robert Burks. Obsada: James Stewart, Grace Kelly, Thelma Ritter, Wendell Corell i in. Na podstawie opowiadania Cornell Woolrich, It had to be murder. 3 nominacje do Oskara w 1955 roku (najlepszy: reżyser, scenariusz, zdjęcia).

 

 

2014-01-31 - Gość bloga. Stefan Orzechowski

Jeśli czegoś szukasz w internecie, jest człowiek, który Ci w mig i bezbłędnie podpowie, czy, gdzie i kiedy.
Jeśli w sejfie w Menlo Park przechowywany jest wzorzec "Facebook User", znam człowieka, który pozował artyście, wynajętemu przez Marka Z. Jeśli sądzisz, że spędzasz dużo czasu przed kompem - wyluzuj, jest człowiek, który zawsze spędzi o tę jedną minutę więcej. A bierze się to nie z manikalnej obsesji (chociaż...), a z łapczywej zachłanności, ciekawości świata. Przy tym brat-łata, uczynny i skory do pomocy, jak nikt inny. To Stefan O. Który przysłał mi mądrościowy tekścik (tu fragment), skompilowany zapewne (jakżeby inaczej) z internetowych fraz. Ta "gnomiczność" jest przecież esencją Facebooka.
Taka jednak różnica między Stevem a innym szperaczami, że jest on prawdziwym erudytą. Jego internet naprawdę czegoś nauczył i wciąż uczy.

G.jpgość bloga, czyli mądrości przesłane przez S.O.

Ktoś, chyba niezbyt trzeźwy, nazwał mnie ostatnim człowiekiem renesansu bo i poezja, i dramat, i malarstwo, a jeszcze technika, filozofia, agricola i wiele innych. Wszystko po równo uprawiałem, i zgłębić chciałem. Chcąc zrozumieć, co sie wokół dzieje wyszedłem od miłości , która jest nade wszystko. Przebaczenie, pomyślałem,  ulży ci w życiu, nigdy nie jest za wcześnie, jak również za późno, by zacząć przebaczać - dlatego na koniec poszukiwań straconego siebie - zacząłem, niejako - błogosławić:

  • Błogosławieni, którzy umieją się z siebie śmiać; ich radość nie będzie miała końca.
  • Błogosławieni, którzy potrafią powiedzieć: "małe, a cieszy"; oszczędzone będzie im wiele trudu.
  • Błogosławieni, którzy wiedzą jak odpuścić, nie czekając na przeprosiny; oni kroczą ścieżką mądrości.
  • Błogosławieni, którzy wiedzą, kiedy ucichnąć i słuchać; oni dowiedzą się wielu nowych rzeczy.
  • Błogosławieni, którzy mają na tyle zdrowego rozsądku, by nie traktować siebie zbyt serio; docenią to wszyscy wokół nich.
  • Szczęśliwi, którzy poważnie podchodzą do rzeczy drobnych, a poważne problemy przyjmują spokojnie; daleko zajdą w życiu.
  • Szczęśliwi, którzy umieją docenić uśmiech i nie pamiętaja wybuchów złości; będą kroczyć zawsze po słonecznej stronie ulicy.
  • Szczęśliwi, którzy są mili i rozumieją nastroje innych; wszystko będzie dla nich jasne.
  • Błogosławieni, którzy myślą, zanim coś zrobią, i modlą się, zanim pomyślą; nie popełnią wielu głupstw.
  • Szczęsliwi, którzy wiedzą, jak trzymać język za zębami i się usmiechać; pokój zamieszka na stałe w ich duszy.

I tak mi zostało...

Stefan.

PS. „Ponieważ nie można ciagle pić, więc czasami się dokształcam”. (B. Hrabal)

Kto ma konto na Fejsie, niech zostanie kumplem Stefana, a on Ci pokaże: stare kościoły i kapliczki w malarstiwie polskim, unikalne fotografie Audrey Hepburn, samochody i motocykle z lat 20., chatki, chatynki i domki na starych fotografiach z XIX w., kruka w stu odmianach i kulturowych odsłonach oraz 1000 innych tym podobnych, a wszystko jednego dnia, przedpołudniem. Po południu ciąg dalszy. 

 

 

  3 komentarze  | 
  • odp. - Użytkownik: Małgorzata, 2017-05-06 16:10:35
    Wszystko napisałeś Ryszardzie... Nic dodawać nie trzeba ... Taki jest Stefek .... I Najwyższemu dziękuję, że jest moim PRZYJACIELEM ...
  • Tak tak - Użytkownik: rl, 2014-02-10 20:24:30
    That's right. :)
  • Gość bloga. - Użytkownik: Syso, 2014-02-03 09:16:14
    Cóż... Wpadłem w tę miłą pułapkę... Dałem się wciągnąć w jakąś dyskusję i przybył mi niezwykle absorbujący "znajomy" na facebooku :-) Potwierdzam każde słowo autora o Stefanie O. i z aprobatą czytam owo nowe "kazanie na górze", które zgrabnie wymyślił sobie i innym. I choć już kilka razy prowokował mnie do spotkania w "realu" na piwie, to przecież - jak wszyscy - czytałem "Małego Księcia", a najbardziej w pamięć zapadło mi takie z niego zdanie: "Gwiazdy są piękne, ponieważ na jednej z nich istnieje kwiat, którego nie widać." Tak, to bardzo ładna gwiazda...
« Pierwsza  < 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 >  Ostatnia »